TVP: towarzyska czy obywatelska?

TVP: towarzyska czy obywatelska?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Każda telewizja ma publiczność, ale tylko publiczna ma służyć opinii publicznej, dając się jej wyrazić inaczej niż w relacjonowanej raz na parę lat nocy wyborczej
1. Czytelnik prawdopodobnie mało interesuje się awanturami politycznymi wokół telewizji publicznej i ma rację, bo interesuje go towar, czyli program, a nie to, kto nim zarządza. Awantura daje jednak okazję do dyskusji o tym, co naprawdę można z telewizją zrobić. Zmienić zarząd? Po co, jeśli nie zmieni się idea programu? A ta utrzymuje się w istocie bez zmian przez kolejne polityczne wichury. Ostatnia diagnoza Andrzeja Wajdy kończy się sugestią, że kryzys wokół telewizji publicznej można rozwiązać tylko przez rozwiązanie TVP po to, żeby następnie zawiązać ją na nowo. Jeśli jednak nie ma zgody na zmianę wizji telewizji publicznej, to dajmy spokój obecnemu zarządowi albo uzupełnijmy go o jedną osobę reprezentującą rządzącą formacją polityczną, ale nie udawajmy, że zmiana ludzi to zmiana telewizji.

2. Czy telewizja publiczna ma być taka jak każda inna, tyle że bardziej wyważona, umiarkowana i wielostronna, czy też z jej publicznym charakterem wiążą się szczególne zadania, które z rozmaitych powodów nie są wypełniane przez innych? Gotów jestem zgodzić się na to pierwsze, ale wydaje mi się, że - tak jak to się dzieje w ostatnim dziesięcioleciu - traci się wtedy szczególną możliwość, jaką istnienie telewizji publicznej stwarza społeczeństwu. Czuję to, ilekroć dowiaduję się, że jakiś głupi program rozrywkowy na zagranicznej licencji jest potrzebny do zwiększenia "oglądalności", że z powodu tejże "oglądalności" trzeba zrezygnować z nadawania opery, bo widzów opera nie interesuje, inteligentne filmy trzeba zamiast erotyki oglądać nocą, informacja o samorządzie pojawia się w ostatniej chwili przed wyborami itd.

3. Czytamy, że telewizję publiczną należy tylko ochrzcić. Zabawne sformułowanie, choć niejeden wzdryga się na nie jak na wodę święconą. Co może znaczyć chrzest telewizji? Czy tak popularne wśród prawodawców wartości chrześcijańskie, zapisane jako swoiste ograniczenia telewizji publicznej? Problem polega jednak na tym, że nie wiadomo, jak wartości te rozumieć. Jeśli - jak powiadają jedni - wartości chrześcijańskie to dekalog, wówczas wystarczy wytrzebić filmy gloryfikujące cudzołóstwo, kradzież, zabójstwo oraz mity greckie i dać sobie spokój z resztą. Zwracam uwagę, że paradowanie goło jak Pan Bóg stworzył nie narusza żadnego z dziesięciorga przykazań. Myślę jednak, że wartości chrześcijańskie to coś więcej niż monitoring przestrzegania dekalogu w telewizji. Weźmy na przykład te wyliczone przez Jana Paw- ła II w encyklice "Redemptoris missio" i bliskie sercu staroświeckiego liberalnego inteligenta: odrzucanie przemocy i wojny; poszanowanie dla osoby ludzkiej i jej praw; pragnienie wolności, sprawiedliwości i braterstwa; dążność do przezwyciężania rasizmów i nacjonalizmów oraz wzrost poczucia godności i dowartościowanie kobiety. Jakże byłoby miło, gdyby na realizacji tych ideałów i wartości ewangelicznych polegał chrzest telewizji publicznej.

4. Stale powtarza się, że misją telewizji publicznej jest rzetelna informacja. Ameryka od początku uznawała zasadę wolności słowa, prasy, a później telewizji jako środka tej wolności. Natomiast w Europie, gdzie manipulacja słowem wywołała komunizm, narodowy socjalizm, faszyzm i nacjonalizm, obalając przy tej okazji demokrację i wciągając narody do wojny, rządy uważają, że telewizja nie może być pozostawiona bez nadzoru, a zadaniem władzy publicznej jest nadzór nad bezstronnością przekazywanej informacji. Wiadomo, że wykonywanie tego zadania może łatwo przerodzić się w propagandę własnego stanowiska z pominięciem innych, które w danej sprawie są wyrażane. Stąd nacisk na informację, prezentację różnorodnych opinii i bezstronność komentarza. Również na niezależność od bieżącej polityki telewizji jako instytucji, a także jej kierowników i pracowników. Zdając sobie sprawę z mocy politycznej telewizji, a nawet ją przeceniając, politycy na te funkcje zwracają największą uwagę, chcąc zadbać o najkorzystniejszy obraz własny i własnego obozu. W wynikłym stąd w sposób naturalny rozgardiaszu ginie druga strona demokratycznego procesu politycznego, jakim są wyborcy. Każda telewizja ma publiczność, ale tylko publiczna ma służyć opinii publicznej, dając się jej wyrazić inaczej niż w relacjonowanej raz na parę lat nocy wyborczej.

5. Bezstronna informacja o tym, co się dzieje, wraz z informacją o tym, jak różne środowiska to oceniają, jest zadaniem minimalnym telewizji publicznej. Inne kanały mogą poza tym w wyznaczonych prawem ramach ewangelizować, gorszyć, rozrywać i reklamować. Tylko telewizji publicznej można jednak zlecić dwa inne zadania. Pierwsze to dostarczanie nie tylko bieżącej informacji o tym, co przeciętny obywatel wiedzieć powinien (zmiana premiera, podwyżka cen paliwa, strajk na kolei i pogoda), ale także informacji potrzebnej na dłuższą metę, czyli edukacji. Zainteresowani prowadzeniem dydaktyki na własny rachunek patrzą - rzecz jas- na - podejrzliwie na przykład na próby utworzenia w telewizji publicznej uniwersytetu otwartego, podobnego do znanych z Zachodu. Można to jednak tak zorganizować, że i wygłodzony profesor będzie syty, i edukacja cała, wystarczy wprowadzić krajową sieć konsultacji i egzaminów oraz nadzór Rady Głównej Szkolnictwa. W dodatku całe przedsięwzięcie może być samowystarczalne finansowo, bo ludzie zwykli - w przeciwieństwie do młodoliberałów - wiedzą, że w kapitalizmie wykształcenie przekłada się na pieniądze, a rozwój wymaga wzrostu poziomu wykształcenia w kraju. Po drugie, telewizja publiczna musi dać ludziom możliwość wpływu na politykę, krajową i lokalną, choćby poprzez krytykę na fonii i ogólnokrajową debatę na wizji. Może wtedy referenda nie byłyby zaskoczeniem dla głosujących, a strajki dla polityków. Telewizja publiczna mogłaby więc opinię publiczną rozwijać i wyrażać. Ja wiem, że taka telewizja może niektórych znudzić, a innych pozbawić chleba. Jednak tylko dla takiej telewizji - obywatelskiej, a nie towarzyskiej - widzę uzasadnienie przymusowego abonamentu, osobnego statusu i szczególnego nadzoru. A jeśli nie może być obywatelska, to proszę bardzo, niech sprywatyzowana puszcza się na swój rachunek i nie zawracajmy sobie nią głowy!
Więcej możesz przeczytać w 50/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0