Rozmowa wprost

Rozmowa wprost

Kapitał zaufania
Rozmowa z LESZKIEM BALCEROWICZEM, wicepremierem, ministrem finansów
"Wprost": - Kto straci na kryzysie w Rosji? Czy tylko właściciele 20 tys. firm prowadzących handel z tym krajem i handlujący na przygranicznych bazarach?
Leszek Balcerowicz: - W różny sposób dotknie on nas wszystkich, nie tylko osoby i przedsiębiorstwa bezpośrednio zaangażowane w handel z Rosją. Ale polska gospodarka zasadniczo różni się od rosyjskiej; jest od niej nieporównywalnie mocniejsza. Dla Polski skutki rosyjskiego kryzysu będą mniej dotkliwe niż dla krajów, które niedostatecznie się zreformowały.
- Już teraz pojawiają się jednak sygnały, że Rosjanie wycofują się z zawartych umów lub zmniejszają zamówienia, zaś nasze towary nie są na tyle konkurencyjne, by natychmiast znalazły się dla nich nowe rynki zbytu.
- Oznacza to pewne utrudnienie dla naszej gospodarki. Musimy się do tego przygotować, to znaczy prowadzić jeszcze bardziej zdyscyplinowaną i sprawną politykę gospodarczą. Wstrząs będzie jednak zdecydowanie mniej odczuwalny niż gdyby się to zdarzyło na przykład siedem lat temu. Na Rosję przypada dziś tylko ok. 8 proc. naszego eksportu. Należy do tego oczywiście doliczyć polski eksport na Białoruś, Ukrainę i do innych państw byłego Związku Radzieckiego, a także eksport nieformalny.
- Na załamaniu eksportu możemy ponieść znaczne straty, szacowane na 1-2 mld USD. Czy jesteśmy w stanie możliwie szybko zrekompensować sobie tak znaczny uszczerbek w naszym saldzie handlowym?
- Na pewno nie uda się tego zrobić natychmiast, z dnia na dzień. Być może zanotujemy niższe, niż zakładano, tempo wzrostu gospodarki; nadal jednak będzie ono należało do najwyższych w Europie.
- Eksperci ekonomiczni, na przykład prof. Stanisław Gomułka, przewidują zmniejszenie tempa wzrostu nawet o jeden procent.
- Jeszcze za wcześnie na dokładne prognozy. Skutki rosyjskiego kryzysu zależą od jego skali - na to nie mamy żadnego wpływu, od stopnia zależności gospodarczej - tu rokowania są dla nas pomyślne, gdyż jesteśmy mało zależni od Rosji, a także od naszych działań zapobiegawczych - te zależą wyłącznie od nas. W związku z tym właśnie teraz nie powinniśmy dopuścić do żadnych działań osłabiających konkurencyjność polskiej gospodarki.
- Jesteśmy w przededniu kolejnej kampanii wyborczej. Czy politycy zrozumieją, że w obecnej sytuacji nie można sobie pozwolić na jakąkolwiek grę mogącą mieć wpływ na sy0tuację ekonomiczną kraju? Już pojawiły się na przykład postulaty skrócenia czasu pracy, żądania wysuwają górnicy, rolnicy itd.
- Na razie mamy do czynienia z działaniami roszczeniowymi dość wąskich grup. Na czele demonstracji rolniczych nie stoją przecież typowi rolnicy, lecz działacze, często całkiem bogaci. Liczę, że liderzy wszystkich ugrupowań politycznych, związków zawodowych itp. potraktują najbliższy okres ze szczególną odpowiedzialnością. Teraz nie jest pora na fajerwerki polityczne. Świat obserwuje nie tylko gospodarkę rosyjską, lecz również naszą.
- Związki zawodowe z natury mają rewindykacyjny charakter.
- Czy tak być musi? A kto poniesie skutki tych roszczeń, jeśli nierozsądne ruchy doprowadzą do niszczenia miejsc pracy? Zachodnie związki zawodowe, na przykład fińskie w czasie kryzysu w Związku Radzieckim w 1992 r. lub włoskie w kilku innych sytuacjach, w trosce o utrzymanie rynku pracy godziły się na dyscyplinujące działania swoich rządów. U nas pokutuje przekonanie, że związek jest tylko od żądań, a rząd od ich spełniania. To się musi zmienić.
- Czy zachodni inwestorzy rzeczywiście rozumieją, że Polska nie jest w znaczący sposób zależna od Rosji? Pojawiają się opinie, że na rosyjskim krachu może stracić prestiż naszego kraju, a także Węgier i Czech. Słowem - czy Zachód jest przekonany, że Rosja to tylko część wschodu i środka Europy?
- To nie jest tylko kwestia ogólnego postrzegania naszego regionu. Inwestorzy dysponujący miliardami dolarów dalecy są od nieprecyzyjnych uogólnień. Dla nich pracują wykwalifikowani analitycy, którzy dokładnie przypatrują się polityce gospodarczej każdego kraju z osobna, analizują każdą decyzję polityczną, każdy nowy trend. Świadomość, że opinia o nas zależy tylko od nas, jest najlepszą odpowiedzią na pytanie, jak najlepiej można zapobiec skutkom rosyjskiego kryzysu.
- Ekonomiści twierdzą, iż nasze rezerwy walutowe są tak duże, że gdyby nawet cały kapitał spekulacyjny opuścił Polskę, nie będzie to miało zasadniczego wpływu na naszą gospodarkę.
- To prawda. Stopień uzależnienia polskiej gospodarki od kapitału krótkoterminowego rzeczywiście nie jest zbyt duży. Nie zwalnia nas to jednak od konieczności dmuchania na zimne. Musimy robić wszystko, by nasza waluta była mocna. Mocny narodowy pieniądz jest przecież wspólnym dobrem.
- Zagraniczny kapitał inwestycyjny najpierw pojawił się na Węgrzech i w Czechach, potem dotarł do nas. W ostatnich latach coraz więcej było go w Rosji. Teraz zapewne zacznie stamtąd uciekać. Dokąd? Do nas?
- Jest to możliwe. Inwestorzy finansowi szukają mocnych gospodarek. Oni nie dadzą się zwieść pozorami. Jeśli nie zaczniemy udowadniać, że możemy zepsuć własną gospodarkę, być może pojawi się u nas większy niż do tej pory kapitał zagraniczny. Ale to zależy od sytuacji w gospodarce światowej.
<>B- Niedawno powiedział pan, iż przygotowując tegoroczny budżet, nikt nie przewidywał krachu na Wschodzie. Czy wydarzenia w Rosji wymuszą zmiany w projekcie polskiego budżetu na 1999 r.?
- Już uruchomiliśmy ośrodki rządowe, w tym resorty finansów i gospodarki, a także zwróciliśmy się z prośbą do NBP o przygotowanie analiz przebiegu kryzysu w Rosji i jego wpływu na Polskę. Teraz trwają prace. Niebawem przedstawimy stosowne wnioski.
- Pana zdaniem, jednym z najważniejszych instrumentów zwiększających dyscyplinę budżetową jest wprowadzenie podatku liniowego i dokonanie innych zmian w systemie podatkowym. Czy istotnie podatek liniowy przyczyni się do wzrostu ściągalności należności fiskalnych, co zwiększy wpływy budżetowe?
- Reformę podatków zaplanowaliśmy tak, by w 1999 r. była neutralna dla budżetu, a od 2000 r. - zaczęła przynosić dodatkowe dochody budżetowe, m.in. dzięki redukcji szarej strefy.
- Europa Zachodnia nie zdecydowała się jednak na wprowadzenie podatku liniowego.
- Gdy słyszę takie argumenty, zaraz odpowiadam: A dlaczego Polska nie może mieć lepszego systemu podatkowego niż Zachód? Dlaczego nie możemy być w czołówce? Już raz, w 1989 r., byliśmy na czele przemian w środkowo-wschodniej Europie. I bardzo nam się to opłaciło. Teraz też nam się to opłaci.
- Dlaczego więc kraje zachodnioeuropejskie wzbraniają się przed lepszym systemem podatkowym?
- Zachodnie systemy podatkowe od dwudziestu lat stale się zmieniają, upraszczają, zmienia się filozofia podatkowa. Skomplikowany system progów i ulg w pewnym momencie stał się czytelny przede wszystkim dla doradców podatkowych. W efekcie z dobrodziejstw takich systemów korzystali tylko bogatsi, mogący korzystać z pomocy doradców, a także sami doradcy. My również zaczęliśmy odczuwać siłę takich lobby; przeciwnikami zmian są ci, którzy najwięcej zyskują na skomplikowanym systemie, których stać na wykorzystywanie wszystkich ulg. Ewolucja zachodnich systemów podatkowych być może doprowadzi do powstania prostego systemu. My możemy to osiągnąć szybciej.
- Wydaje nam się, że obecnie idea podatku liniowego nie znalazłaby większościowego poparcia w parlamencie. W jaki sposób zechce pan przekonać polityków, że jest on korzystny dla gospodarki i dla podatników?
- Mam nadzieję, że ta reforma zostanie potraktowana merytorycznie - ponadpartyjnie. Każde ugrupowanie realizujące swoje cele społeczne, ekonomiczne itd. znajdzie przecież w nowej polityce podatkowej środki na ich urzeczywistnienie. Reforma podatków w gruncie rzeczy ma na przykład prorodzinny charakter i powinny ją poprzeć organizacje walczące o rodzinę. Podobnie jest z ugrupowaniami popierającymi przedsiębiorczość, w tym małe, rodzinne firmy; one też skorzystają dzięki reformie. W nowym systemie miałyby się podwoić kwoty wolne od podatku i zyskają na tym ubożsi - jest to więc argument dla ugrupowań o charakterze socjalnym. Mógłbym zresztą mnożyć inne argumenty. Przyniesie on na przykład korzyści najuboższym, gdyż dwukrotnie wzrośnie tzw. kwota wolna. Rozmawiali Mirosław Cielemęcki i Krzysztof Gołata

Okładka tygodnika WPROST: 36/1998
Więcej możesz przeczytać w 36/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0