Idą pancry na... Mławę!

Idą pancry na... Mławę!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rząd Tadeusza Mazowieckiego rozumiał, czym jest władza w demokracji, a czym być nie powinna
Jak tu wymyślać felieton, kiedy wokół trwa koci teatr, a od paru dni doszło jeszcze cielę, malutka czarno-biała jałóweczka o ślicznych oczach i długich rzęsach. Kiedy się zbliżam do zagrody, cielę staje na chwiejnych jeszcze nóżkach i podchodząc do mnie, zawczasu układa język do ssania. A tu nici, mościa panno! Mogłoby cielę filozoficznie uogólnić, że życie zaczyna się od złudzeń.

Łukasz Perzyna, dziennikarz "Życia", cielęciem już nie jest, a jednak podatność na omamy zachował. Czytam oto, jak indagując posła Piłkę o ostatnie protesty rolników, wypomina Mazowieckiemu, że "posłał transportery opancerzone przeciwko chłopom blokującym drogę pod Mławą". Wyobrażacie sobie, Szanowni Czytelnicy, transportery opancerzone, liczba mnoga, więc najpewniej cały rząd tych transporterów. Stalowa żmija, grzmiąc motorami, otoczona niebieską chmurą spalin, gna na rodzimego chłopa, "tradycyjnego, katolickiego i nie znoszącego komunistów", takiego, którego ceni redaktor "Życia". I co dalej? Dzisiejszy osiemnastolatek, który wtedy miał te dziewięć lat, ma prawo przypuścić, że pewno zmasakrowali tych chłopów.
A jak było naprawdę? Była bezterminowa, nie czterogodzinna, blokada ważnej drogi międzynarodowej, którą rząd Mazowieckiego po wielu bezowocnych negocjacjach postanowił odblokować w imię obrony ładu w kraju. Był jeden, słownie jeden transporter opancerzony, nie dla szarży, dla wrażenia. Nie było ataku sił porządkowych, bo nie padł rozkaz do takiego ataku, a mógł być wydany tylko przez premiera. Nie było poszkodowanych i ani jeden pług czy brona tarasujące drogę nie zostały tknięte. To cała historia "posłania transporterów opancerzonych" przez rząd Mazowieckiego. Moja mama mawiała, że "jak ktoś chce psa uderzyć, to kij zawsze znajdzie". Perzyna ma właśnie ulubione stadko do okładania i łatwość w sięganiu po kij.
A w tym samym numerze "Życia" drugi odcinek wstrząsającego serialu o tym, jak "mięczaki" w służbie publicznej rozzuchwalają warchołów i kryminalistów. Rząd Mazowieckiego rozumiał, czym jest władza w demokracji, a czym być nie powinna. Dlatego miał odwagę, by odblokować drogę pod Mławą i potrafił zrobić to tak, że jedynym zetknięciem policji z protestującymi było podanie ręki. Nie wyobrażam sobie natomiast, by premier Mazowiecki przyjął na audiencji osobę poszukiwaną w celu odsiadki za maltretowanie urzędników państwowych. A taki zaszczyt spotkał szefa Samoobrony, który zamiast plamić swą obecnością urząd Rzeczypospolitej, powinien wdziewać więzienny drelich za nie zapłaconą, mizerną zresztą, grzywnę. No, ale wróćmy do kotów baraszkujących na podwórzu Urszuli, mojej szwagierki, o której Marcel Łoziński nakręcił niedawno film pokazywany w telewizji. Urszula to stwór przedziwny, kombinacja warszawskiej inteligentki z lubelską chłopką wrośniętą w szczyptę naszych "ziem odzyskanych" jak stuletni dąb. Produktu krajowego nie powiększa, ale powiększa ilość dobra na świecie, prowadząc, z konieczności, "pięciogwiazdkowy" przytułek dla kotów. Mają tu wolność, miskę z mlekiem i chrupkami oraz rozległe tereny łowieckie. Minusy to ruchliwa szosa obok i psy biznesmena z sąsiedztwa. Żyje się tu średnio nie za długo, ale za to pełną kocią piersią, więc dobra przybywa. Czego nie można powiedzieć o parszywcach, którzy Urszuli te koty podrzucają na utrzymanie, obciążając jej skromny budżet. Pewno uspokajają tak swoje sumienie, bo kocię zostanie przyjęte z miłością, szybko otrzyma imię - Filip, Gadułka, Piękniś, Łezka, Zorro, Hesia, Łatek, Kapitan; Boże, ile już tego się przewinęło - i żyło będzie w szczęściu do kresu swoich dni. A podrzucający gad, popełniwszy nadużycie, w istocie złodziejstwo (oddanie na przechowanie i niepłacenie), wraca i może powiększa produkt krajowy. Nie tylko więc tworzeniem PKB Ojczyzna stoi.
PS. Przeczytałem niedawno w "Gazecie Wyborczej" wyciąg z rejestru korzyści uzyskiwanych przez posłów. Jedna przekroczyła granicę groteski - "poseł objeżdżywacz" testujący samochód powierzony mu przez producenta. I na dodatek to dziwadło zalęgło się w mojej partii! Fe!
Więcej możesz przeczytać w 34/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0