Trzeba pracować!

Trzeba pracować!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Idolem stał się biznesmen umiejący szybko zrobić duże pieniądze, a nie solidny przedsiębiorca
Rację ma Radio Maryja, gdy twierdzi, że Unia Europejska to groźba dla Polski. Tyle że całkowicie różnię się od obrońców Tormięsu poglądem na istotę tego zagrożenia. Rzeczywistym problemem jest nasz etos pracy (a raczej jego brak), niski poziom cnót obywatelskich, zwłaszcza poczucia odpowiedzialności i spolegliwości. Ze znanej apostrofy "ora et labora" dla wygody wolimy pierwszą jej część od drugiej, mimo że Jan Paweł II jest wspaniałym przykładem tytanicznej pracowitości.

To prawda, że transformacja już wiele nas nauczyła, że egzamin z powrotu do gospodarki rynkowej zdajemy zupełnie nieźle. Ale praca, obowiązkowość, związek między nakładem a efektem pracy to nie to, czego dziś większość rodziców uczy swoje dzieci. Wychowanie o duchu etosu pracy, zapobiegliwości, oszczędności nie jest modne. To prawda, że na Zachodzie sprawy te również nie wyglądają najlepiej. Ale oglądając w telewizji sceny przemocy, thrillery, migawki z życia marginesu społecznego i wideoklipy, nie wmawiajmy sobie, że są one reprezentatywne, że odzwierciedlają codzienną rzeczywistość, że życie składa się z rozrywek i bandytyzmu. Znakomita większość Francuzów, Niemców czy Anglików wychowywana jest nadal na pracowitych, solidnych, odpowiedzialnych obywateli. I oni, a nie hałaśliwe mniejszości, decydują o obliczu tych krajów, o ich pozycji w gospodarce i kulturze.
Polski etos pracy, rozwijający się zupełnie nieźle między dwiema wojnami, czyli w drugiej Rzeczypospolitej, załamał się w ostatnim półwieczu. Zanikła duma z wykonywanej pracy, zawodu, zanikło utożsamianie się pracownika z miejscem pracy. Przed wojną kolejarz to był ktoś, choć przecież zarabiał mało. Niestety, najpierw przyszła dramatyczna walka o biologiczne przetrwanie, a później stopniowe narastanie oportunizmu, szukanie dla siebie możliwie wygodnego miejsca w tym najweselszym baraku w całym obozie. Wszyscy wiedzieli, że w tym obozie nie liczyła się rzeczywista praca, a zwłaszcza indywidualny sukces. Ważne były "ideologiczne" deklaracje i odpowiednie znajomości. "Załatwianiem" i potakiwaniem uzyskiwało się więcej. Los wynalazców był powszechnie znany. Nawet Kałasznikow nie zrobił fortuny na swoim automacie.
Ostatnie czasy to nowy Gründerzeit z typowym dlań, zwłaszcza w pierwszych latach, buszowaniem niebieskich ptaków, błyskawicznym powstawaniem fortun opartych na oszustwach i omijaniu prawa. Idolem (nie mylić z ideałem) stał się biznesmen umiejący szybko zrobić duże pieniądze, a nie solidny przedsiębiorca, myślący perspektywicznie organizator. Puszenie się dorobkiewiczów wywołało oczywiście znany "efekt demonstracji", dążenie znacznej części młodego pokolenia do zdobycia pieniędzy za wszelką cenę, a nie tylko za cenę pracy. Stąd już krótka droga do młodzieżowej przestępczości.
Tak więc po półwieczu takich kataklizmów i przemian powrót do etosu pracy będzie trudny. Sprzyjać mu będzie konsekwentna stabilizacja warunków zagospodarowania, spadek stopy inflacji, normalizacja stosunków rynkowych. Trzeba będzie pilniej niż dotychczas pracować, nie licząc na cuda i majątek z powszechnego uwłaszczenia. Trzeba zacząć myśleć długofalowo, a nie o tym, jak dziś zdobyć pieniądze, by móc je jutro roztrwonić. Życie nie składa się z koncertów rockowych, gier komputerowych, przeglądania Internetu i jeżdżenia szybkimi samochodami.
Świadomość końca burzliwego półwiecza i nieuchronnego powrotu do wytrwałej, solidnej pracy nie jest u nas, niestety, powszechna. Ciągle utrzymuje się specyficzny klimat "taryfy ulgowej", która nam się rzekomo należy, "choć burza huczy wkoło nas"... Wysuwa się żądanie skrócenia czasu pracy wtedy, gdy w obliczu naszego opóźnienia powinniśmy pracować więcej, a nie mniej. Nadal przez palce patrzy się na rozmaite występki i wykroczenia, znajdując niezliczone "okoliczności łagodzące". Kierowca, który zabił kilku przechodniów, zwalniany jest z aresztu jako jedyny żywiciel rodziny. Prawo jest kiepskie, a jego egzekucja żadna. Wejście do Unii Europejskiej utrudni nam nie tyle niewypełnienie niektórych kryteriów konwergencji, ile nasze przekonanie, że można żyć "na odtrąbiono", nie wysilając się nadmiernie.
Więcej możesz przeczytać w 45/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0