Smok w topieli

Smok w topieli

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wielka powódź w Chinach
Wielka powódź wzdłuż rzeki Jangcy powoli urasta do rangi apokaliptycznej klęski. Gwałtowny wylew wód pochłonął już ponad 2300 śmiertelnych ofiar, ale skutkami klęski w Chinach dotknięta jest jedna piąta populacji najludniejszego państwa globu, czyli ćwierć miliarda osób. Tyle mniej więcej liczy cała ludność Stanów Zjednoczonych. Dramat milionów ludzi, zagrożenie następną, piątą już w tym roku falą powodziową na Niebieskiej Rzece oraz letnimi tajfunami powodują stan permanentnego napięcia społecznego w Chinach. Panuje przekonanie, że ostateczny bilans katastrofy będzie znacznie większy. Wzburzona Jangcy - najdłuższy na Ziemi, ciągnący się prawie 6 tys. km szlak rzeczny - zatopiła tysiące wsi i zdewastowała ponad 17 mln domostw. Tak dużych zniszczeń i cierpień nie było ani w roku 1870, ani w 1931, 1935, 1949 czy 1954, kiedy wielka woda na Jangcy też pustoszyła ogromne połacie Chin. Za pośrednictwem przekazów telewizyjnych cały świat w napięciu śledził zmagania cywili, żołnierzy i milicjantów, którzy ratowali przed zagładą siedmiomilionowe miasto Wuhan w prowincji Hubei. Powodzenie operacji zależało wyłącznie od tego, czy saperzy zdążą na czas wysadzić dynamitem obwałowania ochronne. Celem pomyślnie zakończonej akcji było bowiem skierowanie nadmiaru pędzącej wody na przybrzeżne obszary. Dzięki temu wydatnie obniżono poziom Jangcy. Tym razem obok Hubei powódź najbardziej dała się we znaki mieszkańcom Kiangsi, Hunan, Fukien, Guangdong oraz Guangxi. Już w połowie lipca straty szacowano na przeszło 5 mld USD, a ostatnio - na ponad 20 mld USD, ale mogą one być jeszcze wyższe. Na dodatek, państwowy budżet będzie musiał ponieść kolosalne wydatki na walkę z następstwami kataklizmu. To zaś spowolni tempo wzrostu gospodarczego Państwa Środka - i tak już ostatnio znacznie słabsze w porównaniu z dynamiką lat poprzednich. Chińską powódź przypisuje się zjawisku La Nińa, odwrotności równie nieobliczalnego fenomenu klimatycznego El Nińo. Przyczyną tej klęski żywiołowej nie są masy ciepłej wody, wywołują one bowiem powstawanie fal gorącego powietrza i suszy w regionie Oceanu Spokojnego. Tym razem powodem intensywnych, nieprzerwanych ulew za Chińskim Murem są zimne prądy morskie na Pacyfiku. La Nińa nie jest niczym nowym. Zazwyczaj występuje zaraz po przejściu El Nińo, który w ubiegłym roku również doprowadził do zaskakujących pogodowych powikłań i klęsk żywiołowych. Chaos pogłębiają akty grabieży i braki w zaopatrzeniu. Okazję do robienia interesów natychmiast zwietrzyli spekulanci. W obawie przed narastaniem społecznego niezadowolenia kierownictwo partii wydało nawet specjalne, ostro brzmiące oświadczenie, zapowiadające surowe kary dla sprawców przestępstw. Rozprawy mają być zwoływane w trybie przyspieszonym. Ostrzeżono, że wyroki śmierci nie będą rzadkością. Lokalne władze zostały również zobligowane do utrzymania ładu na ocalałych stacjach kolejowych, drogach przelotowych, w portach i magazynach. Urzędnikom zaniedbującym swe obowiązki zagrożono ostrymi sankcjami służbowymi. Służby sanitarne alarmują, że w niektórych rejonach zaczyna drastycznie brakować środków medycznych i artykułów żywnościowych. Za sprawą niedożywienia i "złego powietrza" dochodzi do zasłabnięć u ludzi starszych i dzieci. Tymczasem nad krajem zawisła groźba rozprzestrzenienia się epidemii chorób zakaźnych, zwłaszcza przewodu pokarmowego, ze względu na skażenie źródeł wody pitnej przez trupy zwierząt domowych i odchody. Najgorzej jest w obozach przejściowych, w których prowizoryczny dach nad głową znalazły miliony uchodźców ze strefy nawiedzonej klęską. Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że na razie kontroluje sytuację, ale nie wiadomo, jak długo jeszcze będzie w stanie nad nią panować. Na dodatek zalane tereny uprawne objęły już prawie 22 mln ha, czyli łączną powierzchnię Irlandii i Anglii. To z kolei wróży o wiele niższe zbiory zbóż. Na razie oblicza się, że będą one mniejsze o 11 mln t. Do tego worki z ryżem są często wykorzystywane do wzmacniania, podwyższania oraz łatania wałów. Gwałtowny atak żywiołu wznowił w Chinach dyskusję nad sensownością wydatkowania 29 mld USD na budowę gigantycznej zapory Trzech Przełomów. W zamyśle jej pomysłodawców, wywodzących się z górnych pięter władzy, ma ona w przyszłości chronić przed spustoszeniami wywoływanymi przez niesforną Jangcy. Krytycy inwestycji nadal jednak twierdzą, że ten kosztowny obiekt i tak na nic się nie zda, jeśli wody Jangcy niebezpiecznie wzbiorą. Uważają też, że trzeba wyasygnować więcej funduszów na regulację, oczyszczenie i pogłębienie rzecznych szlaków oraz stworzenie większej liczby zbiorników wodnych, na co brakuje dziś środków. Wskazuje się również na nieodwracalne szkody ekologiczne, jakie pociągnie za sobą realizacja tej rozdętej ponad racjonalną miarę inwestycji. Spory uszczerbek poniesie też kultura narodowa, bo przy bu- dowie zapory m.in. zostaną zmiecione z powierzchni ziemi setki osad i miast - ośrodki dawnej kultury chińskiej i "małe ojczyzny". Traktującą o tym książkę znanego dysydenta Dai Quinga partyjna cenzura wciągnięła na indeks dzieł zakazanych. Zwolennicy projektowanego ujarzmienia Niebieskiej Rzeki obstają przy swojej argumentacji, żądając nawet przyspieszenia prac konstrukcyjnych. Z odsieczą poszkodowanym Chińczykom spieszy coraz więcej krajów. Pogrążenie się azjatyckiego mocarstwa w zamęcie mogłoby mieć przykre konsekwencje nie tylko dla samych Chin. Mocno uderzyłoby też w amerykańskie interesy gospodarcze i polityczne, gdyż załamanie się gospodarki chińskiej zagroziłoby koniunkturze w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie już przekazali Chińczykom duże partie lekarstw i koców, ale nie zamierzają na tym poprzestać. W ich ślady poszedł znany magnat finansowy z Hongkongu i zarazem jeden z najbogatszych ludzi świata - Li Ka Shing, który podarował na rzecz powodzian 6,5 mln USD.

Więcej możesz przeczytać w 34/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0