Jest dobrze?

Jest dobrze?

Dodano:   /  Zmieniono: 
We wszystkich ważnych wydarzeniach widzę wyłącznie dobre strony. Czy to patologia?
Przejąłem się trochę radą Stanisława Tyma, aby nie traktować pisania felietonów do "Wprost" jak obowiązkowej składki OC i czasami przerywać ciągłość świadczenia. Dzięki Szanownemu Panu Stanisławowi uświadomiłem sobie, że z niskich pobudek nie opuściłem dotychczas ani jednej okazji kontaktu z Czytelnikami i że muszę to w końcu zrobić. Dla przyzwoitości - skoro tak czynią ludzie tej miary co Wałęsa, Bielecki i Tym. Ale jeszcze nie dzisiaj, bo chcę dokonać małego zwierzenia.

Otóż zauważam z pewnym niepokojem, że nabieram bałwochwalczego stosunku do naszej polskiej rzeczywistości. Dostrzegam coraz więcej powodów do dumy, a zdarzające się wpadki i zgrzyty natychmiast rozumiem, rozgrzeszam i uważam za drobiazgi. We wszystkich ważnych wydarzeniach widzę wyłącznie dobre strony i nie mogę się zdobyć na ironię, zjadliwość czy niechęć, którymi powinien obficie tryskać felietonista. Chyba się nie nadaję do tej roboty i muszę zapytać Pana Stanisława, czy nie powinienem wziąć dłuższego urlopu od pisania.
Czy jest taka jednostka chorobowa, którą można by nazwać patologicznie dobrodusznym stosunkiem do otaczających mnie spraw i ludzi? A może to po prostu zanik resztek odwagi i lękliwość charakterystyczna dla przedwcześnie i nadmiernie postarzałego osobnika? Kilka przykładów - trochę od Sasa do lasa.
Na Wydziale Prawa UW prowadzę od lat zajęcia z nieobowiązkowego i marginalnego przedmiotu. Przychodzi do mnie masa studentów i ledwo daję sobie radę z ich obsługą. Nie potrafię tak jak inni koledzy powiedzieć, że na seminarium przyjmę tylko dwadzieścia, góra trzydzieści osób, a reszta niech sobie idzie, gdzie chce. Część ludzi przychodzi do mnie, bo nie przyjęto ich gdzie indziej, a ponieważ większość z nich płaci za studia, to przecież nie mogą pozostać na lodzie.
Wiedzą też studenci, że od lat nie wpisuję do indeksu dwójek, a jedynie proszę o przyjście jeszcze raz. Moja Szanowna Małżonka podsumowała mnie kiedyś sarkastycznie: "Gdyby koń dorożkarski z Krakowskiego Przedmieścia przyszedł do ciebie z indeksem w pysku, to też byś mu zaliczył". Czy mam iść do psychiatry?
Oto czytam w ostatnim "Wprost", że Szanowny Pan Poseł Czesław Bielecki ogłasza nabór kandydatów na prezydenta Warszawy elektroniczną pocztą Ruchu Stu. Ktoś inny popukałby się w czoło i przystąpił do jadowitej filipiki, a ja ze wzruszeniem patrzę na miłą fotkę Pana Czesława i rośnie we mnie podziw: "Ileż ten człowiek ma energii i pomysłów. Sam powinien zostać prezydentem Warszawy, o ile nikt lepszy nie zgłosi się drogą pocztową".
Media oburzały się niedawno, że w sprawie o zabójstwo małżeństwa Jaroszewiczów prokurator wniósł o uniewinnienie oskarżonych. Smutne jest oczywiście, że prawdziwi sprawcy nadal pozostaną nieznani, ale prokurator postąpił najlepiej, jak mógł. Nie tylko potwierdził, że w państwie prawa nikogo nie można oskarżać bez dowodów, ale zrobił także profesjonalną i nowoczesną reklamę prokuraturze: "Patrzcie ludzie, w tym również przestępcy! Można mieć do nas pełne zaufanie, bo my sami możemy was też uniewinnić, bez pomocy sądu i stada kosztownych papug".
Moje patologiczne odbieranie rzeczywistości nasila się coraz bardziej. Podoba mi się przecież jednocześnie AWS i TVP, poseł Wełnicki i prezes Kwiatkowski. Lubię profesorów Strzembosza i Gardockiego, już zdążyłem polubić sędziego Nizieńskiego i nie mogę też przestać lubić Rysia Kalisza i Marka Borowskiego. Niezmiennym, prawie nabożnym szacunkiem darzę Hanię Gronkiewicz-Waltz i Leszka Balcerowicza, także wtedy, gdy nie odbierają światowych hołdów. Ministra Onyszkiewicza na rowerze i o kulach, ministra Szeremietiewa nie tylko z visem i magiem, ale nawet ze zwykłą tetetką. Robię się chyba jakąś rozlazłą babą (ktoś to o kimś tak powiedział, ale - widzicie! - już nie pamiętam kto) i chyba będę musiał brać viagrę. Oczywiście, jeżeli Baśka pozwoli. Nie wiem tylko jeszcze, czy wystąpię o pozwolenie, bo z moją psychiczną dolegliwością jest mi całkiem dobrze i wcale nie chcę zmieniać dotychczasowego sposobu widzenia świata.
Więcej możesz przeczytać w 45/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0