WPROST OD CZYTELNIKOW

WPROST OD CZYTELNIKOW

Dodano:   /  Zmieniono: 
Mąż stanu 2000
Mąż stanu 2000
Postać męża stanu kojarzy mi się ze starymi fotografiami, na których wąsaci, ubrani w kamizelki z nieodłącznymi zegarkami w kopercie panowie palą cygara. Ludzie ci wyrastali ponad szarą rzeczywistość. Postrzegano ich jako silne jednostki, które mają ogromny autorytet i rządzą światem. Nie chodzi o charyzmę - tej przecież nie brakuje także współczesnym przywódcom - lecz raczej o rodzaj dumy i wzniosłości, które cechowały mężów stanu. Ich celem nie było realizowanie polityki swojej partii, lecz polityki dobrej dla kraju, skutecznie i w sposób nie budzący podejrzeń co do intencji działającego. Wraz z ustabilizowaniem się sytuacji politycznej na świecie era mężów stanu minęła.
Demokracja w coraz bardziej widoczny sposób pokazuje, że rządzić może każdy. Po skończonej kadencji jego czas mija, przestaje się liczyć, trudno więc, by mógł się stać mężem stanu. Wszak mąż stanu wydaje się być wieczny, trwa i daje pewność rządzonym co do drogi, którą wybrał. Tymczasem współczesny poseł czy minister zdaje sobie sprawę, że wszystko zależy od kolejnych wyborów i że jeżeli nawet przegra, to i tak znakomicie ustawi się w życiu. Nie ma miejsca dla mężów stanu we współczesnej demokracji, gdzie na przykład prezydent Francji dzielnie kibicuje na stadionie piłkarzom swego kraju. "Przedwojenny" mąż stanu przesłałby gratulacyjną depeszę, wręczył Legie Honorowe, zachowując jednak stosowny dystans. Prezydent wybierany w powszechnych wyborach bardziej walczy o kolejną kadencję niż o miano męża stanu. Nie ma już mężów stanu, są tylko sprawni politycy.

PAWEŁ FRANKOWSKI
Lublin



Szef uskrzydlony
Przez dwa tygodnie próbowałem dojeżdżać rowerem do pracy. W odróżnieniu od bohaterów artykułu "Szef uskrzydlony" (nr 30) nie muszę na szczęście występować w firmie w garniturze. Niestety, zniechęciłem się do takiego sposobu docierania do biura. Nie przeraża mnie dystans do pokonania, warszawski smog czy fatalny stan nawierzchni ulic. Jeździłbym rowerem nadal, nawet mimo braku możliwości skorzystania w pracy z prysznica. Nie byłem jednak w stanie przetrwać nieżyczliwości, a wręcz chamstwa kierowców. Nie chcę ryzykować utraty zdrowia czy nawet życia. Kilka razy niemal nie staranował mnie
samochód. Wydaje się, jakby kodeks drogowy przestawał obowiązywać wobec człowieka na rowerze. Najdelikatniej mówiąc, rowerzyści są bardzo niechętnie widziani na ulicach polskich miast, a przecież ścieżek dla rowerów ciągle jest za mało albo stają się ulubionym miejscem parkowania aut. Zmotoryzowanym użytkownikom dróg często brakuje elementarnych zasad kultury. Aby dojeżdżać do pracy rowerem, trzeba więc wyjątkowego samozaparcia. Na razie jest to - moim zdaniem - pomysł dla samobójców.

JACEK F. KONOPKA
Warszawa
Więcej możesz przeczytać w 33/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0