Cienka kreska

Cienka kreska

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sejm w krzywym zwierciadle posła Jerzego Wuttkego
Sejm oglądany od środka to galeria bohaterów i panikarzy, graczy i naiwniaków, ważniaków z dobrze poinformowanych salonów i prowincjuszy. Takie obserwacje posła Jerzego Wuttkego znalazły wyraz w serii karykatur elity politycznej III Rzeczypospolitej. - Wuttke doskonale ujął w artystycznej formie klimat naszego parlamentaryzmu - komentuje prace Tomasz Wołek, redaktor naczelny "Życia". - Przynajmniej nie zmarnował czasu posłowania - dodaje. Karykatury Jerzego Wuttkego można będzie oglądać od 14 grudnia 1999 r. do 6 lutego 2000 r. w Muzeum Miejskim w Zabrzu.
Pierwszym portretem charakterystycznym poseł okręgu katowickiego poprzedniej kadencji wywalczył pieniądze na Bibliotekę Śląską. - Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu namalowałem Rysia Ulickiego. Portret tak mu się spodobał, że zjednałem sobie jego przychylność i otrzymałem fundusze - wspomina Wuttke. Następnie za temat satyrycznego ujęcia obrał posłankę Izabellę Sierakowską i w konsekwencji ogarnęła go "pasja permanentna" - nie mógł już się oprzeć rysowaniu karykatur. Bezpartyjny wykładowca Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, poseł na Sejm w latach 1993-1997 - namalował ponad sto portretów polityków. Nieoczekiwanie ciepło swój wizerunek w wersji piastowskiej i ekologicznej przyjął Waldemar Pawlak. Wuttke najbardziej dumny jest z "oleksówki" - wizerunku Józefa Oleksego, na którym były premier streszczony został do ptasiej główki. Uwagę zwraca też przedstawienie Lecha Wałęsy - realistyczny obraz prezydenta zestawiony z "negatywem" wyobrażającym Wałęsę murzyna, który "już zrobił swoje". Na wystawie zobaczyć będzie można stworzony prostą kreską profil Hanny Suchockiej, zaciętą, naburmuszoną twarz Longina Pastusiaka, Romana Jagielińskiego przypominającego Wincentego Witosa, Aleksandra "Marszałka" Małachowskiego z czarną czupryną i kilkudniowym zarostem, okrągłogłowego Jerzego Dziewulskiego czy nieco przypominającego Jerzego Urbana Marka Borowskiego. Jedyną karykaturą w kolorze jest portret Kazimierza Kutza zatytułowany "High Live z wampirem" (to odwołanie do emitowanego w lokalnej telewizji godzinnego programu Kutza "High Live").
Telewizja odsunęła w cień karykatury prasowe - najsilniej wpływały one na nasze życie polityczne w międzywojniu. Tymczasem polska karykatura polityczna i społeczna ma tradycję dłuższą, niż się zazwyczaj przypuszcza. Burzliwe życie polityczne doby oświecenia ilustrował Jan Piotr Norblin, Francuz rodem z Szampanii, którego do Polski w 1774 r. sprowadził książę Adam Czartoryski. Jak na obcokrajowca przystało, z dystansem i złośliwością odnosi się on do szlacheckiego kołtuństwa, warcholstwa i rozpasania, kpi ze służalczej zależności. Tłem dla wielu jego kompozycji stały się kościoły, gdzie w okresie przygotowywania wielkich reform spotykały się sejmikowe stronnictwa forsujące swych kandydatów na posłów. Przykładem może być chociażby "Sejmik w kościele" z 1785 r. zamieszczony w "Albumie gołuchowskim" - przedstawia świątynię, w której podczas mszy obraduje szlachta. Jedni dyskutują, inni kręcą się po kościele i krzyczą, kilka osób agituje z ambon, ktoś próbuje ratować wymiotującego pijaka, a jeszcze inni zachowują ospałą, bezmyślną obojętność. W tym okresie zaczynają się też pojawiać anonimowe paszkwile rysunkowe, na przykład miedzioryt przedstawiający scenę głosowania w Sejmie, gdzie niemal wszyscy opowiadają się po stronie króla, poza jednym opornym kasztelanem, któremu szambelan królewski zapycha usta kiełbasą - na tyle skutecznie, że spod kiełbasy wyłania się napis "za królem". Za prekursora współczesnej karykatury uważa się Aleksandra Orłowskiego, ucznia Norblina. Ten przyjaciel Aleksandra Puszkina i Adama Mickiewicza wyszydzał głupotę, pychę, obżarstwo i pijaństwo, a bohaterom swych prac nadawał ośmieszające nazwiska i herby (na przykład pan Komornik z powiatu kuflowego na Mordach Morduniach Mordeczkach z Mordunia Morda herbu Trzy Kufle, pan podczaszy Ośliński czy pan Stefan Modliński, podkomorzy litański na Nieszporach). Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości pojawiły się nowe elity polityczne. Na ich kłótniach, niepohamowanej żądzy władzy i pieniędzy, przyczyniającej się do nędzy kraju, używali sobie przede wszystkim redaktorzy prasy satyrycznej. Po przewrocie majowym pojawił się tygodnik "Cyrulik Warszawski" z podtytułem "Goli w każdą niedzielę"; na jego szpaltach często występowała postać Józefa Piłsudskiego. W rysowaniu marszałka do perfekcji doszedł Zdzisław Czermański, autor m.in. karykatury przedstawiającej Piłsudskiego wychodzącego z ram konstytucji marcowej. W 1935 r. młody dziennikarz Zbigniew Mitzner i student ASP Eryk Lipiński założyli antysanacyjne i antyfaszystowskie "Szpilki". Najmocniejszą stroną pisma była ostra satyra polityczna atakująca zarówno ideologie, jak i ich twórców. Na jego łamach zamieszczony został proroczy rysunek Mendela Reifa "Jaka siejba, taki plon", na którym Hitler sieje swastyki, a z nich wyrastają krzyże. Dla najstarszego czasopisma satyrycznego "Mucha" (w roku 1918 miało już 50 lat) charakterystyczne było witanie każdego nowego rządu rysunkiem wyobrażającym premiera najczęściej jako sternika okrętu pływającego po wzburzonych falach walk partyjnych. Fale te nadal obijają się o brzegi III Rzeczypospolitej.

Więcej możesz przeczytać w 50/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0