Eksplozja świętości

Eksplozja świętości

Kogo wyniósł na ołtarze Jan Paweł II
Powszechnie znaną osobą jest w naszej kulturze Bill Gates, natomiast święci Kościoła katolickiego są postaciami z trzeciego planu. To zestawienie pokazuje rozmiary laicyzacji współczesnego świata. Coraz słabiej pamiętamy, że katolicy swe imiona winni brać od świętych Kościoła - z imion dzieci można się zorientować, że urodziły się w okresie popularności "Niewolnicy Isaury" albo "Dynastii". Najpopularniejszy święty ostatnich lat to św. Walenty, patron walentynek. Niewielu jednak wie, że ów rzymski męczennik, ścięty w 270 r. n.e., z amorami nie miał nic wspólnego - uchodził za patrona epileptyków i umysłowo chorych. Próbę zaradzenia tej "inflacji świętości" podjął w naszych czasach Jan Paweł II, wprowadzając na ołtarze rekordową liczbę błogosławionych i świętych. Ich zastępy w ciągu ostatnich dwudziestu lat urosły w zawrotnym tempie. W latach 1000-1980 kanonizowano 423 osoby. Od początku pontyfikatu Klemensa VIII w 1592 r. do Jana Pawła II w 1978 r. papieże kanonizowali 290 i beatyfikowali ponad 800 osób. Ostatni papież kanonizował 281 błogosławionych i powołał do świętości 802 błogosławionych (do października 1998 r.). Tymczasem postępująca laicyzacja podkopała wiarę w cuda, których dokonywanie było podstawową funkcją świętych w czasach ich świetności. Uważano, że z konkretnymi prośbami i troskami łatwiej dotrzeć do nich niż do budzącego zbyt wielki respekt Stwórcy. Swego patrona miał każdy zawód: św. Józef był patronem cieśli, św. Grzegorz - studentów, św. Izydor - rolników, św. Kosma i Damian - lekarzy i aptekarzy. Zwracano się do nich w wypadku chorób; św. Antoni, św. Sebastian i św. Roch "zajmowali się" chorobami zakaźnymi, św. Walenty - padaczką. Nawet prostytutki wierzyły we wsparcie swojej nieoficjalnej patronki - Marii Magdaleny. Ze spadkiem wiary w cuda wiąże się także zmiana stosunku społecznego do relikwii - materialnych szczątków ludzkich. Zwłoki świętych krajano, rozdawano je w kawałkach i handlowano nimi; przy tej okazji rozmnożyły się relikwie fałszywe. Relikwiom przypisywano ogromne znaczenie praktyczne, bo - jak wierzono - miały leczyć chorych, gasić pożary, czy uciszać burze. Współcześnie całkowicie zmienił się nasz stosunek do śmierci i szczątków ludzkich. Zniknęła dawna swojskość i codzienność obcowania z nimi. Stąd relikwie w postaci głów, rąk czy palców ludzkich mogą wywoływać dziś ambiwalentne uczucia. Dawne wzory świętości zdążyły się przez stulecia oderwać od swojego zaplecza wrażliwości i nie zawsze przemawiają jak dawniej do wyobraźni. Św. Szymon Słupnik spędził 37 lat, stojąc na kolumnie. Ostatni z używanych przezeń słupów miał 18 m wysokości, a na jego szczycie znajdowała się platforma. Jednym z atrybutów św. Agaty są obcięte piersi trzymane przez nią w misie. Posiadanie świętych w roli bohaterów i pośredników musi jednak widocznie odpowiadać jakiejś istotnej ludzkiej potrzebie, skoro także systemy nawet bardzo dalekie od chrześcijaństwa usiłowały z uporem wykreować własnych męczenników. Tej taktyki próbowali na przykład ideologowie komunistyczni pod wieloma szerokościami geograficznymi - bez skutku. Zresztą już Wielka Rewolucja Francuska powoływała do życia własnych świeckich męczenników, jak Marat czy Chalier. Kult świętych do popularyzacji własnej osoby wykorzystał Napoleon, zmuszając Kościół do wprowadzenia w dniu swoich urodzin - 15 sierpnia - święta Napoleona, wymyślonego męczennika, który miał zginąć w czasach Dioklecjana w Aleksandrii. W Polsce w ankietach popularności bohaterów przeszłości triumfy święcą ciągle ludzie walki o niepodległość. Na pierwszym miejscu Tadeusz Kościuszko, którego w wizerunkach przeznaczonych dla ludu chętnie przedstawiano jako nadzorującego z nieba losy polskich zmagań o wolność. Święci nie zniknęli z szeregów bohaterów naszej wyobraźni, może tylko znaleźli się nieco w cieniu. Są przecież wśród nich tacy ludzie, jak Maksymilian Kolbe, z pewnością kandydatami na świętych są ksiądz Jerzy Popiełuszko i Matka Teresa z Kalkuty, opiekunka trędowatych i biednych. Pewną popularność - dzięki biograficznemu filmowi - zdobyła sobie błogosławiona Faustyna Kowalska (1993 r.), wizjonerka, która miała utrzymywać osobiste kontakty z Jezusem. Między świętymi dawnych epok i współczesnymi pojawił się znaczący kontrast. Dawni święci należeli w wielu wypadkach do czołowych postaci naszej cywilizacji. Św. Tomasz z Akwinu (zm. 1274) i św. Augustyn (zm. 430) to jedni z najwybitniejszych europejskich myślicieli. Któż nie zna świętych Cyryla i Metodego - patronów Europy, w Irlandii - św. Patryka, we Francji - św. Joanny d?Arc, a w Polsce - św. Wojciecha, Stanisława czy Jadwigi. Współcześni święci nie bywają filarami cywilizacji, są jednak postaciami bliższymi wiernym, bardziej ludzkimi i sympatycznymi. Współczesny święty i błogosławiony - mam na myśli kanonizacje i beatyfikacje z okresu pontyfikatu Jana Pawła II - to zwykle ksiądz, zakonnica lub mnich. Ludzie świeccy zdarzają się w tym kręgu rzadko. Drzwi do świętości dla ludzi świeckich zostały jednak uchylone już przez II sobór watykański i oficjalny katechizm Kościoła katolickiego powiada wyraźnie, że "wszyscy są powołani do świętości". Mniej jest męczenników, więcej ludzi pracy pozytywnej, codziennej ofiarności w służbie ubogim, chorym, ludom etnicznym, edukacji. Ten szacunek dla pracy zbliża dzisiejszy Kościół do protestantyzmu (uważającego wiarę w świętych za przesąd), a szczególnie osiemnastowiecznego pietyzmu, w którym pastorzy zajmowali się nauczaniem wieśniaków pisania i czytania, nowych technik upraw roli, szczepili ich dzieci przeciw ospie; byli nie tylko ludźmi wiary, ale także ludźmi oświecenia. Cuda w tych życiorysach zdarzają się niezmiernie rzadko, a jeśli już, ich rozmiary są raczej skromne. Również w kwalifikacjach do świętości na pierwszy plan wychodzi tak u nas akcentowany przez księdza Józefa Tischnera etos pracy. I tak na przykład 20 września 1998 r. Jan Paweł II ogłosił błogosławionym Giuseppe Toviniego - ojca rodziny, założyciela banków, gazety, kas oszczędnościowych, towarzystw robotniczych. 3 listopada rozpoczął się proces kanonizacyjny Polki Hanny Chrzanowskiej, wychowawczyni wielu pokoleń pielęgniarek.


Męczenników wśród współczesnych świętych jest mniej, ale historia ciągle dostarcza okazji do ich ogłaszania

XDoskonałym polem działania dla świętych była sytuacja, w której tysiącom ludzi groziła śmierć głodowa, a średnia wieku populacji nie przekraczała trzydziestu lat. W takich właśnie warunkach zrealizowała swoje powołanie Jeanne Delanoue (1666-1736), kanonizowana w 1982 r. Jan Paweł II mówił o niej: "Odwiedzała ludzi, którzy tłoczyli się jak zwierzęta w chlewach, przynosiła im pożywienie i odzież, czyściła ich suknie lub oddawała w razie konieczności własne, starała się ogrzewać dzielnice nędzy". Wprawdzie cuda zeszły na plan dalszy w ocenie świętości, ale procedura beatyfikacyjna wprowadzona przez Pawła VI w 1969 r. wymaga przynajmniej dwóch cudów. Na etapie kanonizacji beatyfikowanego, czyli wprowadzenia jego kultu w całym Kościele, potrzebne są dwa kolejne cuda. Angela Astorach (1592-1665), beatyfikowana w 1982 r., miała zostać wskrzeszona po śmierci, beatyfikowana w 1983 r. Maria Baouardy miała zmartwychwstać w 1858 r. po poderżnięciu jej gardła w Aleksandrii. Edycie Stein przypisuje się cudowne uzdrowienie Theresy Benedicte McCarthy. Jak mówią hagiografie, Magdalena z Canossy (1774-1835) lewitowała i przepowiadała przyszłość, Wincenty Maria Strambi (1745-1824) robił tylko to ostatnie, Wincenty Palloti (1750-1850) podczas odprawiania mszy świętej unosił się w ekstazie nad posadzką. Posiadał też umiejętność bilokacji, czyli bywał równocześnie w dwóch miejscach, objawił się wielu osobom, a wreszcie w pokoju, w którym umarł, jeszcze przez miesiąc unosił się aromat pełen słodyczy. Jan Vianney prowadził walki z szatanem, który niepokoił go hałasami, przemieszczaniem przedmiotów, a wreszcie bezpośrednimi napaściami fizycznymi. Dokonał też cudownego rozmnożenia kukurydzy i mąki. Kult świętych jest jednym z powodów krytyki Kościoła przez teologów żądających jego radykalnej reformy. Uważany jest za adaptację wzorów pogańskich na potrzeby religijności ludowej. Chrześcijańscy patroni mieli zastąpić na ołtarzach pogańskie bóstwa opiekuńcze. Z świętymi wszakże są związane także początki naukowego krytycyzmu w pisarstwie historycznym. Oto również wśród dawnych świętych Kościół dokonał ostrej lustracji, starając się eliminować świadectwa przesadzone i legendarne. Ten wewnątrzkościelny nurt krytyczny zainicjowała już w XVII w. grupa jezuitów, zwanych bollandystami (od Jeana Bollanda), którzy do dzisiaj publikują poświęcone kultowi świętych czasopismo "Analecta Bollandina". Krytycyzm bollandystów powodował, że narażeni oni byli na gwałtowne ataki za szarganie świętości, działanie na rzecz niewiernych i heretyków, zagrożenie najświętszym tradycjom ze strony ortodoksyjnie usposobionych ludzi Kościoła. Męczenników wśród współczesnych świętych jest mniej, ale historia ciągle dostarcza okazji do ich ogłaszania. Tak jest w wypadku wojny domowej w Hiszpanii, a ostatnio - 15 marca odbyła się beatyfikacja biskupa bułgarskiego Eugeniusza Bosiłkowa, oskarżonego przez reżim komunistyczny o "szpiegostwo na rzecz Watykanu i innych państw imperialistycznych", skazanego na śmierć i rozstrzelanego w 1952 r. Świętość traci też swój europocentryczny wymiar i "wkracza" coraz częściej poza Europę. Wspomnijmy tylko beatyfikowaną w 1981 r. Indiankę pochodzącą ze strony ojca z plemienia Irokezów - Kateri Tekakwitha (1656-1680), ochrzczoną przez francuskiego misjonarza. Uznani przez Kościół święci są często obiektem krytycznych komentarzy. Beatyfikowani 24 listopada 1996 r. austriaccy księża Otto Neururer i Jacob Gapp wyróżnili się swym aktywnym oporem przeciwko nazizmowi, co przypłacili życiem. Przy okazji ich wyniesienia na ołtarz zwrócono jednak uwagę na fakt w istocie znamienny. Kościół bardzo chętnie wskazuje na swoich bohaterów, a zarazem przemilcza słabości. Tymczasem ostatnio generalny Synod Kościołów Ewangelickich w Austrii opublikował oświadczenie dotyczące Holocaustu, w którym przyznawał: "Kościoły nie zaprotestowały przeciw widocznej niesprawiedliwości, milczały i odwracały głowę". Przy okazji tego najciemniejszego okresu dziejów Europy dochodzi do polemik na temat zasadności powoływania nowych błogosławionych i świętych. I tak ambasador Izraela w Watykanie Aharon Lopez wnioskował o odłożenie na 50 lat beatyfikacji Piusa XII (1939-1958) ze względu na brak jasności co do roli, jaką odegrał w Holocauscie. Trzeba przyznać, że również opinie historyków wobec stosunku tego papieża do nazizmu są bardzo podzielone. Te same wątpliwości miał kierujący ośrodkiem ścigania zbrodni hitlerowskich Simon Wiesenthal wobec odbywającej się 3 października tego roku beatyfikacji chorwackiego kardynała Alojzije Stepinaca. Wiesenthal zarzuca mu opowiadanie się za przymusowym nawracaniem Serbów na katolicyzm oraz wspieranie faszystowskiego reżimu Pavelicia. I w tym wypadku są to fakty znane historykom. Skazy na życiorysach świętych odnajdywane są i przez ludzi Kościoła. Skądinąd sama ta instytucja powiada, że ludzkie przywary nie wykluczają świętości. Ks. Stanisław Musiał zwrócił uwagę na króla Kastylii św. Ferdynanda (zmarł w 1252 r.): "był tak pokorny, iż własnoręcznie nosił szczapy drewna na stosy, na których palono heretyków". Z kolei ksiądz Jan Kracik ubolewa, że do dzisiaj wielu katolików nie może przeboleć przerwania beatyfikacji królowej Kastylii Izabelli, która w 1492 r. wypędziła Żydów z Hiszpanii. Dzisiejsi święci wprawdzie nie mają szans na konkurowanie z idolami kina, o których Jean Baudrillard powiada, że są ostatnim wielkim mitem nowoczesności, ale też nie to jest ich rolą. Zarówno na użytek wierzących, jak i ateistów przechowują w swych życiorysach wzorce elementarnych zachowań przyzwoitościowych, które mogą wytyczać kierunek ludzkiego postępowania zwłaszcza w czasach wzmożonego konsumpcjonizmu.

Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0