Podwodna apokalipsa

Podwodna apokalipsa

Dodano:   /  Zmieniono: 
To nie utopia - to dzień dzisiejszy
W roku 1936 w Pradze ukazała się zaskakująca książka uwielbianego pisarza Karola Capka. Znany z humoru piewca życia zaproponował nagle czytelnikom pełną czarnego dowcipu wizję zagłady naszej cywilizacji przez usamodzielnione, wykształcone morskie płazy. Ale potop! - zdumieli się nieliczni ludzie, którym udało się schronić w wysokich górach przed zalaniem ziemi.
A zaczęło się tak niewinnie, niemal sielankowo. Poczciwy kapitan van Tocha zainteresował się wysepką Tana Masa leżącą nieco na zachód od Sumatry. Był dziwakiem, fantastą, śmiałkiem, a ludzie opowiadali, że tam właśnie mieszkają morskie diabły. Podczas gdy wszyscy szukali modnych wówczas pereł, kapitana zafascynowały płazy poruszające się na nogach, budujące tamy, kołyszące się przy świetle księżyca w zbiorowym tańcu. Przy tym z upodobaniem smakowały zawartość głębinowych muszli, wypluwając wytwornie - niczym pestki wiśni - znajdujące się w nich perły. Niestety, stworzeniom tym zagrażały rekiny, więc kapitan zarówno z dobrego serca, jak i dla korzyści z owych pereł zbieranych na piaskach plaży dostarczył im noże z nierdzewnej stali, którymi te inteligentne płazy skutecznie się broniły.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby człowiek umiał poprzestać na małym. Kapitan wysyłał do swojej firmy w Amsterdamie paczuszki ubezpieczone na niebywałe sumy, ponieważ zawierały cuda, o jakich świat nie słyszał. Ale jego apetyt na perły rósł w miarę jedzenia zawartości muszli przez coraz większe gromady jaszczurów, którym nie groziły już rekiny. A miały wprost niebywałe możliwości rozmnażania.
Rozdział "Życie płciowe Płazów" dla prawdziwego mężczyzny jest oburzającym obrazem niesłychanej płodności samic, obchodzących się bez stosunku z płazem. Pobudzonym seksualnie samicom wystarcza bowiem skład chemiczny wody, w której się pławią. ŠCapek zapewne zaśmiewał się ze swego pomysłu; może czuł się odrobinę zaniepokojony ewentualną wdzięcznością bojowych feministek, marzących o utopijnej seksualnej samodzielności, z prokreacją włącznie. A dzisiaj gazety codziennie donoszą o wygodnych tatusiach w probówkach, z czego ŠCapek nie byłby chyba zadowolony.
Ponieważ płazy rozmnażały się w zawrotnym tempie, kapitan znalazł bogatego sponsora, który potrafił rozkręcić interes na gigantyczną skalę: dostarczano im naj-
nowocześniejszą broń i technikę do prac morskich. Miało to wszystko służyć ludziom i być przez nich kontrolowane, ale szybko płazy zaczęły dyktować warunki. Gdy okazało się, że na kuli ziemskiej żyje około dwudziestu miliardów cywilizowanych płazów, czyli dziesięć razy więcej niż ludzi, katastrofa była nieunikniona. Ziemię pokrojono w wąskie paski lądów, liczyły się bowiem tylko morza i wybrzeża. Liczyło się jedynie to, co było potrzebne stechnicyzowanym potworom, których nie interesowała filozofia, religia, sztuka, fantazja, humor, mistyka, marzenia. Ludzie mogli z rozrzewnieniem wspominać pierwszy potop, kiedy Noe w swojej arce przechował nie tylko wszystkie pary zwierząt i ptaków, ale także wiarę w Jahwe, w sprawiedliwą karę za grzechy, nadzieję na tęczę pojednania.
Wznowioną teraz przez PIW "Inwazję jaszczurów" otwiera radiowa wypowiedź ŠCapka z 29 marca 1936 r. Pisarz mówił wówczas, że w tych trudnych latach, z przewidywaną już drugą wojną światową w tle, on, nie-
poprawny marzyciel, zamierzał pisać wzruszającą powieść o prowincjonalnym lekarzu ("trochę na wzór mojego ojca nieboszczyka"), wielkim poczciwinie, leczącym ludzi bez oglądania się na pieniądze. "Myślałem o dobrym lekarzu wtedy, gdy wszyscy dokoła mówili o kryzysie gospodarczym, o ekspansjach narodowych i przyszłej wojnie". I nagle poczuł, że dla swego bohatera nie widzi miejsca na Ziemi, która jest beczką prochu i siedliskiem zbrodniarzy. Zobaczył naszą planetę jako miejsce, które mogło się rozwinąć w kierunku nieludzkim, potwornym. Schował poczciwego lekarza na dnie swojego serca i zabrał się do pisania "Inwazji jaszczurów".
"Krytyka określiła ją jako powieść utopijną. Wzbraniam się przeciwko temu słowu. To nie utopia - to dzień dzisiejszy. To nie jakaś spekulacja na temat tego, co będzie, ale odzwierciedlenie tego, co jest i wśród czego żyjemy. Nie chodziło tu o fantazję; tej gotów jestem oddać wszystko i bezpłatnie, ile kto zechce, ale chodziło mi tu o rzeczywistość" - tak mówił ŠCapek do rodaków dwa lata przed napaścią faszystowskich Niemiec.
Wprost nie do wiary, jak realistyczna okazała się ta niby utopijna powieść w najbliższej przyszłości. Znajdujemy tu nie tylko prawa społeczne i polityczne, które rządziły masami tamtych dziesięcioleci. Płazy to właściwie masy poddane absurdalnym prawom rozwoju cywilizacyjnego i wykorzystywane do budowy totalitarnego świata. W książce ŠCapka zadziwiają sceny dokładnie opisujące to, do czego doszło w czasie wojny i okupacji, zwłaszcza w obozach pracy. Najbardziej zaskakujące są fragmenty, które przypominają dziką fantazję człowieka nie mającego za grosz zaufania do przyszłego, wspaniałego świata, a które dzisiaj odbieramy jako powszechnie dyskutowane i budzące lęk zagrożenia cywilizacji tak rozwiniętej i doskonałej, że już po trosze nieludzkiej.

Więcej możesz przeczytać w 33/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0