Ojczyzna św. Mikołaja

Ojczyzna św. Mikołaja

Lapończycy uważają się za jedynych obok Basków rdzennych Europejczyków
Nikt nie wie, w jaki sposób skojarzono pochodzącego z Azji Mniejszej św. Mikołaja z reniferami i śniegami północy. Dość, że współczesne dzieci swoje listy do szczodrobliwego świętego kierują do Laponii. Fińska poczta uruchamia nawet w sezonie świątecznym "biuro św. Mikołaja", a grupa przedsiębiorców zamierza otworzyć pod kołem polarnym lodowy park rozrywki, licząc na majętnych turystów, którzy zechcą wraz z dziećmi przyjechać tu w poszukiwaniu legendarnej "uszatej góry" - Korvatunturi. Już od lat fińskie biura podróży organizują w leżącym tuż przy kole podbiegunowym Rovaniemi kuligi w reniferowych zaprzęgach, po których oczywiście czeka na gości "polarne centrum handlowe". Lapończycy, prawdziwi gospodarze tej północnej krainy, niewiele mają wspólnego z przesiąkniętą komercją nowoczesną tradycją bożonarodzeniową. Być może skojarzenie ze świętym Mikołajem wywołały ich jaskrawe tradycyjne stroje gakti, w których dominuje jasna czerwień. Noszą je także dzisiaj i to nie tylko od święta. W lapońskich osiedlach nierzadko dostrzec można ubrane w bogato wyszywane stroje kobiety krzątające się wokół obejścia albo mężczyzn pędzących renifery. Piękny lapoński strój pokazał widzom na całym świecie słynny poeta i pieśniarz Nils Aslak Valkeapää, który podczas otwarcia olimpiady w Lillehammer zaśpiewał tradycyjne lapońskie pieśni joiku. Nazwa "lapp" pierwotnie uchodziła za określenie pogardliwe - dumni północni łowcy nazywali siebie Sámi lub Sáme. W pełnych tajemniczej symboliki legendach określają się jako lud słońca i wiatru. Słońca, którego w północnej Skandynawii jest tak mało, że każdy promień to cenny dar bogów, i wiatru, który podczas długiej polarnej zimy reguluje rytm życia. Lapończycy uważają się za jedynych obok Basków rdzennych Europejczyków. Rzeczywiście, żyli we wschodniej i północnej Europie, zanim dotarli tu Słowianie, Germanie i inne ludy indoeuropejskie. Wciąż rozpoznać można ich charakterystyczne, laponoidalne rysy twarzy. W odróżnieniu od wysokich, jasnowłosych sąsiadów rdzenni Skandynawowie są niscy, czarnowłosi, mają szerokie twarze o wystających kościach policzkowych. Trzy, cztery tysiące lat temu przemierzali swymi zaprzęgami całą północno-wschodnią Europę. Ślady paleolitycznego osadnictwa odkryte w Świdrze pod Warszawą pozostawili prawdopodobnie przodkowie Lapończyków lub spokrewnionych z nimi Samojedów. Jeszcze w czasach historycznych koczowali w południowej Finlandii (stąd takie nazwy miejscowe jak Lappenranta, czyli "lapoński brzeg"). Dzisiaj żyją na obszarze ok. 400 tys. km kw. - od środkowej Norwegii, przez północną Szwecję i Finlandię, aż po półwysep Kola w Rosji. Większość Lapończyków posługuje się własnym językiem, należącym do rodziny języków ugrofińskich, ale trudno im się porozumieć między sobą. Mette Ballovara, dziennikarka norweskiej państwowej rozgłośni radiowej, nadającej także programy dla Lapończyków, mówi, że trzeba je przygotowywać niekiedy w kilku wersjach, bowiem dziewięć głównych dialektów lapońskich różni się od siebie bardziej niż na przykład język polski i czeski. Jest to skutek tradycyjnego wędrownego trybu życia - niewielkie grupy nomadów łatwo traciły kontakt z sobą, a ich język rozwijał się w izolacji. Na brak standardów językowych narzekają także organizatorzy szkolnictwa w narzeczach lapońskich. Książki niekiedy drukuje się zaledwie w kilkuset egzemplarzach, co byłoby niemożliwe bez wsparcia państwa. Na szczęście w Norwegii i Finlandii język lapoński zyskał status drugiego języka oficjalnego na obszarach północnych, a w Szwecji podobnego kroku ze strony władz spodziewać się należy w 1999 r. W średniowieczu chrześcijańscy sąsiedzi Lapończyków uważali ich za "złośliwe północne trolle", a przynajmniej za pogańskich barbarzyńców. Niekiedy zabijano ich lub zmuszano do płacenia haraczu, głównie w postaci cennych futer. Wędrowni handlarze poszukujący zwierzęcych futer przywieźli alkohol i choroby zakaźne. Powtarzała się historia kolonizacji dobrze znana choćby z Alaski czy Syberii. Na szczęście ziemie Lapończyków przez długi czas nie przedstawiały dla zachłannych przedsiębiorców z południa większej wartości. Jeszcze w XVIII w. na daleką północ zapuszczali się tylko kupcy, misjonarze, lub ciekawscy, chcący się przekonać, czy lapońscy szamani rzeczywiście mają nadprzyrodzone umiejętności, co rozgłaszano w salonach Kopenhagi, Londynu czy Berlina. Na obszarach zdominowanych przez Szwedów i Norwegów od 300 lat prowadzono politykę asymilacji Lapończyków. Często zakazywano chodzącym do szkoły dzieciom posługiwania się językiem ojczystym. Od co najmniej dwóch stuleci Lapończycy są już chrześcijanami, ale ich światopogląd kształtowały także elementy archaicznych kultów i animizmu, nakazującego szacunek dla przedmiotów, istot i żywiołów, mających przecież własną duszę. Emancypacja społeczna i polityczna Lapończyków rozpoczęła się w latach 40. XX w. Stopniowo uzyskiwali prawo do kultywowania swojej tradycji i języka. Od lat 70. mają własną reprezentację polityczną w postaci rad narodowych istniejących w Szwecji, Finlandii i Norwegii. W Oslo zasiadają nawet w parlamencie narodowym. W Rosji ich lokalny samorząd powstał dopiero w 1992 r. Najtrudniejsza sytuacja panuje właśnie wśród cierpiących nędzę i wyniszczanych przez choroby i alkoholizm Lapończyków z półwyspu Kola. Średnia długość życia nie przekracza wśród nich 44 lat. W ostatnich latach starają się im pomagać pobratymcy z państw nordyckich. Dzisiaj tylko 15 proc. spośród ok. 80 tys. Lapończyków żyje jeszcze z tradycyjnych zajęć ludów północy - hodowli reniferów, łowiectwa i rybactwa. Coraz więcej z nich wytwarza pamiątki dla trafiających na północ turystów (tradycyjne rękodzieło duodji jest cenione wśród kolekcjonerów). Jednak najwięcej miejsc pracy zapewniają firmy organizujące wyrąb lasów, wydobycie węgla i diamentów. Właśnie eksploatacja naturalnych bogactw ziemi Sápmi, jak nazywają swoją ojczyznę Lapończycy, jest ich największą bolączką. Mieszkańcy najdalszej północy chcą być równoprawnymi obywatelami Europy, stale przypominając o swoim istnieniu i problemach. W maju 1998 r. zorganizowali na przykład kilkudniową promocję swojej kultury w budynku Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. Wspomaga ich zresztą działające w ramach Unii Europejskiej Biuro Mniej Używanych Języków z siedzibą w Dublinie. Aira Annagun, lapońska nauczycielka z Norwegii, uważa, że w celu zachowania tożsamości etnicznej należy przede wszystkim upowszechniać narodową kulturę i język wśród dzieci. Dzięki pomocy państwa w państwach nordyckich istnieją wydawnictwa i rozgłośnie radiowe, w szkołach naucza się języka lapońskiego. W niektórych regionach na renesans tradycji jest już za późno - na przykład dialekty Ume czy Arjeplog zna już tylko kilkanaście osób w podeszłym wieku. Aira narzeka, że serce do nauki w języku ojców tracą często najmłodsi. Na północy do klas narodowych uczęszcza wciąż połowa uczniów, ale na południu mniej niż co trzeci. Niekiedy szkoła nie jest w stanie zorganizować nauki w języku ojczystym, jeśli w klasie jest tylko dwóch, trzech uczniów pochodzenia lapońskiego. - Nasza kultura związana jest z reniferami. Bez reniferów nie ma Lapończyków - mówi Aira, której krewni od pokoleń zajmowali się hodowlą półdzikich stad. Dziś hodowla nie jest już tak opłacalna jak dawniej. Reniferom zagrażają też drapieżniki uciekające z trzebionych przez zachłanne firmy lasów. Lapończycy skarżą się, że "proekologiczne" rządy państw skandynawskich zabraniają odstrzału drapieżników, co może doprowadzić hodowców do ruiny. Największymi drapieżnikami są w istocie przybysze z południa, traktujący ziemię Sápmi jako obszar dziewiczy. Lars Anders Baer, wiceprzewodniczący Rady Lapończyków w Szwecji, z goryczą zauważa, że wielkie firmy nie przejmują się prawem istniejącym tylko na papierze. - Nie chcemy być aborygenami Europy - mówi Baer. - Chcemy dostawać uczciwą zapłatę za eksploatację bogactw naszej ziemi, bo niczego innego nie posiadamy.

Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0