Ułomna stołeczność

Ułomna stołeczność

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wojewoda, starosta, prezydent, prześwietni radni - tylu będzie się zajmować stolicą, że aż korci zapytać, czy i sam prezydent Rzeczypospolitej nie ma czegoś do powiedzenia
1. Konstytucyjnie Warszawa jest stolicą. W rozdziale "Rzeczpospolita" obok definicji małżeństwa można przeczytać w art. 29, że "stolicą Rzeczypospolitej Polskiej jest Warszawa". Ciekawe, czy nie można byłoby z tego przepisu wyciągnąć jakichś wniosków prawnych, ułatwiających zarządzanie i samorządzenie tym nieszczęsnym miastem. Mając za sobą - odpukać! - doświadczenie wieloletniego oczekiwania na decyzję wędrującą między wojewodą a prezydentem po tym, gdy już udało się wszystko na poziomie dzielnicy załatwić (odważna decyzja prezydenta Święcickiego przyszła dla mnie w czas - chapeaux bas - ale niektórzy współwłaściciele już zakończenia nie doczekali), ze zgrozą myślę, co by się stało, gdyby jeszcze w bieg sprawy był zamieszany pan starosta.

2. Wojewoda, starosta, prezydent, prześwietni radni - tylu będzie się zajmować stolicą, że aż korci zapytać, czy i sam prezydent Rzeczypospolitej nie ma czegoś do powiedzenia w sprawach Warszawy jako urządzenia konstytucyjnego. Że to wszystko musi się kiedyś skończyć powołaniem komisarza - to pewne. Najpierw przeklęty przez demokrację będzie następnie błogosławiony za swoją scentralizowaną wolę wykonawczą. Znajdą się wtedy tacy, którzy podadzą to jako argument przeciwko nadmiernej - ich zdaniem - demokracji, tymczasem zasługi Starzyńskiego nie oznaczały wyższości nominacji nad wyborem, ale jego osobiste zdolności (także do doboru właściwych współpracowników) i odpowiedni zestaw możliwości działania.

3. Nie jest to jakaś wyjątkowo warszawska czy polska sprawa te kłopoty ze stolicą. Wystarczy, że - jak to na ogół bywa - wybór polityczny mieszkańców stolicy nie odpowiada kolorowi rządu, a już nawet najsłabsza rada stołeczna staje kością w gardle premierowi, na przykład pani Thatcher, która rozpędziła lewicową radę wielkiego Londynu i rozdzieliła potężną stolicę na kolekcję gmin. Tam, gdzie wolą prezydentów od monarchów, silny prezydent stolicy to z kolei kontrpremier czy kontrprezydent, jak było w Paryżu. Stąd pomysły władzy wyższej, żeby niższą mianować, nawet jeśli historia spłata figla i prezydent Starzyński zachowa się w lepszej pamięci niż prezydent Mościcki. Jeszcze inne rozwiązanie to mieć stolicę jak Canberra, Ottawa czy Waszyngton, nie będącą w rzeczywistości ważnym ośrodkiem gospodarczym. Burmistrz Nowego Jorku, mimo że bardzo ważny, nie wchodzi jednak pod rękę Kongresowi czy sekretarzom prezydenta.

4. Stolicą Rzeczypospolitej została Warszawa wtedy, kiedy trzeba było pogodzić Koronę z Litwą. W pół drogi między Krakowem a Wilnem. Dziś, gdy Litwa jest samodzielna, całe to uzasadnienie straciło sens. W samym środku środkowoeuropejskiej niziny, gdzieś w pół drogi z Hanoweru do Mińska, na niewysokiej skarpie stoi nowe miasto. Tak jak kształt Polski powojennej jest dziełem Hitlera i Stalina, tak i Warszawa. Dawną Warszawę zakończyły powstanie w getcie i powstanie warszawskie. Bez Żydów i tradycji, zamieszkana na pniu przez mazowieckich wieśniaków, chrześcijański drobny handel i resztki narodowej inteligencji. Zdumiewające sąsiedztwo socjalistycznej ubecji z niedobitkami Armii Krajowej. Miasto, któremu wyrwano serce i złamano charakter. Dziś przez ruiny Parku Kultury i Wypoczynku, który zarósł dawne Powiśle, nieliczni śmiałkowie przedzierają się obok siedziby spadkobierców Polski Ludowej nad wiślane łachy, gdzie próżno nasłuchiwać śpiewu Grzesiuka. Inny Czarny Wąwóz socjalistycznego realizmu prowadzi od placu Unii Lubelskiej (nazwa nieaktualna, patrz: problem stolicy) obok starannie przysłoniętego kościoła Zbawiciela przez plac Konstytucji (chyba też nazwa nieaktualna, bo mamy konstytucję demokratyczną, więc chyba trzeba coś przemianować) do Pałacu Kultury i Nauki (też bez sensu, zamiast pałacu lepsze byłyby pieniądze na jedną i drugą). Tę centralną oś stołecznego miasta wśród obfajdanego przez gołębie piaskowca zaludniają typy wszelakie, grupy albańskie proponujące okazyjne kupno skórzanej kurtki, producenci kaszanki i jedyny w tej sytuacji ratunek dla polskich żołądków, jakim są znacznie chudsze i lepsze w smaku dania wietnamskie. Osobiście zostawiłbym tylko Wietnamczyków, a resztę wypalił do cna i przebudował na nowo. Trzecią oś stolicy stanowi Trakt Królewski, który nawet nadawałby się do stolicy, gdyby się coś na nim działo poza ogródkiem kawiarnianym na jednym i na drugim końcu półgodzinnego przemarszu. W ramach transformacji zniknęły nawet te miejsca, które na przekór socjalistycznemu zarządzaniu zachowały jakąś intymną lokalność, jak Hopfer (pod Dziekanką!), Fukier (winiarnia, a nie restauracja!) czy bary kawowe (bez hamburgera!) na Nowym Świecie. Miasto nudne pod każdym względem, skoro - jak mówią źródła urzędowe - Polki nie kwapią się nawet do obnażania piersi (w kraju, pokazują więcej za granicą). Coś musi się w stolicy dziać poza prowincjonalną giełdą. Sejm, nawet z Senatem, nie zapewni atrakcji, co najwyżej godzinną wycieczkę dla młodzieży szkolnej. Praga czy Budapeszt występują prawie codziennie na łamach europejskich dzienników jako miejsca wystaw i koncertów. Guggen- heimowie zainwestowali w muzeum w Bilbao, więc nie ma co na nich liczyć, ale trzeba brać przykład z podobnych inwestycji. Zachętę wybudowali pradziadkowie w XIX w. na skalę stolicy gubernialnej, zamek Książąt Mazowieckich - niezła fałszywka, ale najbardziej artystyczna w nim jest Qchnia. Uniwersytet, politechnika i akademie to najważniejsze części stolicy, ale sypią się z nich tynki, a studentów nadających kulturalny ton miastu powinno być pięć razy więcej. "Kultura i nauka" jeszcze raz, ale tym razem na poważnie, za duże pieniądze, bez tego nie będzie europejskiego miasta, co najwyżej europejski Greenpoint z filią Givenchy i Saint-Laurenta.

5. Na dziś sprawa wygląda beznadziejnie. Konstytucja jest uchwalona i posłowie krakowscy nic nie załatwili w sprawie stołeczności miasta królewskiego. Zresztą rząd w Krakowie (chyba krajowy rekord prób odwołania miejskich dostojników), Łodzi (splot skrajności, jak przed wojną), Poznaniu (za blisko myszy) czy w Gdańsku (już za późno, stocznia do rozbiórki) nie zmieniłby sprawy. Trzeba by przenieść stolicę do Modlina, argumentując bardziej obronnym położeniem i możliwością budowy nowego lotniska. Poczekamy na zmianę konstytucji.
Więcej możesz przeczytać w 34/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0