W matni

W matni

Tajemnica zabójstwa generała Marka Papały
Nie ma dowodów na to, że w III RP wynajmowano płatnych morderców do "zlikwidowania" polityka, wysokiego rangą policjanta lub wojskowego czy prowadzącego legalne interesy poważnego przedsiębiorcy. W zamachach ginęli natomiast Nikoś, Szwarceneger czy Wariat (brat Dziada), czyli przywódcy przestępczego podziemia. Do czasu, gdy zginął Marek Papała, poprzedni komendant główny policji. Czy po odejściu z tego stanowiska miał - poza kontaktami towarzyskimi - cokolwiek wspólnego z bieżącą pracą policji? Skoro policja praktycznie wykluczyła motyw osobistej zemsty, kto był zleceniodawcą tego precedensowego morderstwa? Czy egzekutor był na tyle przebiegły, że upozorował okoliczności zabójstwa tak, by wyglądało jak morderstwo w ramach porachunków gangów?
25 czerwca około 22.00 Marek Papała podjechał pod dom przy ul. Rzymowskiego w Warszawie. Zaparkował, wyłączył silnik, otworzył drzwi samochodu. Postawił na ziemi teczkę i wystawił lewą nogę. Wówczas usłyszał: "Halo!". Instynktownie odwrócił głowę w lewą stronę. Zdążył tylko zobaczyć wylot lufy i unieść lewą dłoń (lekarz stwierdził potem, że była osmalona), gdy padł strzał w czoło. Pocisk przebił czaszkę, wyszedł obok lewego ucha i utkwił w oparciu tylnego siedzenia. Tak przebieg zdarzeń zrekonstruowała policja.
"Zimny jak Anglik, policyjny yuppie" - mówiono o generale. Urodzony w Pruchniku w Przemyskiem Marek Papała wstąpił do milicji w 1979 r. Już w trakcie pracy obronił na Uniwersytecie Łódzkim doktorat z prawa o ruchu drogowym. W 1992 r. został szefem Biura Ruchu Drogowego KG Policji. Miał wówczas zaledwie 33 lata. W czerwcu 1995 r. awansował na stanowisko zastępcy szefa policji. W Komendzie Głównej zajmował się finansami oraz zakupami sprzętu. W styczniu 1997 r. został mianowany zwierzchnikiem całej policji. Nominację wręczył mu ówczesny szef MSWiA Leszek Miller.
Co sprawiło, że ten ambitny policjant, mając zaledwie 38 lat, osiągnął szczyt kariery zawodowej? Jeden ze scenariuszy śledztwa zakłada, że Marek Papała mógł się zagubić w grze osób, które wykorzystały jego łatwość w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi, szczególnie z politycznego świecznika. Jako policyjny yuppie mógł być dla zorganizowanego świata przestępczego wygodniejszym komendantem niż "policyjni wyjadacze" - Zenon Smolarek czy Jerzy Stańczyk. Mówił: "W Polsce błędem jest powierzenie reformowania policji samej policji. Policja jest strukturą zamkniętą, której trudno się samej zreformować. Często miałem wrażenie, że kręcimy się wokół własnego ogona".
Idolem Marka Papały był Rudolph Giuliani, bezkompromisowy burmistrz Nowego Jorku. W opublikowanym pośmiertnie wywiadzie mówił o nim, że był człowiekiem, który przeprowadził "jedyną skuteczną reformę policji". Papała był zafascynowany grą, jaką nowojorska policja prowadziła ze światem przestępczym. Ta gra polegała na przenikaniu policjantów do grup przestępczych, a nawet na zakładaniu takich grup przez funkcjonariuszy. Jednak w USA "pod przykryciem" działały precyzyjnie wyselekcjonowane osoby, sprawdzone przez psychologów, ćwiczone w ekstremalnych warunkach. W Polsce oparto się na przeciętnie wyszkolonych ochotnikach.

Pod presją Interpolu oraz głównie niemieckiej policji funkcjonariuszy skierowano przede wszystkim do gangów przerzucających na Wschód samochody skradzione w Polsce i w zachodniej Europie. - Niektóre grupy zorganizowali policjanci, dzięki czemu mogli rozpracowywać całą siatkę: złodziei i odbiorców. W pewnym momencie policja kontrolowała niemal 80 proc. grup przerzucających samochody - mówi wysoki funkcjonariusz Komendy Głównej. Samochodowe interesy zaczęły się krzyżować z przemytem alkoholu, papierosów, elektroniki, narkotyków. Powiązania prowadziły do niektórych poważnych biznesmenów i polityków.
Część "niebezpiecznych związków" polityki, biznesu i świata przestępczego ujawniono po śmierci Nikosia, część podczas procesu Czarnego. W tej ostatniej sprawie wyszło na jaw, że policjanci osłaniali lub wręcz inspirowali przestępcze działania konfidentów, sprzedawali gangom informacje o miejscu i terminach obław, tolerowali handel narkotykami. - I oto niepostrzeżenie mieliśmy w Polsce wręcz podręcznikowe struktury mafijne. To powodowało, że niektórzy funkcjonariusze stracili orientację, gdzie kończy się granica policyjnej prowokacji, a zaczyna udział w przestępstwie bądź jego prowokowanie - mówi wysoki emerytowany oficer policji.
I wtedy zaczęły się poważne problemy. Działający "pod przykryciem" policjanci obracali sumami sięgającymi setek miliardów starych złotych rocznie, poddani więc byli ogromnej korupcyjnej presji. Niektórzy postanowili się "sprywatyzować". To wówczas niektórym firmom ubezpieczającym samochody w Polsce i w Niemczech zaproponowano układ: odzyskacie samochody, ale za odpowiednią "dolę". Policja niemiecka szybko zorientowała się, że część ich polskich partnerów prowadzi "podwójną grę". Nie przypadkiem jeden z najwyższych rangą oficerów polskiej policji (odszedł potem ze służby) nadal figuruje w niemieckich kartotekach jako szef dużego gangu samochodowego i gdyby przekroczył niemiecką granicę, zostałby natychmiast aresztowany.
W sam środek tej patologicznej sytuacji został wrzucony Marek Papała. Czy część bossów przestępczego świata nie mogła sądzić, że jako komendant policji Papała jest uczestnikiem tej gry? Mogły na to wskazywać jego rozległe kontakty towarzyskie, które ujawniło śledztwo. Mogły wskazywać zobowiązania finansowe: 300 tys. zł kredytu na budowę domu czy dług zaciągnięty u biznesmena, z którym Papała rozmawiał z telefonu komórkowego w dniu zabójstwa. Mogły to sugerować składane przez Papałę obietnice załatwienia różnych spraw (zastanawiająco wielu), co przerastało możliwości pozostającego poza służbą funkcjonariusza policji, nawet w stopniu generała.
Prowadzący śledztwo nie bagatelizują obaw Marka Papały przed "wyślizganiem" go z wyjazdu do Brukseli (na stanowisko oficera łącznikowego do współpracy z policją Beneluksu), o czym mówił Janowi Bisztydze, bliskiemu współpracownikowi Leszka Millera, a o czym poinformował ostatnio "Super Express". Dotychczas nie znaleźli jednak potwierdzenia zasadności tych obaw. Badają też skomplikowane życie osobiste byłego komendanta głównego policji oraz jego kontakty ze światem biznesu. Przesłuchiwany był na przykład biznesmen Edward Mazur, który spotkał się z Papałą w dniu zabójstwa, a potem, tuż po 22.00, znalazł się w grupie VIP-ów na miejscu przestępstwa (obok Leszka Millera, Zbigniewa Sobotki, byłego wiceministra w MSWiA, Bogdana Borusewicza, Krzysztofa Budnika i Wojciecha Brochwicza, obecnych wiceministrów, Józefa Semika, zastępcy komendanta głównego policji, Michała Otrębskiego, szefa stołecznej policji, oraz Jacka Ziółkowskiego, szefa komendy na Mokotowie). Policja bada też, jaką rolę miał odegrać Marek Papała w sprawie kontraktu policji z jednym z operatorów telefonii komórkowej, co zaproponował mu polityk lewicy, którego nazwisko przewija się w śledztwie.

Policjantów szczególnie zainteresowała znajomość Marka Papały z Edwardem Mazurem, udziałowcem Bakomy, jednej z największych firm w branży mleczarskiej. Gdy na początku lat 70. Edward Mazur emigrował do USA, miał ukończoną szkołę podstawową. W prospekcie emisyjnym Bakomy można już przeczytać, że jest absolwentem Chicago Tech College i byłym zastępcą dyrektora generalnego A.G. McKee and Co., dużej spółki budowlanej z Chicago. Mimo że prawie 20 lat mieszkał w USA, Mazur zna w Polsce wiele osób z dawnego MSW, w tym byłego szefa biura śledczego, gen. Zbigniewa Pudysza. Po 1989 r. krąg znajomych z policji i MSW poszerzył o ludzi polityki. Jego wspólnik w Bakomie, Zbigniew Komorowski, był w latach 1993-1997 senatorem PSL. Przez niego Mazur poznał m.in. Jacka Buchacza, byłego szefa resortu współpracy gospodarczej z zagranicą. Mazur zna także wielu policjantów wyjeżdżających do USA w ramach programu współpracy amerykańskiej i polskiej policji "Cop to cop".
Do niedawna śledztwo w sprawie zabójstwa gen. Papały prowadziły wspólnie Urząd Ochrony Państwa oraz policja. Kiedy jednak UOP wytypował podejrzanego, okazało się, że zdaniem policji ma on alibi. UOP weryfikuje obecnie swoje ustalenia. Mimo że sprawa jest bardzo głośna, opinia publiczna może nigdy nie poznać kulis zbrodni. Może się tak stać, jeśli potwierdzi się scenariusz - sprawdzany obecnie z użyciem najpoważniejszych środków - wiążący to morderstwo z uwikłaniem pewnej części funkcjonariuszy w "interesy" z największymi gangami.

Okładka tygodnika WPROST: 46/1998
Więcej możesz przeczytać w 46/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0