Internetowe love story

Internetowe love story

Dodano:   /  Zmieniono: 
Miłość od pierwszego chata - miejsca internetowych pogawędek
Sieciowe flirty i romanse. Wirtualny seks. Ilona z Katowic i Przemysław z Łodzi, poznali się właśnie przez Internet. Dzisiaj są małżeństwem. Pierwszy raz rozmawiali z sobą we wrześniu 1997 r. przez program ICQ. - Za każdym razem wchodząc do sieci, każde z nas miało nadzieję, że znowu porozmawiamy. Potrafiliśmy siedzieć godzinami przed komputerem, kłaść się spać po drugiej w nocy, by rano iść do pracy i zarobić na sięgające bajońskich sum rachunki telefoniczne - wraca do początku wirtualnego romansu Przemek Durczyński. Ślub odbył się w sierpniu ubiegłego roku, po jedenastu miesiącach znajomości. Internet złączył także Katarzynę Wójcik z Warszawy i Mariusza Woźniaka z Mrągowa. Gośćmi weselnymi było ponad 300 miłośników globalnej sieci, gdyż ślub został połączony z I Ogólnopolskim Zlotem Internautów. Jak przystało na internetową młodą parę cała uroczystość była transmitowana w sieci.


Rekordziści spędzają na internetowych flirtach pięć tysięcy minut tygodniowo

Chat to wirtualna pogawędka odbywająca się - w odróżnieniu od poczty elektronicznej - w czasie rzeczywistym. Rozmowy na żywo można prowadzić poprzez kanały IRC (Internet Relay Chat) - fora dyskusyjne, na których swoje opinie może wyrażać wiele osób jednocześnie - oraz ICQ (wymawia się jak I seek you, czyli "szukam cię") - program umożliwiający komunikowanie się ze znajomymi. Do obsługi kanałów IRC służy bogaty zestaw komend, ale powstało już wiele wirtualnych kawiarni, które upraszczają cały proces prowadzenia rozmowy, tak że można się skoncentrować tylko na treści. Każdy z internetowych rozmówców wybiera dla siebie pseudonim zapewniający anonimowość. Dlatego kontakty w sieci różnią się znacznie od zwykłej rozmowy. Nie determinuje ich wygląd czy status społeczny uczestników, co w znacznym stopniu może wpływać na sposób postrzegania innych. Zdaniem Darka z Krakowa, który spędza wiele godzin "na chatach" i pisze pracę magisterską na ten temat, naturalną cechą osób poszukujących miłosnych lub seksualnych przygód w Internecie jest gra, kreowanie się, wymyślanie. - Często pod zgrabną blondynkę "90/60/90" podszywa się zakompleksiona, nieśmiała pani, której uroda pozostawia wiele do życzenia - twierdzi Darek, choć przyznaje, że zdarzają się wyjątki. Nie wiadomo, ile osób wędruje po sieci w poszukiwaniu miłości lub partnera seksualnego. W skali całego Internetu (z którego - według różnych szacunków - korzysta już ponad 100 mln osób) są to zapewne miliony. Na przykład w serwisie Flirt Online zarejestrowanych jest ponad 60 tys. osób. A to tylko jeden z dziesiątków takich serwisów. Często do internetowych flirtów - tak jak w życiu - dochodzi przypadkiem. W czasie wirtualnej rozmowy z reguły dość szybko pada pytanie o płeć, a później rozmowa przeistacza się w coraz bardziej intymną konwersację. Wspomniana anonimowość dodaje odwagi. Co więcej, flirty internetowe wcale nie są domeną ludzi samotnych. - Chciałam poznać kogoś interesującego, a tu - nie wiadomo kiedy - nasze listy zaczęły się stawać coraz bardziej ogniste - wyznaje Anna Kuźmińska w serwisie Sekrety Kobiet. - Uważam, że flirt przez Internet nie jest żadną zdradą. Duża w tym zasługa męża; po prostu wiem, jak on takie rozmowy traktuje - dodaje. Niemniej większość osób przystępuje do wirtualnych rozmów, właśnie marząc o romansie. Czy można zatem zakochać się przez Internet? Tak, choć z "drobnymi" zastrzeżeniami. - Zakochujesz się w swoim wyobrażeniu o danej osobie - twierdzi dwudziestoletnia studentka z Bielska, występująca w sieciowych pogawędkach pod pseudonimem Beata. - Wyobrażenie drugiej osoby jest bardzo wyidealizowane, patrzymy na nią przecież tylko przez pryzmat tego, co pisze - wtóruje Darek. Na podstawie opisów zgromadzonych w serwisach typu Flirt Online można by opublikować kilkusetstronicowego harlequina. Inną sprawą jest trwałość wirtualnego związku. Według 20 proc. ankietowanych przez Dating Advice, miłość na dystans udaje się niezmiernie rzadko. 52 proc. uważa, że jest to bardzo trudne i wymaga wiele wysiłku z obu stron. 11 proc. przyznaje jednak, że przeżywała "długodystansową miłość" ze szczęśliwym finałem. Wcześniej czy później wirtualni kochankowie stają przed pytaniem, czy umówić się w rzeczywistości. Ściera się tu stereotyp "30 kilogramów nadwagi i 10 dioptrii na nosie" z obrazem z filmu "Masz wiadomość", w którym przez Internet romansowali Mag Ryan i Tom Hanks. Z sondażu prowadzonego przez Dating Advice wynika, że aż 77 proc. osób jest gotowych umówić się z partnerem poznanym w wirtualnej kawiarence. Dla internetowych kochanków w rzeczywistości - tak jak w sieci - nie istnieje problem odległości. Spotykają się ludzie mieszkający na różnych krańcach Polski, a nawet świata. - Nieraz umawiałam się z osobami z odległych miast - przyznaje Beata. Jeszcze dłuższą drogę przebyła Candice (22 lata) z Tajpej. W czasie wakacji spotkała się w Londynie z Tomkiem (19 lat) z Płocka; poznała go w jednej z międzynarodowych wirtualnych kafejek. Teraz Candice przylatuje do Polski na sylwestra. Z kolei jej koleżanka z pracy, dwudziestoośmioletnia Emily, poznała w tej samej kawiarni Briana, trzydziestosiedmiolatka z USA. Choć ich wirtualna znajomość trwa już kilkanaście miesięcy, dotychczas nie zdecydowali się na spotkanie. - Gdy potrzebuję pomocy, pocieszenia to właśnie do Briana zwracam się w pierwszej kolejności - przyznaje Emily. Zwykle przed spotkaniem dochodzi do kontaktu telefonicznego. Beata najpierw umówiła się z poznaną w sieci koleżanką. - Bałam się pierwszego spotkania, ale od tego czasu umówiłam się już także z kilkoma chłopakami - wyznaje. I z goryczą w głosie dodaje, że na razie jednak żaden nie okazał się tym "wymarzonym wirtualnym księciem". Co dalej z taką znajomością? - To zależy od wstępnego nastawienia - twierdzi Darek. - Jeśli ktoś z góry zakłada, że szuka partnera do seksu, nie przeszkodzi mu wygląd. Takie osoby bardzo często pozostają w długoletnich znajomościach, przyjaźniach, rzadziej kończy się to małżeństwem. Kto "chatuje"? Nie jest to łatwa do zdefiniowania grupa. - Mój "ukochany" okazał się statecznym sześćdziesięciolatkiem - zaskoczenia nie kryła Anna Kuźmińska. - Samotność, nieumiejętność sprzedania się, syndrom wyuczonej bezradności, pochodzące z dzieciństwa zaburzenia w budowaniu kontaktów interpersonalnych - wylicza Darek przyczyny namiętnych pogawędek przez komputer. Beata dodaje do tego nudę. Dla niektórych Internet stał się drugim życiem; tu mają swoich przyjaciół, miłości, wirtualne rodziny. - Prawdziwa kopalnia osobowości, na swój użytek nazywam ich "homointernetus" - kwituje Darek. Rekordziści spędzają na internetowych flirtach po 5000 minut tygodniowo (licznik taki prowadzą na przykład Wirtualne Pogawędki), czyli równo pół tygodnia non stop. Jeśli dodać do tego sześć godzin dziennie na sen, na prawdziwe życie pozostaje im... dzień w tygodniu. - Na początku spędzałam na internetowych rozmowach po kilka godzin dziennie, nieraz zarywałam całą noc - wspomina Beata. - Teraz siedzę tylko w weekendy, ale trudno by mi było z tego całkowicie zrezygnować, to okropnie wciąga.
W Polsce niewiele jest stron przygotowanych z myślą o wirtualnych miłościach. Działa natomiast sporo internetowych kawiarni. Można je znaleźć na portalach Onet.pl i Wirtualna Polska, istnieje także wyspecjalizowana witryna chatowa - wspomniane Wirtualne Pogawędki. Internetową kawiarenkę prowadzi także tygodnik "Wprost". Znacznie więcej serwisów dostępnych jest w języku angielskim. Dating Advice zamieszcza między innymi wyznania i porady osób, które mają już za sobą wiele wirtualnych związków. Dużą popularnością cieszą się internetowe agencje matrymonialne. Overseas Match - jak sama się zachwala - ma u siebie namiary na setki pięknych pań z Europy Wschodniej, głównie z Ukrainy i Rosji, które poszukują mężów. Niestety, preferowani są... Amerykanie. Adres kosztuje 12 USD, zamawiając dziesięć, płaci się już tylko po 10 USD, a wykupienie rocznego członkostwa za 229 USD pozwala mieć dostęp do pięćdziesięciu adresów miesięcznie. Prawdziwą furorę robią jednak witryny erotyczne, z których zaczyna też korzystać coraz większa liczba kobiet. Obroty wirtualnych agencji towarzyskich długo przewyższały wpływy z całego pozostałego handlu elektronicznego. - Wielu szuka wirtualnego seksu, podniecają ich teksty, które ktoś do nich pisze, a także ich własne wyobrażenia - uważa Darek. Czasami jednak lepiej być tradycjonalistą.

Więcej możesz przeczytać w 50/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0