Bez różnicy

Bez różnicy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak tu nie przyznać racji Krzysztofowi Mętrakowi, który napisał: "Jeden z odłamów feministek twierdzi, że kobiety różnią się od mężczyzn wszystkim. Z wyjątkiem mózgu"
Na zamówienie jednego z niemieckich miesięczników Instytut Forsa zapytał Niemki, czy powinny powstać burdele dla kobiet? Większość ankietowanych odpowiedziała, że oczywiście, tak. Najwięcej entuzjastek pomysłu, bo aż pięćdziesiąt kilka procent, znalazło się w grupie kobiet między trzydziestym a czterdziestym czwartym rokiem życia. Jaki z tego wniosek? Zgoła obrazoburczy. Są wśród nas kobiety, które do seksu podchodzą instrumentalnie. Zimno i bez zbędnych sentymentów. I to kobiety w sile wieku.

Ekskluzywny dom schadzek działa już w Melbourne. Wszystko w nim zaprojektowano zgodnie z obowiązującą modą. Są więc złocenia, półcienie, freski i posłania usytuowane według zasad feng-shui. Wszak zdrowie jest najważniejsze. Całości muszą sprostać męskie prostytutki o doskonale przystrzyżonych włosach, wypielęgnowanych dłoniach i ujmującym sposobie bycia. Męski czar nie zwalnia ich jednak z obowiązku poddawania się co trzy miesiące badaniu krwi. Ulubieńcami bogatych, choć wcale nie samotnych klientek są panowie, którzy oprócz fizycznej ekstazy oferują najbardziej chodliwy towar - czułość.
Pięć lat temu "niegodziwa" kobieta o wdzięcznym imieniu Lorena pozbawiła swego małżonka przyrodzenia. Świat podzielił się wówczas na oburzonych, współczujących i przyzwalających. Lorenie albo Johnowi. Jednak już wkrótce ich historia tak spowszedniała, że zaczęto ją przytaczać w charakterze zmurszałej anegdoty. Czynili tak oburzeni, współczujący i przyzwalający. Kobiety i mężczyźni. I jak tu nie przyznać racji Krzysztofowi Mętrakowi, który napisał: "Jeden z odłamów feministek twierdzi, że kobiety różnią się od mężczyzn wszystkim. Z wyjątkiem mózgu".
Co robi dzisiaj poniżony przed całym światem małżonek? Tygodnik "Stern" donosi, że John Bobbitt tęskni za tą, która go poniżyła, i ciągle ma nadzieję, że Lorena nie przestała go mimo wszystko... kochać. W tym wypadku - co podkreśla - bardziej chodzi mu o duszę niż o ciało. To by się zgadzało, bo nawet w domu publicznym kobiety i mężczyźni szukają przede wszystkim czułości, a dopiero w dalszej kolejności zwierzęcego seksu. Jak do tego doszedł John Bobbitt? W wywiadzie zdradził, że po przebyciu dziewięciogodzinnej operacji przyszycia cennego organu postanowił zdyskontować nadzwyczajny sukces medycyny i zostać gwiazdą filmów pornograficznych. Ten wizualny hymn na cześć medycyny nie trwał długo, choć w tzw. międzyczasie John poddał się zabiegowi powiększenia penisa. Do głosu doszło wnętrze Bobbitta, który tym razem postanowił zostać księdzem. Dlaczego nie zrealizował tego pomysłu, nie wiadomo, ale wiadomo, że dzięki swym nowym zainteresowaniom nawrócił na drogę cnoty byłą prostytutkę. Zapewne pobraliby się, gdyby John Bobbitt nie myślał w czasie bezsennych nocy o byłej żonie. Ona jednak nie chce o nim słyszeć. Nawrócony Bobbitt nie traci nadziei. Zdezorientowanym nieco całą sytuacją tłumaczy: "To, co ze mną zrobiła Lorena, było straszne, ale ja wcale nie byłem lepszy. Nie chodzi nawet o to, że ją zdradzałem i biłem. Najgorsze jest to, że złamałem jej serce". No proszę, znowu do głosu dochodzą nie zmysły, lecz dusza. Ponieważ Lorena zupełnie nie interesuje się poprawą Johna, postanowił on napisać autobiografię. Być może zwróci uwagę byłej żony, która przeczytawszy ją, przekona się, iż ten, którego przed pięciu laty bestialsko okaleczyła, jest już innym człowiekiem i teraz może uczynić ją - jak twierdzi - naprawdę szczęśliwą. Czy rzeczywiście tyle musi się zdarzyć, aby mężczyzna odkrył, jak uszczęśliwić kobietę? Trudno przesądzać, kto z takiej lekcji życia powinien brać przykład i jaki. Bez odpowiedzi pozostaje też pytanie, czyje losy byłyby bardziej zagrożone. "Smutna historia" - konkluduje dziennikarz przeprowadzający wywiad. "Ależ skąd - odpowiada Bobbitt. - Moje życie to spełnienie marzeń tysięcy mężczyzn: wiele kobiet, a przy tym jakie doświadczenie".
Panna Lewinsky przechowuje splamioną nasieniem prezydenta USA sukienkę. Ma ona świadczyć o czynie lubieżnym, jakiego dokonał na jej powabnym ciele prezydent. Sukienkę na wszelki wypadek i dla bezpieczeństwa przechowuje mamusia panny Lewinsky. Ukochana córeczka wyznała przyjaciółce, że ma to być pamiątka na całe życie. Gdyby pójść tym tropem, można dojść do wniosku, że plama plamie nierówna. Jest więc dobry interes do zrobienia. Już widzę reklamy: "Tylko dzięki naszemu proszkowi nigdy nie pozbędziesz się plamy plamie nierównej". Nie o płodność tu chodzi, lecz o nazwisko autora plamy. Wystarczy już tylko sprawdzić, czy sperma należy do Billa Clintona. Prezydent - przepraszam za wyrażenie - splunie, a z analizy jego śliny dowiemy się, czy miał kontakt z sukienką Lewinsky, czy też nie. Natychmiast świat podzieli się na oburzonych, współczujących i przyzwalających. Prezydentowi albo jego pechowej praktykantce. Co twierdzą za Mętrakiem niektóre feministki? Kobiety i mężczyzn różni od siebie wszystko poza mózgiem.
Więcej możesz przeczytać w 33/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0