Bilet w jedną stronę

Bilet w jedną stronę

Dodano:   /  Zmieniono: 
W tym roku deportowano z Polski prawie sześć tysięcy cudzoziemców
Wyciągani z baraków ludzie, przerażone dzieci wtulające się w ramiona równie przestraszonych matek, kordon policji - takie sceny zaserwowano widzom "Wiadomości" w relacji z wysiedlania nielegalnych imigrantów ze Śląska w ramach operacji "Obcy". Kilka dni później 79 intelektualistów wystosowało list otwarty. Oburzeni są nie tylko nazwą prowadzonych przez straż graniczną i policję działań, ale również metodami deportacji: "Obcy znaczy nie swój, inny, gorszy, a gorszego można poniżać".
- Gdy słyszę, że ktoś nazywa kogoś "obcym", odruchowo zastanawiam się, kto dla niego jest "swój". Bywa, że nazwy kreują społeczne postrzeganie rzeczywistości. Słowo "obcy" użyte wobec szukających lepszego bytu biednych ludzi, którzy mieli pecha urodzić się w gorszym od dzisiejszej Polski zakątku świata, skrywa gdzieś na dnie gorzką woń płonących domów dla azylantów - mówi Marek Nowicki, szef Fundacji Helsińskiej w Polsce.
- "Obcy" to rzeczywiście nazwa niefortunna, ale była wymyślona wyłącznie do użytku wewnętrznego i szybko zaprzestaliśmy jej używania - tłumaczy ppłk Włodzimierz Warchoł ze Straży Granicznej. - Jeśli zaś chodzi o sposób prowadzenia akcji, nie mamy sobie nic do zarzucenia. Nikt się nie skarżył na złe traktowanie. Co więcej, efektem naszych działań prowadzonych od tygodni jest na przykład to, że z ulic znikają żebrzący obywatele Rumunii. Podobny mechanizm funkcjonuje na Zachodzie - przekonują organizatorzy operacji. Prawo zaczęło być egzekwowane: osoby przebywające nielegalnie lub nielegalnie pracujące są na wniosek wojewody deportowane do kraju, z którego przybyły. Pod koniec listopada policja zatrzymała ok. 200 imigrantów, od początku roku - prawie 6 tys.
- Metody deportacji są wynikiem braku wyobraźni i specyficznej kultury urzędniczej - mówi ksiądz Kazimierz Sowa, dyrektor programowy Radia Plus. - Nie do przyjęcia jest znakowanie komuś rąk i odwożenie go pod eskortą do granicy, jak zrobiono to na Śląsku. - Ludzie, których wydala się z kraju, nie zawsze chcą się temu poddać. Często dochodzi do pyskówek, szarpaniny. Nie są to sytuacje komfortowe - mówi Paweł Ciach z MSWiA. - Jeśli damy się ponieść fali fałszywego współczucia, wkrótce znajdziemy się w takiej sytuacji jak Niemcy: dla Polaków nie będzie miejsc pracy, władze będą się borykać z problemem różnic narodowościowych. - Nie ma wypadków niehumanitarnych deportacji - twierdzi Marek Bieńkowski, komendant główny Straży Granicznej.
- Polskie władze nie prowadzą świadomej polityki imigracyjnej - mówi Michael Viatteau, szef AFP w Polsce. - Mimo otwartości Francuzów, w pewnym momencie napływ cudzoziemców był tak duży, że przekroczył granicę wytrzymałości. Potrafimy tych ludzi "zagospodarować": wykonują prace, których Francuzi nie chcą się podjąć. W Polsce na razie nie potrzebujecie tamilskich czy pakistańskich rąk do pracy.
- W Niemczech jest jeszcze brutalniej - zauważa Klaus Bachman, korespondent prasy niemieckiej w Polsce. - Bywa, że emigranci nie przeżywają deportacji. Nie chcę powiedzieć, że Polska powinna wpuszczać każdego, kto zapuka do jej drzwi, ale należałoby jasno określić kogo i na jakich warunkach się przyjmie, a także - co jeszcze ważniejsze - stworzyć politykę integracyjną.
Cudzoziemiec może wystąpić do MSWiA o status uchodźcy. Na czas rozpatrywania wniosku decyzja o wydaleniu jest wstrzymywana. Ma też prawo do odwołania. Według Fundacji Helsińskiej, uchodźcy o takiej możliwości nie wiedzą. - Tamil ze Sri Lanki dostał decyzję o wydaleniu w drodze na lotnisko - mówi Jakub Boratyński, przedstawiciel Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców. - Nie wydaliliśmy nikogo bez zakończenia wszystkich procedur odwoławczych - replikuje płk Józef Klimowicz, dyrektor zarządu ruchu granicznego SG.
Na Węgrzech wnioski deportacyjne rozpatruje się w ciągu dwóch, trzech miesięcy, u nas trwa to latami. - Często osoby ubiegające się o status uchodźcy przebywają w specjalnych ośrodkach trzy lata po to tylko, by dostać decyzję odmowną. To marnotrawstwo pieniędzy, które pochodzą z kieszeni podatników - uważa mecenas Andrzej Zacharzewski z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na pobyt jednego uchodźcy w ośrodku MSWiA trzeba wydać 1600 zł miesięcznie. Deportacja lotnicza kosztuje 1,5-3 tys. zł plus koszt wystawienia dokumentu. Według MSWiA, nielegalnie przebywa u nas jeszcze ponad 6 tys. obcokrajowców.
- Wśród cudzoziemców nielegalnie przebywających w Polsce są tacy, którzy mieszkają tu od wielu lat, ich dzieci - urodzone w naszym kra- ju - chodzą do szkoły, a oni sami, naruszając wprawdzie przepisy o zatrudnieniu, wykonują stałą, spokojną pracę. Są to na przykład Ormianie, którzy po pogromie w Baku w 1992 r. schronili się w Polsce. Deportacja takich osób, choć formalnie dopuszczalna, wydawałaby się okrucieństwem - mówi Marek Nowicki.


Więcej możesz przeczytać w 50/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0