Drużyna Schrödera

Drużyna Schrödera

Dodano:   /  Zmieniono: 
Uśmiechnięty od ucha do ucha Gerhard Schröder przyjął od prezydenta Romana Herzoga niebieską teczkę z nominacją na nowego kanclerza Niemiec, po czym wraz z nowymi ministrami ustawił się do pamiątkowej fotografii.

Uśmiechnięty od ucha do ucha Gerhard Schröder przyjął od prezydenta Romana Herzoga niebieską teczkę z nominacją na nowego kanclerza Niemiec, po czym wraz z nowymi ministrami ustawił się do pamiątkowej fotografii. Miał powody do zadowolenia: na kandydata SPD głosowali wszyscy parlamentarzyści nowej, czerwono-zielonej koalicji rządowej i - co nie miało precedensu - siedmiu przedstawicieli opozycji. Gabinet Schrödera jest w komfortowej sytuacji - SPD ma przewagę nie tylko w Bundes- tagu, ale i w izbie wyższej parlamentu, Bundesracie. Jeśli socjaldemokraci nie spełnią oczekiwań wyborców, będą mogli mieć pretensje wyłącznie do siebie.
Wstępne uzgodnienia SPD i Zielonych przebiegły nadspodziewanie gładko. Zanim jednak wysechł atrament na podpisach pod umową koalicyjną, już pojawiła się ostra krytyka zamierzeń nowej spółki rządowej. Pogłębiła ją obsada stanowisk ministerialnych, nie pokrywająca się z przedwyborczymi zapowiedziami. Najbardziej symptomatyczną zmianą była rezygnacja Josta Stollmanna, przedsiębiorcy komputerowego, który wolą Schrödera miał być szefem resortu gospodarki. Stollmann wycofał się, protestując przeciw okrojeniu kompetencji tego ministerstwa na rzecz Oskara Lafontaine?a, przewodniczącego SPD i ministra finansów w nowym rządzie. Jak uzasadnił, to nie Schröder, lecz Lafontaine jest "postacią dominującą, a jego reforma podatkowa jest gorsza od projektów Helmuta Kohla". Dla Michaela Glosa, szefa CSU w Bundestagu, Stollmann był "osłem trojańskim", który przeciągnął na stronę SPD niezdecydowanych wyborców o prorynkowych poglądach. Ostatecznie ministrem gospodarki został były członek zarządu koncernu Veba, bezpartyjny Werner Müller. Czego dotyczył konflikt Stollmann-Lafontaine, społeczeństwo dowiedziało się, gdy nowy główny księgowy RFN przedstawił szczegóły swych innowacji podatkowych.

Reforma Lafontaine?a ma przebiegać w trzech etapach. 1 stycznia 1999 r., a potem w 2000 r. i 2002 r. zostanie podwyższona kwota wolna od podatku dla najmniej zarabiających. Ulgi dla obywateli o średnich dochodach przewidziane są w drugim i trzecim etapie, a redukcja podatku od najwyższych dochodów nastąpi dopiero po 2000 r. 1 stycznia 1999 r. rozpocznie się też stopniowe podwyższanie dodatku na dzieci.
Po ogłoszeniu tych danych oraz decyzji o wprowadzeniu "ekopodatku", czyli podwyżki ceny paliw, prądu i gazu, specjaliści różnych branż chwycili za ołówki. Gdy zbilansowali finansowe roszady Lafontaine?a, zjednoczony front gospodarki oddał w kierunku czerwono-zielonej ekipy salwy ze wszystkich luf. Hans-Peter Stihl, szef Niemieckiego Zgromadzenia Przemysłowo-Handlowego (DIHT), uznał nowelizację Lafontaine?a za "daleko oddaloną od właściwych celów". Niemcy potrzebują głębokich przemian, a nie "reformek Micky Mouse" - skrytykował Gunnar Uldall, rzecznik chadeków w Bundestagu; dopłaty na dzieci nie mają nic wspólnego z reformą fiskalną, a po zapowiadanym uproszczeniu struktury podatków nie ma śladu. Kręgi przemysłowe określiły zamiary SPD/Zielonych jako "rozwiązania połowiczne", wzmagające progresję i godzące w ich środowiska. Hans-Eberhard Schleyer, sekretarz generalny Niemieckiego Związku Rzemieślników (ZDH), przestrzegł, że podatkowe plany SPD są "zagrożeniem dla zakładów rzemieślniczych i miejsc pracy". Centrale związkowe przyjęły koncepcję Lafontaine?a z zadowoleniem, jedynie IG Bergbau-Chemie-Energie uznała "ekopodatek" za "kontrproduktywny". Chadecy przepowiadają, że związkowcy obudzą się dopiero wtedy, gdy inicjatywy gabinetu Schrödera wyhamują rozwój gospodarki i nie przyczynią się do zwiększenia zatrudnienia. Kanclerz Kohl był dla SPD "ojcem bezrobocia". Jeśli ich reformy nie dadzą ludziom pracy, epitet ten może szybko przylgnąć do kanclerza Schrödera. Mimo azjatyckiego i rosyjskiego kryzysu, gospodarcza kondycja kraju jest jednak niezła, ceny stabilne jak nigdy do tej pory, a liczba nowych miejsc pracy wzrasta. Dla SPD ma to dobre i złe strony: pozycja wyjściowa nowego rządu jest korzystna, lecz chybione działania mogą zaprzepaścić dotychczasowe sukcesy.

Na razie "sozis" występują w roli dobrych wujków rozdających prezenty. Z inicjatywy nowej koalicji - oprócz najmniej zarabiających - mogą się cieszyć także emeryci. Ekipa Kohla planowała obniżkę emerytur z 70 proc. do 64 proc. zarobków. SPD wstrzymała te zamierzenia, ale nie przedstawiła żadnej propozycji, jak rozwiąże problem braku funduszy na świadczenia socjalne. Reforma emerytalna i opieki zdrowotnej ma być opracowana dopiero w 2000 r. I w tej drugiej dziedzinie SPD zaczęła od "rozdawnictwa": emeryci i chronicznie chorzy mają być częściowo zwolnieni z opłat za leki. Nie dość na tym, rząd Schrödera chce jeszcze przed końcem roku przywrócić trzy ustawy: o ochronie przed wypowiedzeniem, o stuprocentowych wypłatach podczas choro- by oraz o przysługującym pracownikom budownictwa ekwiwalencie za przestoje z powodu złej pogody. - Znakomicie, tylko kto za to zapłaci? - pytają ekonomiści. Dodatkowy niepokój kręgów gospodarczo-finansowych wzbudziło żądanie Lafontaine?a, by Bundesbank obniżył stopy procentowe. Nowy minister finansów nie wierzy - jak powiedział - w "uświęconą mądrość" frankfurckich strażników stabilności niemieckiej marki, chciałby też zwiększenia wpływu polityki na Europejski Bank Centralny. Bundesbank zdecydowanie odrzucił dezyderat Lafontaine?a.

Równie burzliwe reakcje wywołała koalicyjna zapowiedź wycofania się z energetyki jądrowej. W RFN działa 19 elektrowni atomowych, zapewniających jedną trzecią dostaw energii elektrycznej. Nowym ministrem środowiska, ochrony natury i bezpieczeństwa reaktorów został zdeklarowany przeciwnik energetyki jądrowej - Jürgen Trittin (Zieloni). W uzgodnieniach koalicyjnych przyjęto wersję stopniowej przebudowy systemu energetycznego w RFN. Pierwsza elektrownia atomowa ma być wyłączona za dwa lata. Specjaliści z Greenpeace uważają, że już w przyszłym roku powinny być zamknięte przynajmniej cztery przestarzałe elektrownie: Stade, Krümmel, Obrigheim i Biblis. Dagmar Wöhrl, rzeczniczka CSU w Bundestagu, przypomniała, że dzięki elektrowniom atomowym w Niemczech unika się emisji do atmosfery 150 mln ton dwutlenku węgla rocznie. Nawet najnowocześniejsze elektrownie gazowe i parowe zwiększą emisję dwutlenku węgla o 37 proc. Ponadto - jak obliczył Kurt-Dieter Grill, ekspert chadeków do spraw energetyki - likwidacja siłowni jądrowych spowoduje utratę 40 tys. miejsc pracy oraz złamanie ustaleń konferencji klimatycznych z Rio de Janeiro, Kioto i Berlina.
Na zdecydowany sprzeciw opozycji natrafiły też propozycje Angeliki Beer, posłanki Zielonych i parlamentarnej rzeczniczki do spraw obrony, dotyczące ograniczenia liczebności Bundes- wehry i redukcji budżetu na cele wojskowe. Armia RFN liczy 340 tys. żołnierzy. Beer domaga się etapowego zmniejszania sił zbrojnych najpierw do 300 tys., a w końcowej fazie do 200 tys. żołnierzy. Według CDU/CSU i FDP, realizacja tych planów załamie zdolność obronną Niemiec oraz podważy ich rolę w polityce bezpieczeństwa w Europie i na świecie.
Równie wielkie emocje wywołała zapowiedź rewolucyjnych ułatwień w przyznawaniu obywatelstwa dla 7,5 mln cudzoziemców żyjących w RFN. W celu ograniczenia napływu obcokrajowców rząd Kohla przeforsował ustawy, które zamknęły dekadę "azylowego eldorado", lecz nie zdobył się na zmiany sprzyjające społecznej integracji. Żyjąca w Niemczech ludność obcego pochodzenia nawet w trzecim pokoleniu nie ma żadnych praw, poza zezwoleniem na pobyt i pracę. RFN pozostaje jedynym - obok Szwajcarii - europejskim krajem nie uwzględniającym miejsca urodzenia, a preferującym "prawo krwi" z obowiązującej do dziś ustawy z 1913 r. Dzięki planowanym innowacjom niemal od razu Niemcami będzie mogło zostać 2-3 mln obcokrajowców mieszkających w RFN, bez względu na kolor skóry i wyznanie. Rupert Scholz, wiceszef frakcji CDU/CSU w Bundestagu, uznał te zamiary za "wnikające w podstawy tożsamości niemieckiego narodu". Chadecy przestrzegają przed "trwałym zagrożeniem dla spokoju wewnętrznego w Niemczech, zwiększeniem napływu cudzoziemców, nawarstwianiem się problemów na rynku pracy i zwiększeniem obciążenia kas socjalnych". Siostrzane partie CDU/CSU interpretują plany SPD i Zielonych jako chęć zdobycia kilku milionów nowych wyborców.

"Nowym ministrem obrony jest człowiek, który nie odbył nawet zasadniczej służby wojskowej, ministrem spraw wewnętrznych - adwokat i były obrońca terrorystów RAF, szefem ochrony środowiska - były trockista, zwolennik likwidacji elektrowni atomowych i Bundeswehry, a superministrem finansów - człowiek wyznający zasadę Franza Josefa Straussa: nieważne, kto jest kanclerzem, ważne, że to ja mam coś do powiedzenia" - dla komentatorów RTL "to wszystko brzmi jak kiepski żart". Badania Forschungsgruppe Wahlen dowodzą tymczasem, że społeczne poparcie dla SPD wzrosło od września z 41 proc. do 50 proc., notowania CDU spadły z 39 proc. do 36 proc., a nowy kanclerz Gerhard Schröder znalazł się na pierwszym miejscu w rankingach popularności, wyprzedzając "stałego ulubieńca Niemców" i następcę Kohla w CDU, Wolfganga Schäublego. "Poczekajmy na rezultaty..." - skwitował ten ostatni.

Zdjęcia: Reuters/Forum 

Więcej możesz przeczytać w 45/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0