Salon Niezależnych

Salon Niezależnych

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kleyff, Tarkowski i Weiss walczyli o podniesienie czerwonej kreski cenzury
Początek salonu graniczył z cudem. Dwa lata po Marcu ?68, gdy komuniści zaatakowali inteligencję polską jako żydowską (miało to ostatecznie oduczyć nas wszystkich myślenia i wypchnąć z Polski resztkę Żydów), na scenie studenckiego kabaretu pojawili się Jacek Kleyff, Michał Tarkowski i Janusz Weiss. Dwóch pierwszych było moimi nieco starszymi kolegami z wydziału architektury i na początku to "Medyk" i piwnica naszego klubu przy Koszykowej najczęściej mogły podziwiać żywiołowość i absolutny słuch językowy głównego animatora - Jacka Kleyffa. Salon Niezależnych przetrwał sześć lat. Aż - ze względu na cenzurę - i zaledwie - by stworzyć legendę. Tydzień po tygodniu Kleyff, Tarkowski i Weiss walczyli o podniesienie czerwonej kreski cenzury. Jej oddech czuliśmy w każdej sali i klubie, do których salon miał wstęp. Tu warto przypomnieć, że tzw. Mysia - Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (GUKPPiW) - zwalniała teksty inaczej, gdy dopuszczała ich wykonywanie przed publicznością do 150 osób. Salonowi Niezależnych nie groziło występowanie w Sali Kongresowej (podobnie cenzura mogła zwolnić film z zastrzeżeniem: tylko dla kin studyjnych). Salon działał zaledwie sześć lat - od grudnia 1970 r. do czerwca 1976 r. - lecz swoimi sukcesami i spojrzeniem na oficjalną propagandę skutecznie wyedukował moje pokolenie. Benefis legendarnego kabaretu lat 70., podczas którego wystąpili specjalni goście, odbył się 5 grudnia w Studio im. Agnieszki Osieckiej. Telewizja publiczna ma wyemitować ten spektakl. Polecam go dwóm grupom odbiorców. Tym, którzy tym ostrzej nadają o PRL, że w przeszłości byli za młodzi, by odbierać, czym był real-soc na co dzień. A był trudnym testem odwagi cywilnej dla wszystkich zdolnych i niezależnych. Dlatego polecam ten program o Salonie Niezależnych tym, którzy tworzyli wówczas - znany z "Dziadów" Mickiewicza - Salon Warszawski. Bażantom partyjnym i moczarowskim tubylcom Jacek Kleyff rzucał swoje: Nie wie lewica, co robi socjaldemokracja. I drugie: Jak się nie wie, co się chce, to się nie chce, co się wie. ĺwierć wieku później możemy umierać ze śmiechu, słuchając piosenki "Telewizja" i "Sejm". Salon Niezależnych już wtedy, za PRL, wyznaczył standardy wolności: przedkładał niższą niepodległość nad wyższą podległość. Benefis Kleyffa, Tarkowskiego i Weissa z gromadą dzieci, własnych i duchowych, pokazał, że Salon Niezależnych może być dzisiaj warszawską Piwnicą pod Baranami. Jest już dość wolnych piwnic i wciąż dość baranów. Niech widzą i wiedzą, że sekwencja wydarzeń była następująca: zaczęło się od Salonu Niezależnych w 1970 r., potem powstała Niezależna Oficyna Wydawnicza, później Niezależny Związek Zawodowy "Solidarność". Dzięki tej historii iluś niezależnych i zależnych ma dziś komfort niezależności. .
Więcej możesz przeczytać w 50/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0