Głupiemu bieda

Głupiemu bieda

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy widzę zapitego fornala dobijającego ostatnią kolektywną świnię, mam do wyboru albo jego winić za życiową nieporadność, albo winić ustrój, który taką nędzę spowodował
1. Przejechałem kraj linią W-W-W od wschodniego Węgrowa do zachodniej Wrześni. Na Podlasiu jarzębina już czerwona, w Wielkopolsce dopiero czerwieniała. Różnice między zaborem rosyjskim a pruskim wciąż się utrzymują, ale jakby mniejsze - we Wrześni ludzie bardziej niż kiedyś rozluźnieni, w Węgrowie wciąż jeszcze zapraszają, ale po raz pierwszy restaurację też już mają z prawdziwego zdarzenia. Spróbowałem piwa "Lech". Kwaśne na wschodzie, w swych rodzinnych stronach smaku nie poprawiło, może taki rocznik? We Wrześni jeszcze za Gomułki dawali dobre wielkopolskie jedzenie (świńskie ogonki z kapustą) w czystej restauracji, dzisiaj dziwią się: Panie, ciągle ktoś o regionalne dania się pyta! I dają polędwicę po hawajsku. Za to w Węgrowie po dziesięcioleciach bryi w talerzu i na ulicy dają dziś kołduny i kiszkę ziemniaczaną, dobrą, tylko tłustą tak, że wątroba puchnie. Zdrowe są ryby, ale cóż z tego, w kapitalizmie nadal nieświeże i cuchną w kuchni. Spotykam na ulicy faceta z rybnej restauracji "Mesa", pytam, czemu wczoraj była zamknięta, a on mówi, że czasem nikt do restauracji nie przyjdzie, więc zamyka. Sprzedawczyni burczy, porównując cenę towaru ze swoją pensją, emerytki płaczą, że podwoiła się cena abonamentu w filharmonii (gdzie na świecie kupisz abonament za kilkadziesiąt dolarów?). Przy szosie dojrzałe kobiety i staruszki sprzedają grzyby, spojrzysz w oczy chudej jak szczapa staruszce, to kupisz nawet robaczywe. Młode kobiety w kolorowych majtkach bardziej wesołe, mimo że już nawet grzybów nie mają na sprzedaż, tylko siebie, stary grzybie. W stolicy na ulicy co dziesiąty przechodzień tak jakoś dziwnie ubrany, jakby marynarkę wyjął ze śmietnika. Co jest? Bieda.
2. Nie pojechałem na północ, sprawdzić, co dzieje się w Wenecji. Przez polską Wenecję przejeżdżałem jako krótkotrwały dygnitarz III Rzeczypospolitej. W środku wsi droga skończyła się, więc żeglowaliśmy lancią jak gondolą przez parę kilometrów terenu. Mapa ten fakt ukrywa. Nazwa Wenecja ukrywa też niebywałą nędzę. Z okna lanci widać było ostatnią chyba pegeerowską świnię wiezioną taczkami na śmierć przez wynędzniałych mieszkańców. Po przyjeździe do Olsztyna usłyszałem w lokalnej rozgłośni wiadomość, że byłem pierwszym od lat dostojnikiem, który pojawił się w Wenecji. Równoleżnik W-W-W, na którym leżą Węgrów, Warszawa i Września, to przecież Polska A w jej najlepszym wydaniu. Wenecja to Polska H albo C, takiej Polski jest wiele. W Polsce postpegeerowskiej jest najgorzej, bo ludzie niewprawni do własnego gospodarstwa, ot, socjalistyczni fornale, przyzwyczajeni, że utrzymają się z tego, co podkradną panu dyrektorowi.
3. Mówią, że głupiemu bieda. I że biednemu biada. Z tego, iż ktoś jest biedny, na pewno nie wynika, że jest lepszy, mądrzejszy, że coś mu się należy. Pytanie jednak, czy biedny jest gorszy tylko z tego powodu, że mu się nie powodzi. Kiedy widzę zapitego fornala dobijającego ostatnią kolektywną świnię, mam do wyboru: albo jego winić za życiową nieporadność - mógł przecież startować w amerykańskiej loterii wizowej - albo winić ustrój za to, że taką nieporadność i nędzę spowodował. Jaki ustrój? No jasne, że socjalistyczny, bo przecież w nim socjalistyczne fornalstwo się ukształtowało. To tak jak z Polakami w ogóle. Czy są gorsi, głupsi i bardziej nieporadni dlatego, że są biedniejsi od innych narodów? Czy szwankuje kiepełe, czy też zasługa to dotychczasowych form organizacji gospodarczej? Przywódcy Polski Ludowej sami dali na to odpowiedź, porównując nas z różnymi narodami. Kiedyś byliśmy lepsi od Włoch, później od Hiszpanii, wreszcie od Grecji i Portugalii, dzisiaj jawiących się jako potęgi gospodarcze w porównaniu z biedną Polską. Czy to przewaga umysłowa i moralna osobników wygrzanych w słońcu, zadowalających się rogalikiem z cappuccino na śniadanie, czy też ciężar dziesięcioleci socjalistycznej gospodarki?
4. Jeśli to nie Polacy winni, lecz socjalizm, to nie mogę przecież karać fornala. W nierozumności swojej może głosować na SLD, licząc, że przywróci mu kiedyś utracony warsztat pracy (widły i gumiaki), albo żeby przynajmniej wyrazić solidarność tych, którzy poczuwają się do spadku po Polsce Ludowej (siedem lat tłustych za Gierka i państwowa świnia na stole). On ciemny niewinny, ale czy wykształceni, którzy wiedzą lepiej, mają program na kapitalizm z miejscem dla byłego fornala?
5. Zmarły prof. Adam Podgórecki uczył nas kiedyś idei naukowej polityki prawa. Tyle że nikt nie wie, po co prawo uchwala, poza posłuszeństwem dyscyplinie klubowej, a jakie będą skutki prawa, twórcy dowiadują się dopiero przypadkiem po latach. Socjologia prawa w Polsce to socjologia polityki, walki Iksa z Igrekiem, zaniechania i niekompetencji. Skutki legislacji nikogo nie obchodzą. Bieda też walczy o przeżycie nie prawem, ale lewem. Wychodząc na tory, głosując na lewo, kradnąc i sprzedając bez zezwolenia. Klasa rządząca żyje w innej gospodarce, używa karty kredytowej, jeździ na wakacje na Seszele i martwi się spadkiem akcji na giełdzie. Chce rządów prawa dla estetyki publicznej. Policja tu łapie więc panienki na szosie, ówdzie znów przegania staruszki sprzedające grzyby bez zezwolenia. Tyle biedy trudno jednak schować; jak przykryć w jednym miejscu, to wyjdzie w drugim. Im większy nacisk na porządek, tym większy nieporządek. Prymas potępił blokady na szosach, to go wezwano do przeprosin. Świtoń zbiesił się i przy krzyżach wbijanych przez skinów na żwirowisku waruje jako Kościół prawdziwy pod opieką dawnego agenta MSW. Ze Wschodu wieje kryzysem. A tu wciąż potrzebny jest kapitalizm dla wszystkich, a nie dla wybranych. I mniej biedy.
Więcej możesz przeczytać w 36/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0