Telenadzór

Telenadzór

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy kamery zastąpią policyjne patrole na naszych ulicach?
Kamery - ukryte i widoczne - podglądają nas przy wejściach do budynków, w windach, hotelach, bankach, w niektórych sklepach i kantorach. Strzegą parkingów samochodowych, prywatnych posesji, supermarketów, stacji benzynowych, poczt i urzędów. W zakładach pracy wykorzystuje się je do obserwacji przebiegu procesów technologicznych. Coraz częściej za ich pomocą kontroluje się jednak sposób wykonywania obowiązków służbowych przez pracowników. Kamery spotykamy w miejscach publicznych: na dworcach, stadionach, w halach sportowych i widowiskowych. Miniaturowe urządzenia instalowane są coraz częściej w domofonach. Niewielu zdaje sobie sprawę, że również przy bankomacie obserwuje nas oko kamery. Zminiaturyzowane urządzenia tego typu wraz z baterią nie są większe od pudełka zapałek. Można je montować za obrazami, w wykrywaczach dymu lub zegarkach. Czasem zarejestrowany przez kamerę obraz trafia do światowych stacji telewizyjnych, jak utrwalone przez urządzenie w paryskim hotelu Ritz ostatnie minuty życia księżnej Diany.

"Monitoring wizyjny" jest przede wszystkim elementem systemu nadzoru i bezpieczeństwa. Pozwala na obserwację wielu miejsc jednocześnie, bez względu na porę dnia i nocy oraz panujące warunki. Pierwszy w Polsce system monitoringu wizyjnego ulic uruchomiono w Sopocie dzięki staraniom lokalnych władz samorządowych (pomysł zrodził się na przełomie lat 1996-1997). Koszt inwestycji wyniósł 3,3 mln zł. Na głównym trakcie spacerowym miasta (o długości 1600 m) zainstalowano osiem kamer. W ten sposób kontrolowane są ulice Kościuszki i Bohaterów Monte Cassino oraz całe molo. Do końca bieżącego roku przewiduje się zwiększenie liczby kamer do szesnastu. Monitorowaniem objęty będzie teren dworca PKP, aleja Niepodległości, Park Północny i Południowy oraz okolice Grand Hotelu.
Kamery montowane będą również na czas imprez w takich obiektach, jak stadiony czy hale sportowe. Początek już zrobiono: za pomocą trzech kamer monitorowano Państwową Galerię Sztuki, w której prezentowano obrazy pochodzące z kolekcji Wojciecha Fibaka. Sygnał wizyjny z sopockich kamer przekazywany jest do dyżurki straży miejskiej i tam rejestrowany na taśmie magnetowidowej. Specjalny system nagrywania pozwala na odtwarzanie zapisanego obrazu z jednoczesnym określeniem daty i godziny nagrania.
- Zastanawialiśmy się, co zrobić, żeby w naszym mieście poprawić poczucie bezpieczeństwa, szczególnie odwiedzających nas licznie turystów i wczasowiczów. Gdy zastanawiano się nad zamontowaniem kamery przy parkingu przed urzędem miasta, pomyślałem, że ważniejsze są ulice - wspomina Jan Kozłowski, do niedawna prezydent Sopotu, obecnie wiceminister w Urzędzie Kultury Fizycznej i Turystyki.
W sezonie życie na molo i wiodącej do niego ulicy Bohaterów Monte Cassino toczy się praktycznie przez całą dobę. Tłumy spacerujących turystów przyciągają na deptak żebraków, osoby prowadzące nielegalny handel, kieszonkowców oraz handlarzy narkotyków. Zdarzają się również wypadki nieobyczajnego zachowania, agresji wobec przechodniów ze strony osób nietrzeźwych, spania na ławkach, dewastacji wyposażenia letnich ogródków lub ulicznych koszy na śmieci. W sezonie zarówno straż miejska, jak i policja często interweniują w tym rejonie. Władze Sopotu liczą na to, że zamontowanie kamer przyczyni się nie tylko do przeprowadzania szybkich i skutecznych interwencji, lecz będzie oddziaływać prewencyjnie - informacja o zainstalowaniu urządzeń rejestrujących specjalnie została nagłośniona.
- Zamontowanie kamer monitorujących ulice w szkockim mieście Airdrie spowodowało spadek przestępczości o 21 proc. Najbardziej, bo aż o 48 proc., zmniejszyła się liczba przestępstw pospolitych, czyli kradzieży, rabunków i rozbojów. Notuje się teraz o 19 proc. mniej podpaleń czy aktów wandalizmu. Wzrósł przy tym wskaźnik wykrywalności przestępstw w nadzorowanym przez kamery terenie. Co ciekawe, spadek liczby przestępstw na kontrolowanym obszarze nie spowodował nasilenia przestępczości w innych rejonach miasta - mówi Wojciech Zemła, sekretarz Urzędu Miasta w Sopocie.
Przestępca lub sprawca wykroczenia nie ma praktycznie szans, by pozostać anonimowym. Za pomocą sopockich kamer z łatwością można uzyskać pięćsetkrotne powiększenie obserwowanego obiektu. Dzięki dużej czułości urządzenia rejestrują obraz nawet przy słabym oświetleniu. Do rozpoznania twarzy człowieka idącego nocą wystarczy światło pobliskiej latarni. Jeśli w okolicy nie ma lamp, kamery wyposażane są w przystawki noktowizyjne, umożliwiające prowadzenie obserwacji w podczerwieni. Niektóre urządzenia ukryte są za plakatami - do prowadzenia obserwacji potrzebny jest wówczas otwór o średnicy zaledwie 2,5 mm. Sopockie kamery schowane są przy tym najczęściej w obudowach do złudzenia przypominających uliczne lampy.
- Ogranicza nas tylko wyobraźnia, nasza lub klienta, oraz pieniądze, którymi dysponujemy. Wielokrotnie proszono nas o podglądanie związków pozamałżeńskich. Jesteśmy gotowi zamontować kamery w posiadłości klienta, nie robimy tego jednak w sypialniach i łazienkach. Podgląd pokoju dziennego musi wystarczyć - mówi właściciel firmy instalującej kamery. Nie gwarantuje on jednak, że konkurencja jest równie dyskretna.
Dla policji istotnym problemem jest system kontrolowania pracy kamer oraz to, do czego i przez kogo mogą zostać wykorzystane nagrania. Kamery mogą więc nie tylko służyć poprawie bezpieczeństwa, ale też stać się narzędziem inwigilacji obywateli. Uruchamiając system monitoringu wizyjnego, władze Sopotu starały się zatem o stworzenie wielopoziomowych zabezpieczeń chroniących przed nieprawidłowym wykorzystaniem taśm. Mimo to pojawienie się kamer na ulicach miasta wzbudziło sprzeciwy. - Nie chciałabym być filmowana podczas spacerów. Jakim prawem ktoś może mnie podglądać w miejscu publicznym? To naruszenie prywatności i powinien się tym zająć rzecznik praw obywatelskich - skarży się mieszkanka Trójmiasta. Z sopockich doświadczeń wynika, że kamery instalowane w miejscach wypoczynku i rekreacji są rzadziej akceptowane niż urządzenia montowane na ulicach.
Władze miasta podkreślają, że monitoring wizyjny stosowany jest w wielu miejscach świata. Tylko w Wielkiej Brytanii zamontowano dotychczas ok. 300 tys. kamer i co roku instaluje się ponad
20 tys. nowych. W Zjednoczonym Królestwie można je zakładać nawet w toaletach. System kamer na stadionach piłkarskich przyczynił się w tym kraju do całkowitego wyeliminowania bójek wszczynanych przez kibiców. Ukryte kamery pozwalają tajnym służbom orientować się w przygotowaniach do zamachów terrorystycznych w centrach handlowych i w okolicy budynków rządowych. Z zapisów na taśmach bardzo często korzysta Scotland Yard.
Także w Wielkiej Brytanii jedynym poważnym problemem jest kwestia dostępu do zapisanych taśm. - Gdyby okazało się, że dostęp do nich będzie miał pracodawca, który sprawdza, czy jego pracownicy nie chodzą po ulicach w godzinach pracy, albo zazdrosna żona chcąca wiedzieć, czy jej mąż nie pojawił się na deptaku z kimś innym, na pewno naruszone zostałoby prawo do prywatności. Jeśli jednak istnieje rozbudowana kontrola, a prawdo-
podobieństwo wykorzystania zapisu do celów prywatnych jest nikłe, wydaje się, że działania te nie mają znamion inwigilacji. Choć nie można w tym wypadku mówić o naruszeniu prawa, czułbym się źle ze świadomością, że idąc po molo, nie mogę pocałować dziewczyny bez poczucia, że śledzi nas oko niewidzialnego strażnika. W tej sytuacji, wiedząc o zamontowaniu kamer, chyba nie pojechałbym do Sopotu - mówi Marek Nowicki, prezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Przypomnijmy, że Europejska Konwencja Praw Człowieka zakazuje nadużywania nagrań zarejestrowanych przez kamery monitorujące. Bruksela sprzeciwia się też używaniu ich jako koronnego dowodu w procesach kryminalnych.
Tymczasem nad uruchomieniem monitoringu wizyjnego zastanawiają się władze kilku innych polskich miast. Chcą wykorzystać funkcjonujące na Zachodzie tzw. zintegrowane systemy bezpieczeństwa. Składają się one - obok komputerowych systemów wymiany informacji - ze współpracujących z sobą sieci wykrywających i lokalizujących zagrożenia bezpieczeństwa publicznego, środowiska itp. Wprowadzenie takiego systemu planują na przykład władze Warszawy, zamierzające wykorzystać doświadczenia Chicago, miasta-partnera polskiej stolicy.
Instalacją monitoringu wizyjnego na ulicach miast zainteresowane są nie tylko lokalne władze samorządowe, ale także policja. Na przełomie lat 60. i 70. na potrzeby Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej w Warszawie uruchomiono pierwszy system monitoringu wizyjnego. Składał się z 24 kamer usytuowanych na skrzyżowaniach głównych traktów komunikacyjnych stolicy. Ze względu na zużycie sprzętu zdemontowano część urządzeń, ale nadal funkcjonuje 12 kamer. Za ich pomocą nie prowadzi się już ciągłej obserwacji skrzyżowań, lecz uruchamia się je w sytuacjach nadzwyczajnych, np. podczas kolizji bądź pościgu za przestępcami.
- Chcielibyśmy odbudować system monitoringu wizyjnego. Na warszawskich ulicach powinno pracować co najmniej sto kamer. System taki byłby integralną częścią wspomagania stanowiska dowodzenia. Obserwacja za pomocą kamer pomaga także w racjonalnym dysponowaniu środkami. Chodzi o to, żeby nie ustawiać policjantów na każdym skrzyżowaniu, lecz kierować siły i środki tam, gdzie faktycznie są potrzebne - konkluduje pod-
komisarz Dariusz Janas, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji.

Więcej możesz przeczytać w 33/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0