Stany Zjednoczone Europy

Stany Zjednoczone Europy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z HEINRICHEM VON PIEREREM, prezesem zarządu Siemens AG
Juliusz Urbanowicz: - Kogo ostatnio pan słucha z większą uwagą: prezydenta Billa Clintona czy Alana Greenspana, prezesa banku centralnego USA?
Heinrich von Pierer: - Ważniejsze jest dla mnie, co o gospodarce mówi Greenspan. Nie jest dobrą wiadomością zapowiedź, że amerykańską gospodarkę może dotknąć kryzys ogarniający inne części świata. Na szczęście jest też dobra informacja - o dalszej redukcji stóp procentowych w USA.
- Czy zgadza się pan z George'em Sorosem, który twierdzi, że światowy system kapitalistyczny, a zwłaszcza tzw. wschodzące rynki są zagrożone?
- Niektóre kraje azjatyckie i latynoamerykańskie próbują bronić swych walut oraz gospodarek, wprowadzając mechanizmy kontroli. Zastanawiam się, czy to właściwy sposób reagowania na kryzys i jakie przyniesie konsekwencje. Rozumiem, że państwa te próbują się bronić, ale wątpię w skuteczność tych działań. Japonia, już trzeci rok odnotowująca spadek PKB, nie powinna uważać, że rozwiąże swoje problemy, eksportując je innym. Musi przeprowadzić wewnętrzne reformy.
- Czy kraje Europy Środkowej i Wschodniej obronią się przed światowym kryzysem?
- Te państwa są dziś integralną częścią globalnej gospodarki i możliwy jest niewielki negatywny wpływ kryzysu rosyjskiego czy ewentualnie dewaluacji dolara. Podziwiam dotychczasowe dokonania krajów przechodzących transformację. W Polsce rezultaty dobrej polityki gospodarczej są ewidentne: sześcioprocentowy stabilny wzrost, niska inflacja, spadek bezrobocia poniżej 10 proc. Istnieją zagrożenia, ale - miejmy nadzieję - nie doprowadzą one do załamania rozwoju, a raczej do jego spowolnienia.
- Czy Unia Europejska zdoła pozostać enklawą spokoju, jak starają się nas przekonać jej przywódcy?
- Jestem pewny, że proces integracji będzie postępował niezależnie od kryzysu. Jasne jest jednak, że jeśli nastąpi recesja w światowej gospodarce, to Europa również odczuje jej skutki. Ale chyba za dużo ludzi o tym mówi i przed tym przestrzega. Zbyt wiele jest Kasandr i za dużo przesady w gazetowych nagłówkach. Postrzegam całą sytuację bardziej spokojnie, nie jestem takim pesymistą. Wzloty, upadki oraz cykle ekonomiczne są nieodłączną częścią życia gospodarczego. Nie powinno się przesadnie reagować, ponieważ w gospodarce bardzo istotny jest czynnik psychologiczny.
- Klimat dla biznesu w Europie jednak się pogarsza, a wiele dużych firm ma kłopoty.
- Czy jednak jest to oznaka generalnego kryzysu, czy też raczej normalny spadek? Czy na przykład spadek na giełdzie niemieckiej nie jest oznaką normalizacji, reakcją na nadmiernie wcześniej rozbudzone oczekiwania? Nie sądzę, że klimat dla biznesu się pogarsza, jeszcze nie.
- Siemens nie podpisał kontraktu z tajwańskim partnerem. Czy oznacza to, że ekspansja na rynku azjatyckim została zahamowana?
- Jesteśmy małym graczem na rynku PC; produkujemy rocznie ok. 1,5 mln komputerów osobistych, dlatego chcieliśmy pozyskać partnera do produkcji. Ale latem zabrakło mu funduszy i musieliśmy z tego zrezygnować. Mimo to nasza działalność na rynku komputerowym jest zyskowna. Damy sobie radę bez tajwańskiego partnera.
- Podobnie jak cała gospodarka niemiecka również Siemens nie jest izolowany od wydarzeń w Azji.


Nie można oczekiwać, że tylko Niemcy zapłacą rachunek za rozszerzenie Unii Europejskiej

- To prawda, że wielkość naszych transakcji na rynkach azjatyckich zmniejszyła się w ciągu ostatniego roku, ale nie są to wielkie straty i możemy je zrównoważyć poprzez ekspansję na innych rynkach - w USA, Ameryce Łacińskiej i Europie. Po trzech latach gwałtownego wzrostu w regionie Azji i Pacyfiku liczyliśmy się z pewnym spowolnieniem.
- Czy pod presją kryzysu pana firma nie będzie zmuszona zredukować zatrudnienia, nie zmniejszą się jej zyski?
- Jeśli kryzys będzie się przedłużał bądź pogłębiał, oczywiście nie pozostaniemy na to obojętni. Niemniej jednak nie jestem pesymistą, jeżeli chodzi o przyszłość globalnej gospodarki. Siemens odnosił sukcesy przez ostatnie 150 lat i nadal je będzie odnosić.
- Nie obawia się pan stagnacji, a w konsekwencji recesji w Europie?
- Wielu ludzi powtarza: recesja, recesja. Są pewne problemy, ale możemy je pokonać. A nawet jeśli dojdzie do recesji, będzie ona normalnym zjawiskiem ekonomicznym i nie trzeba się tym nadmiernie ekscytować.
- Czy w tych warunkach można wciąż oczekiwać, że wprowadzenie w zachodniej Europie unii walutowej zakończy się sukcesem?
- Nie sądzę, by spowolnienie gospodarcze mogło mieć istotny wpływ na euro. Po jego wprowadzeniu wzrośnie konkurencja w Europie, ponieważ warunki gospodarowania staną się bardziej przejrzyste, łatwiej będzie można porównywać koszty i ceny. Wzrośnie handel, a to zawsze oznacza więcej bogactwa dla wszystkich. Wprowadzenie euro ma znaczenie polityczne. Jestem zwolennikiem pogłębiania się integracji europejskiej. W nadchodzącym stuleciu pojedyncze kraje będą za małe, by skutecznie konkurować w świecie liczącym 7-8 mld ludzi. Będziemy zdolni konkurować tylko wówczas, jeśli połączymy nasze siły. Stary Kontynent zacznie być bowiem postrzegany jako jeden obszar gospodarczy. Wprowadzenie euro jest krokiem w tym kierunku.
- Czy ze względu na kryzys gospodarczy negocjacje na temat rozszerzenia unii będą się przeciągać?
- Nie sądzę. Macie dobrych partnerów w Niemczech, które od początku aktywnie popierały rozszerzenie. Będą, rzecz jasna, poważne problemy w negocjacjach. Na przykład sprawa rolnictwa; aż 25 proc. polskiego społeczeństwa jest zatrudnionych w tym sektorze, podczas gdy w Niemczech tylko 3 proc. Nie możemy stosować tej samej polityki rolnej co dotychczas. Politycy muszą znaleźć nowe rozwiązania, na przykład dłuższe okresy przejściowe.
- Niemcy mówią o poparciu dla rozszerzenia, ale chcą mniej płacić do wspólnej kasy w Brukseli.


Heinrich von Pierer ma 57 lat. Jest doktorem nauk prawnych i magistrem ekonomii. Karierę zawodową rozpoczął w 1965 r. Był asystentem, a później pracownikiem naukowym na wydziale prawa uniwersytetu w Erlangen. Cztery lata później rozpoczął pracę w dziale prawnym Siemensa. W 1989 r. wszedł do zarządu centralnego, rok później został jego wiceprezesem, a w 1991 r. prezesem.

- Niemiecki wkład do wspólnego budżetu wynosi aż dwie trzecie całej sumy. Wszyscy chcą pieniędzy - Portugalia, Hiszpania, Włochy, Grecja... Ponadto myślą, że to my powinniśmy zapłacić. Nie można jednak oczekiwać, że tylko Niemcy zapłacą rachunek za rozszerzenie. Zjednoczenie tego kraju kosztowało przecież ponad bilion marek.
- Jakie są perspektywy ekspansji Siemensa w Polsce po przegranym przetargu na dostawę pociągów dla szybkich linii kolejowych?
- Dobrze sobie radzimy w dziedzinie sprzętu telekomunikacyjnego, medycznego i gospodarstwa domowego (wspólnie z Boschem). Chcemy poprawić swoją pozycję w sektorze produkcji i dystrybucji energii. Jesteśmy trochę niezadowoleni z naszych wyników w transporcie.
- Co będzie największym wyzwaniem dla pana firmy w nadchodzących latach?
- Utrzymanie konkurencyjności i redukcja kosztów. Musimy utrzymać tempo modernizacji. Na rozwój i nowe technologie przeznaczamy 8,4 mld marek. Wprowadzamy 6 tys. innowacji rocznie; podwoiliśmy tę liczbę w ciągu ostatnich trzech lat. 75 proc. naszych wyrobów ma mniej niż pięć lat. Za 5 lat będziemy zarabiać na produktach, które są dopiero projektowane.

Więcej możesz przeczytać w 45/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0