Grzybobranie

Grzybobranie

Transporty grzybów z Europy Środkowej i Wschodniej z powodu przekroczonych norm radioaktywności zatrzymywane są na granicach Niemiec i Austrii. Co z zakwestionowanym towarem robią eksporterzy?
Zapraszam dziś pod kapelusik, który przypomina kształtem tzw. parasol atomowy i nawet ma więcej z nim wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Kapelusik ten należy do grzybka, ale nie jest to grzybek całkiem zwyczajny. To grzybek-wędrowniczek. Grzybek radioaktywny, który podróżuje po Europie. Nie zawsze mu się udaje zajechać daleko. Czasami szybko go zatrzymują i zawracają z drogi. Ale bywa i tak, że nie zauważony przemierza setki, a nawet tysiące kilometrów, po czym jest wchłaniany przez przewody pokarmowe licznych miejscowych obywateli, którym hojnie przekazuje swoją radioaktywność, a oni nie zdają sobie w ogóle sprawy, jak szczodrze zostali obdarowani.

Podróżami grzybka i jego licznych kompanów zainteresowała się ostatnio Agencja France Presse, ponieważ Komisja Europejska ogłosiła 9 października, że zagroziła kilku krajom Europy Środkowej i Wschodniej, iż wprowadzi blokadę importu ich grzybów, jeżeli państwa te nie podejmą bardziej skutecznej kontroli ekspediowanych do unii przesyłek z tym towarem. Mowa o Białorusi, Litwie, Polsce, Rumunii i Ukrainie.
Z relacji korespondentów AFP wynika, że najwcześniej - w sierpniu, a może nawet w lipcu - na alarm uderzyła Austria. Po odkryciu skażonych grzybów przesłanych z Białorusi Austriacy przekazali do Brukseli kilka not w tej sprawie, a u siebie zaostrzyli postępowanie ochronne i zapobiegawcze. Postulowano odesłać 5 ton grzybów na Białoruś. Stwierdzono także próby przesłania z Ukrainy innych grzybów, których skażenie radioaktywne pięciokrotnie przekraczało normy dopuszczalne w Unii Europejskiej. Od tej pory importerzy muszą czekać na wydanie oficjalnego zaświadczenia o przydatności grzybów do spożycia.
Korespondent AFP w Niemczech donosi, że kraj ten wprowadził niemal wzorcowo skuteczne kontrole na granicach. W tym roku zobowiązano importerów do posiadania podobnych zaświadczeń jak w Austrii albo zezwoleń służb celnych po przebadaniu transportu. Na niemieckich przejściach granicznych regularnie dochodzi do zatrzymywania transportów grzybów z Polski, Litwy, Białorusi, Rumunii lub Czech - ze względu na przekroczenie europejskich norm radioaktywności (czasami dwukrotne, a czasami większe). W innych krajach Europy Zachodniej nie stwierdzono w tym roku prób przywozu skażonych grzybów, ale nie jest zupełnie jasne, czy stało się tak dlatego, że takich prób rzeczywiście nie było, czy też dlatego, że kontrole były tam mniej sumienne niż w Austrii i Niemczech.
AFP podkreśla, że Czechy, Polska i Węgry twierdzą stanowczo, iż zjawisko radioaktywnego skażenia grzybów ich nie dotyczy. W związku z tym żaden z tych krajów nie wprowadził u siebie jakichkolwiek ograniczeń w dziedzinie zbierania lub sprzedaży grzybów. Agencja daje jednak delikatnie do zrozumienia, że państwa te troszeczkę plączą się w zeznaniach. Najlepiej widoczne jest to w wypadku Czech. Tamtejszy urząd odpowiedzialny za ochronę przed promieniowaniem radioaktywnym podaje, że skażenie grzybów należy liczyć w "setkach becquereli na kilogram". Nie podaje jednak, ile tych setek mianowicie jest. Dla wyjaśnienia dodajmy, że norma europejska wynosi 600. Zatem np. osiem setek, to ciągle "setki", ale już nie norma. Ponadto urząd zaleca eksporterom grzybów systematyczne sprawdzanie poziomu ich skażenia. Motywuje to koniecznością dostosowania się do norm unii, żeby uniknąć ryzyka odesłania grzybów z granicy. Wygląda więc na to, że w odczuciu urzędu takie ryzyko istnieje. Z relacji AFP nie wynika, co eksporterzy robią z grzybami, które skupili, a których nie mogą wysłać za granicę, ponieważ okazały się zbyt radioaktywne. Czy lojalnie oświadczają: "Niestety, siła wyższa - poniesiemy straty, ale ochronimy ludność", czy też po cichutku kierują zakwestionowany towar na rynek wewnętrzny, którego - według oficjalnych zapewnień - zjawisko skażenia grzybów nie dotyczy? Co dzieje się z grzybami zawróconymi z granicy Niemiec? Dokąd one jadą?
Nie oczekujmy od AFP odpowiedzi na te pytania, bo - jak wspomnieliśmy - interesowało ją tylko to, czy skażone grzyby przedostają się do zachodniej Europy. A Czechy, Polska i Węgry leżą przecież w środkowej. W Polsce władze zapewniają, iż stale przeprowadzane są kontrole graniczne grzybów importowanych z Białorusi, Rumunii i Ukrainy. AFP nie pisze jednak nic o podobnych zapewnieniach dotyczących grzybów zbieranych w samej Polsce. W agencyjnej relacji czytamy jedynie, że Polska nie wprowadziła w tej dziedzinie "żadnych restrykcji". Tymczasem, jak pamiętamy, Czernobyl znajduje się na Ukrainie, a pierwszy alarm o gwałtownym wzroście radioaktywności po czernobylskiej katastrofie nadszedł ze Szwecji. Rzut oka na mapę wystarczy, by przekonać się, że Polska znajduje się akurat między tymi dwoma krajami. Można oczywiście założyć, że radioaktywna chmura z wrodzoną uprzejmością przeskoczyła Polskę, ze szczególną starannością omijając grzybki - ale czy dalibyśmy sobie za to uciąć kapelusik?

Okładka tygodnika WPROST: 43/1998
Więcej możesz przeczytać w 43/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • Rozi IP
    Wierutna bzdura!
    \"Chmura radioaktywna omijająca Polskę\" to oczywisty żart.
    Nie ma jednak powodów do niepokoju, jeżeli chodzi o nasze polskie grzyby, nasza norma wynosi max 600Bq.
    Zajmowałam się eksportem borowika (potocznie prawdziwek) przez 17 lat i coś niecoś na ten temat wiem. Moją działalność rozpoczęłam w 1991 roku i każdy transport poza granicę Polski poddawany był badaniom na radioaktywność. Podkreślam każdy!
    Najwyższy wynik jaki osiągnęłam wynosił 460 Bq i dotyczył borowika pochodzącego z okolic Białegostoku, na terenie Kaszub i Borów Tucholskich zaś, nigdy wyniki nie przekroczyły 300 Bq.
    W ostatnich latach przed wstąpieniem Polski do UE wyniki plasowały się poniżej 100 Bq a najczęściej poniżej 50 Bq.
    Mało tego, przez kilka lat kupowałam grzyby na Ukrainie i tam również napromieniowanie jest w normie. Oczywiście nie dotyczy to okolic Czarnobyla i miejscowości Sarny na Wołyniu, bo tam normy są wyraźnie przekroczone, ale od Kijowa na wschód i na południe wyniki są bliskie 150 Bq a w okolicy Kowla, Łucka czy Lwowa - czyli wzdłuż polskiej granicy nawet niższe.
    Oczywiście zdarza się, że kupcy chcący szybko zarobić, kupują towar na skażonym terenie, po niskich cenach i wysyłają jako czysty, dlatego kontrole na granicy wschodniej są konieczne.
    Brak kontroli na wschodzie jest powodem tej całej awantury na granicy zachodniej, grzyby czeskie, polskie, węgierskie, rumuńskie czy bułgarskie nie są skażone, ale jak do nich domieszamy grzyby ukraińskie z po czarnobylskich terenów, to niestety....
    Pozdrawiam serdecznie.