Stan strachu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Trzyletnia dziewczynka i jej czteroletnia koleżanka bawiły się na klatce schodowej bloku, w którym mieszkają ich rodziny. Tam wypatrzył je czterdziestoletni Niemiec Heinz Dietrich K., zbieg z kliniki psychiatrycznej w Lengerich.
Trzyletnia dziewczynka i jej czteroletnia koleżanka bawiły się na klatce schodowej bloku, w którym mieszkają ich rodziny. Tam wypatrzył je czterdziestoletni Niemiec Heinz Dietrich K., zbieg z kliniki psychiatrycznej w Lengerich. Widząc, że w pobliżu nie ma dorosłych, złapał starszą dziewczynkę za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Wyrwała mu się, zaczęła krzyczeć. Mężczyzna chwycił więc spokojniejszą i bardziej przestraszoną młodszą dziewczynkę. Uniósł ją, odtrącając płaczącą czterolatkę, która próbowała ratować koleżankę, trzymając ją za nogę. W pośpiechu oddalił się w stronę zaparkowanego w pobliżu czarnego volkswagena na niemieckich numerach rejestracyjnych. Wrzucił małą do środka. Odjechał z piskiem opon. Uprowadził dziecko 7 października na oczach mieszkańców osiedla Warszów w Świnoujściu.
Porywacza zauważyli m.in. dwaj młodzi mężczyźni. Słysząc wołanie o pomoc starszej dziewczynki, ruszyli w pościg za czarnym autem. Po kilku kilometrach zrezygnowali - musieli się zatrzymać przed przejazdem kolejowym. W tym czasie volkswagen był już daleko. - Zarządziliśmy natychmiastową blokadę dróg. Dzięki świadkom zdarzenia znaliśmy markę auta i numery rejestracyjne. Sprawcę zatrzymaliśmy po krótkim pościgu w miejscowości Miękowo. Policjant z drogówki zapytał dziewczynkę, czy mężczyzna za kierownicą jest jej ojcem. Odpowiedziała, że nie i zaczęła płakać. Od tego czasu trudno z nią nawiązać kontakt - mówi komendant Krzysztof Ślusarz z komisariatu policji w Świnoujściu.
Na majteczkach i w pachwinach dziecka widoczne były plamy krwi. W szpitalu stwierdzono u niej "przesunięcie błony dziewiczej". Mężczyzna najprawdopodobniej spenetrował pochwę ręką. Prokurator ze Świnoujścia postawił Heinzowi Dietrichowi K. (ślusarzowi z Ibbenburen, byłemu kierowcy ciężarówek) zarzut uprowadzenia i zgwałcenia dziewczynki. Podczas przesłuchania Heinz Dietrich K. oznajmił, że jest chory na AIDS. Policja niemiecka potwierdziła tę informację. Mężczyzna zaraził się wirusem HIV prawie trzynaście lat temu. Zdaniem lekarzy, pozostało mu najwyżej sześć miesięcy życia. Zanim przekroczył granicę, samowolnie oddalił się z kliniki w Lengerich, gdzie przebywał na obserwacji psychiatrycznej. Przyjechał do Polski skradzionym samochodem. - Sprawiał wrażenie osoby niezrównoważonej psychicznie i fizycznie ciężko chorej, wychudzony, z widocznymi na ciele licznymi bliznami i śladami po ukłuciach. Twierdził, że "chciał się przejechać z dzieckiem, a wieczorem oddałby je rodzicom" - opowiada Wioleta Rybicka, prokurator rejonowy ze Świnoujścia.
Podejrzany tłumaczył, że "nic dziewczynce nie zrobił, a bieliznę musiał z niej zdjąć, bo nieprzyjemnie pachniała". Umieszczono go na oddziale zamkniętym w Zakładzie Karnym w Goleniowie. - To niebezpieczny człowiek. Już wcześniej napastował dzieci. Zgwałcił siedmioletnią pasierbicę, zarażając ją wirusem HIV. Sędzia, który znał sprawę, nie powiadomił o tym fakcie lekarzy z kliniki w Lengerich, skąd Heinz Dietrich K. uciekł. Być może wyszedł z założenia, że chorego należy zostawić w spokoju, ponieważ choroba (AIDS) i tak przesądza o jego losie. Psychiatra nadzorujący Heinza Dietricha K. wnioskował o całkowitą izolację pacjenta. Zrobił to jednak zbyt późno. Już wtedy kolejną ofiarą pedofila stało się polskie dziecko - ustalił Kuno Kruse, dziennikarz "Der Spiegel".
Uprowadzona i molestowana dziewczynka zostanie poddana badaniom pod kątem obecności wirusa HIV. Istnieje obawa, że mogła zostać zainfekowana. - Jeżeli skóra człowieka chorego na AIDS była uszkodzona i doszło do kontaktu z błoną śluzową drugiego człowieka, ryzyko zakażenia wirusem HIV jest minimalne, ale jednak istnieje. W takich wypadkach niezbędna jest natychmiastowa interwencja lekarzy specjalistów. Podanie kombinacji leków przeciwwirusowych w znacznym stopniu zmniejsza ryzyko zakażenia - daje nadzieję dr Magdalena Pynka z Kliniki Chorób Zakaźnych w Szczecinie, pracująca na oddziale dla chorych na AIDS.
Od czasu uprowadzenia dziewczynka jest w szoku. - Nie mogliśmy jej przesłuchać, mimo obecności psychologa. Płakała, wtulając się w ramiona matki. Rutynowe czynności przełożyliśmy na odleglejszy termin - wyjaśnia prokurator Rybicka. Wstrząśnięci tym wydarzeniem mieszkańcy Świnoujścia domagają się natychmiastowego ukarania sprawcy. Niektórzy sami chcieliby mu wymierzyć sprawiedliwość. Pojawiają się głosy, aby chorych na AIDS izolować od społeczeństwa. Takie opinie pojawiały się już wcześniej, w mniej drastycznych okolicznościach. Na początku lat 90. mieszkańcy podwarszawskich Lasek zaatakowali i zdemolowali dom, który przekazano nosicielom wirusa HIV.
Marek Kotański apeluje, by na podstawie jednej sprawy nie nastawiać wrogo społeczeństwa do nosicieli i chorych. - Od piętnastu lat pracuję z nosicielami wirusa HIV i chorymi na AIDS, lecz po raz pierwszy spotkałem się z tak drastyczną sytuacją. Kiedyś rozmawiałem w więzieniu z człowiekiem, który odgrażał się, że po wyjściu na wolność zacznie się mścić i zarażać innych. Całe szczęście - były to tylko groźby. Zaawansowane stadium AIDS powoduje zmiany w centralnym układzie nerwowym. Chory może być agresywny, jego napięcie seksualne może być większe. Nie jest to jednak regułą.
Zdaniem psychiatry dr. Jerzego Pobochy, zachowanie Heinza Dietricha K. mogło być spowodowane defektem osobowości, niekoniecznie wynikającym z choroby. - Jeżeli pierwotnie miał skłonności przestępcze, wpływ AIDS należałoby rozpatrywać w aspekcie psychologicznym. Diagnoza o nieuleczalnej chorobie i świadomość tego, że śmierć jest bardzo blisko, mogły wyzwolić w nim poczucie bezkarności. Rozumowanie: "Przecież i tak nie mogą mi nic zrobić, zanim umrę, przynajmniej sobie dogodzę" - jest skutkiem wyroku śmierci wydanego nie przez sąd, lecz przez chorobę.


Więcej możesz przeczytać w 44/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.