Szczyt DNA

Szczyt DNA

Jeśli genetycy już potrafią wyodrębnić gen odpowiadający za ludzką agresję, za chwilę wyodrębnią na pewno gen cynizmu i gen małostkowości. A jak się je wyodrębni, to będzie je też można wyeliminować
Aaaaaaaaby z najlepszego materiału genetycznego skorzystać - pomoże ci firma GenPol. To jest mój pomysł na XXI wiek. Chcą Państwo mieć superzdolne, pełne wdzięku dziecko - proszę bardzo, atletycznie zbudowany synek olimpijczyk - załatwione, córeczka ze zdolnościami muzycznymi Anne Sophie Mutter - do usług. Przy odrobinie szczęścia skonstruuję nawet Polaka XXI wieku, pozbawionego wszelkich przywar, które tak utrudniały życie naszym dziadom i prapradziadom.
Mój pomysł nie jest zupełnie oryginalny. To kombinacja pomysłu niejakiego Rona Harrisa, który wystawił na sprzedaż komórki jajowe pięknych modelek, Jerzego Urbana, który w swoim czasie założył biuro matrymonialne, i pomysłu z początku lat 80., polegającego na stworzeniu banku spermy noblistów. Stworzę wielki katalog genetycznych propozycji. Ale pójdę o wiele dalej niż tylko zaoferowanie ludziom komórek jajowych pań X i Y oraz spermy pana Y. Jeśli genetycy już potrafią wyodrębnić gen odpowiadający za ludzką agresję, za chwilę wyodrębnią na pewno gen cynizmu, gen zawiści, gen małostkowości i gen warcholstwa. A jak się je wyodrębni, to będzie je też można wyeliminować. Tak będę w stanie stworzyć Polaka XXI wieku - takiego, który nie tylko nie bierze i nie daje łapówek, ale którego branie i dawanie nie kusi, który jest ładny, męski (ładna, kobieca), stanowczy i łagodny, punktualny, pracowity i odpowiedzialny. Następnym krokiem byłoby stworzenie idealnego polityka. Dziennikarze by zbankrutowali, ale przecież nie byłby to już mój problem. A najważniejszy byłby zysk obywateli. Proszę sobie tylko wyobrazić polityka, który ma subtelne poczucie humoru Leszka Millera, dar przewidywania Jerzego Kropiwnickiego, łatwość nawiązywania kontaktów Waldemara Pawlaka, stanowczość Jerzego Buzka, serdeczność i wylewność Leszka Balcerowicza, precyzję słowa Lecha Wałęsy, kompetencję Stanisława Alota, takt Andrzeja Leppera i umiejętność twardego stąpania po ziemi prezydenta Kwaśniewskiego. Taki polityk miałby zapewnione miejsce w parlamencie według każdej ordynacji, byłby dumą elektoratu i nigdy nie wpadłby w sidła konfliktu interesów. Każdy z wyżej wspomnianych panów dostałby za swój gen odpowiednią opłatę, a gdyby nie chciał genu sprzedać, znalazłoby się jakichś zastępców o podobnych cechach.
Mój katalog zupełnie odmieniłby czysto biologiczny i instynktowny charakter prokreacji. Każdy miałby możliwość skojarzenia się z genetycznie lepszą jednostką i świadomego ulepszenia genetycznego garnituru swego dziecka. W Ameryce jakaś para już dała ogłoszenie, w którym poszukiwała komórek jajowych dziewczyny o wzroście 1,75 metra, atletycznych zdolnościach i wysokich wynikach testów SAT, określających intelektualne możliwości i wiedzę. A byłby to dopiero wstęp. Po cóż mają Państwo wywalać ciężkie pieniądze na lekcje angielskiego, naukę gry na fortepianie czy jazdę konną dzieci, jeśli forsa może pójść w błoto, bo dziecko nie ma talentu do języków, słuchu albo panicznie boi się galopu. Wystarczy zaserwować przyszłej pociesze odpowiednie geny i gramy na pewniaka. Chcemy mieć syna o urodzie Michała Żebrowskiego, intelekcie profesora Wolszczana, poczuciu humoru Gustawa Holoubka i sile ciosu Andrzeja Gołoty - nie ma problemu. Wystarczy pobrać ich geny albo geny ludzi o podobnych cechach. Chcemy mieć mądrą i piękną córkę - wystarczą geny ť la Małgorzata Domagalik. Jeśli kombinacja blond włosy plus niebieskie oczy nam nie leży, zmieniamy na blond plus zielone. To dopiero rewolucja. Zamiast opierając się na pamięci, sporządzać portret pamięciowy, opierając się na portrecie marzeń, tworzylibyśmy żywego człowieka.
I kto powiedział, że seks powinien służyć wyłącznie prokreacji? Bzdura, może służyć wszystkiemu poza prokreacją. Seks bowiem to emocje, a życie - jak powiedział jakiś mędrzec - to o jeden ruch bioder za dużo. Sprawa jest zbyt poważna, by to, jakie będą przyszłe pokolenia, pozostawić przypadkowi i emocjom. Zresztą emocje nie byłyby w całym przedsięwzięciu całkowicie przekreślone. Byłoby przecież możliwe zapewnienie sobie potomka, który(a) miałby(aby) cechy naszej pierwszej albo najważniejszej miłości. Stracone złudzenia można by łatwo odzyskać. ĺwierć wieku temu Walendziak z "Czterdziestolatka" tłumaczył Karwowskiemu, że jedno ze swoich dzieci wykieruje na profesora, a drugie na sklepową. Dziś Walendziak zamiast wykierowywać dzieci, mógłby po prostu perfekcyjnie nimi sterować, gwarantując sobie, że same pójdą we właściwym kierunku. Ludzie, macie jedyną szansę, by sprzedać nie swe usługi i swoją wiedzę, lecz samych siebie. Nie wierzcie tym, którzy mówią, że to zaprzedanie się diabłowi. Nie ma co pomstować na inżynierię genetyczną. Trzeba ją uczynić poddaną i z niej skorzystać.
Nasi niewykształceni przodkowie z mułu i gliny ulepili Golema, który jednak nie umiał mówić i płodzić. Był wprawdzie silny i pracowity, ale jak wpadł w szał, trzeba go było unicestwić. Smutny koniec Golema był karą za próbę wejścia w kompetencje Boga. Ale nie trzeba powtarzać błędu. Jeśli genetycy ruszą głową, to może i uda się ulepić samego Boga.
Okładka tygodnika WPROST: 45/1999
Więcej możesz przeczytać w 45/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0