Polowanie na agenta

Polowanie na agenta

Co zrobić, gdy były oficer kontrwywiadu zamierza powiedzieć światu, że służby specjalne w jego ojczyźnie są nieudolne? Do odpowiedzi na to pytanie zmuszony został brytyjski rząd. Przy okazji światło dzienne ujrzała historia rodem z filmu o Jamesie Bondzie.
Bohaterem szpiegowskich perypetii jest David Shayler, 32-letni były agent MI5. Do służby zaciągnął się niedługo po studiach, po nieudanej próbie podjęcia pracy jako dziennikarz "Sunday
Timesa". W kontrwywiadzie Shayler miał się zajmować m.in. sprawdzaniem życiorysów osobistości życia publicznego, neutralizowaniem grup terrorystycznych i monitorowaniem Libii. Po kilku latach wystąpił ze służby z powodów, których można się jedynie domyślać. Niektórzy twierdzą, że czuł się niedoceniony i zawiedziony. On sam jako główny czynnik wymieniał niekompetencję i biurokrację, które rzekomo przyczyniły się do udanych zamachów terrorystycznych IRA.
W 1997 r. Shayler po odejściu z kontrwywiadu zaczął pisać książkę na bliski mu temat - o działalności służb specjalnych. Niestety, nie znalazł wydawcy gotowego opublikować jego dzieło. Domy wydawnicze obawiały się możliwych procesów o złamanie ustawy o tajemnicy państwowej. David Shayler zapukał więc do drzwi redakcji gazet. Nie zawiódł
się - prasa (i to nie tylko ta brukowa) chętnie wysłuchała jego historii. W wywiadzie dla "Daily Telegraph", najpoczytniejszego poważnego dziennika brytyjskiego, Shayler stwierdził, że gdyby kontrwywiad działał bardziej efektywnie, można było zapobiec m.in. zamachowi IRA w Bishopsgate w 1993 r.
Władze brytyjskie dostrzegły, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Rząd doprowadził do wydania przez sąd zakazu publikacji wspomnień Shaylera. Gazety, bacząc, żeby go nie złamać, znajdowały sposoby, by publikować coraz nowsze rewelacje. Na przykład, że MI5 ma teczki polityków, w tym kilku ministrów obecnego rządu; że Brytyjczycy nie poinformowali Izraelczyków o planowanym zamachu na ambasadę w Londynie kilka lat temu; że brytyjskie służby specjalne planowały zamach na Muammara Kadafiego.
Shayler w obawie przed ewentualnym aresztowaniem wyjechał w zeszłym roku za granicę. W tym samym czasie przez prawników prowadził negocjacje z rządem. Domagał się listu żelaznego, który pozwoliłby mu przyjechać bezpiecznie do Anglii, by złożyć zeznania przed parlamentarną komisją nadzorującą służby specjalne. Rozmowy te nie przyniosły skutku. Shayler zagroził więc, że opublikuje wszystko, co wie, w Internecie, światowej sieci komputerowej, która nie jest bezpośrednio kontrolowana przez żaden rząd. Powstała nawet witryna (http://www.shayler.com), na której na razie zobaczyć można jedynie zdjęcie kieszonkowego zegarka.
Czas uciekał. Na początku sierpnia Shaylerowi zaproponowano udzielenie wywiadu BBC. Udał się więc do Paryża, ale do studia nigdy nie dotarł. W przeddzień umówionej transmisji na żywo został aresztowany przez francuskie służby specjalne. Okazało się, że Brytyjczycy wystąpili z oficjalną prośbą o ekstradycję. Jeżeli do niej dojdzie, w Wielkiej Brytanii czeka Shaylera proces za złamanie ustawy o tajemnicy państwowej. Grozi za to kara do dwóch lat więzienia. W wywiadzie dla BBC autor znanych powieści szpiegowskich Frederic Forsyth nie znalazł współczucia dla Shaylera: "Nikt go nie zmuszał. Nikt nie przystawił mu pistoletu do skroni i nie kazał wstąpić do MI5. Podpisał kontrakt, złamał go. Złożył przysięgę, złamał ją. Znał treść ustawy o ochronie tajemnicy państwowej, zdecydował się ją złamać".
Tu szpiegowska historia mogłaby się urwać, czekając na epilog w sądzie, gdyby nie pewien zbieg okoliczności. W tym samym czasie, gdy zatrzymano Shaylera, w Paryżu francuskie jednostki specjalne aresztowały byłego agenta brytyjskiego wywiadu MI6. Richard Tomlinson odsiedział wcześniej kilka miesięcy w więzieniu - właśnie za złamanie tajemnicy państwowej. Zwolniony przed czasem na okres próbny uciekł z Wielkiej Brytanii i zatrzymał się przejazdem we Francji. Brytyjczycy nie wystąpili o jego ekstradycję.
35-letni Tomlinson zaprzeczył, jakoby miał współpracować z Shaylerem. Ale w wywiadzie telewizyjnym przyznał, że zamierza napisać książkę, aby "pokazać niektóre nadużycia brytyjskiego wywiadu". Gdy dotarł w końcu do ojczystej Nowej Zelandii, czekał na niego sądowy zakaz publikacji jakichkolwiek informacji na temat służb specjalnych.
W wypadku Davida Shaylera Francuzi mają ponad miesiąc na podjęcie decyzji o ekstradycji. Adwokaci Shaylera twierdzą, że wniosek o wydanie go brytyjskiemu wymiarowi sprawiedliwości ma charakter polityczny - ich klient krytykuje agendę rządową swojego kraju - wobec tego międzynarodowe traktaty o ściganiu przestępców i ich ekstradycji nie obowiązują. Minister spraw wewnętrznych Jack Straw, odpowiedzialny za MI5, stwierdził, że "życie oficerów służby znalazłoby się w niebezpieczeństwie, zagrożone byłyby działania w walce z terroryzmem", gdyby Shayler ujawnił posiadane informacje. Niektórzy obserwatorzy podkreślają, że rząd nie miał innego wyjścia, jak postawić go w stan oskarżenia. W przeciwnym razie niejako pośrednio przyzwalałby na tego typu postępowanie.
Co społeczeństwo powinno wiedzieć o służbach specjalnych, jak nadzorować i kontrolować ich pracowników, jak chronić tajemnicę państwową? Pytanie, z którym borykają się politycy w wielu demokratycznych krajach, pozostaje otwarte. Zwłaszcza w dobie powszechnego dostępu do Internetu.


Okładka tygodnika WPROST: 33/1998
Więcej możesz przeczytać w 33/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0