Jak to właściwie jest?

Jak to właściwie jest?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Chociaż polski dług publiczny nie przekracza nawet 50 proc. PKB, nie ma powodu, by go lekceważyć
Nieoceniony prezydent Łukaszenka pociesza Białorusinów tragicznymi rzekomo perspektywami Polski, która ma 50 mld dolarów długu i stryczek na szyi. W porównaniu z tym ciężarem aktualne (jak zawsze: przejściowe) kłopoty Białorusi to pestka. Ograniczony dostęp biednych naszych sąsiadów do informacji, traktowanie ich przez tamtejsze władze jak zobowiązaną do posłuszeństwa ciemną masę umożliwia oczywiście dezinformację poprzez głoszenie kłamstw i półprawd. Wmawia się biedakom, że Polska to kolos (?) na glinianych nogach. Z punktu widzenia białoruskiego establishmentu nieważna jest przepaść dzieląca Polskę od Białorusi. Łukaszenka nie chce widzieć cofania się swego kraju, nie chce uznać wyższości gospodarki rynkowej i demokracji.

Szczególnie niebezpieczne są jednak półprawdy. Taką półprawdą jest informacja o zadłużeniu państwa polskiego z całkowitym pominięciem takich osiągnięć, jak poziom i wysokie tempo wzrostu gospodarczego, inwestycji, płac i spożycia, jak spadająca stopa inflacji i stabilny pieniądz. Łukaszenka nie wspomina oczywiście o takich drobiazgach jak polskie rezerwy dewizowe, wynoszące 27 mld dolarów i kilkakrotnie większe od rosyjskich, nie mówiąc o białoruskich. Łukaszenka dał prawdziwy pokaz "informacji" i agitacji w stylu minionej epoki, którą usiłuje kontynuować.
Półprawdy i niedomówienia są jednak rzeczywiście niebezpieczne zarówno dla tych, którzy je głoszą, jak i dla tych, których dotyczą, a którzy skłonni są je lekceważyć w poczuciu swej wyższości.
Powiedzmy sobie szczerze, że jakkolwiek polski dług publiczny nie przekracza nawet 50 proc. produktu krajowego brutto (nie mówiąc o 60 proc. dopuszczalnych w Unii Europejskiej), nie ma powodu, by go lekceważyć. To bądź co bądź 60 mld dolarów, a różnica między długiem krajowym i zagranicznym przestała być istotna. Tymczasem sprawa polskiego długu publicznego nie jest dostatecznie eksponowana w działalności informacyjnej i politycznej naszego rządu. W prasie to zaledwie margines - jakby dotyczyło to kogoś innego, a nie nas. Zachowujemy się trochę jak dzieci, które otrzymały pozytywną notę za dobre sprawowanie (utrzymanie się w granicach 60 proc. PKB) i które mogą się oddać beztroskiej zabawie. Tymczasem koszty obsługi tego długu przekraczają 15 proc. wydatków budżetowych. Za rzadko chyba przypominamy naszym parlamentarzystom i ministrom, że do dyspozycji mają tylko 85 proc. budżetu, a nie 100 proc., że to spadek po różowo-zielonej koalicji uniemożliwia dziś ponoszenie nawet pilnych wydatków. Może by tak nasz polityczny establishment - niezależnie od politycznego profilu - zaczął się wreszcie troszczyć o finanse publiczne, a nie odcinać się od tego, który wziął na siebie ciężar ich uzdrawiania, skupiając na sobie epitety i wyzwiska nie tylko ze strony ubogich duchem maluczkich. Zrozumcie - na litość boską - że każdy dodatkowy wydatek budżetowy bez pokrycia dochodami to następna emisja wysoko oprocentowanych obligacji i bonów skarbowych. Wysoko oprocentowanych dlatego, że u nas stopa inflacji wynosi jeszcze 10 proc., a nie 1-2 proc. jak na Zachodzie. Że wobec tego trzeba walczyć z inflacją i deficytem budżetowym, a nie cieszyć się z wysokiego oprocentowania obligacji.
Polska rzeczywiście dysponuje dużymi rezerwami i możliwościami. Ale nie chowajmy głowy w piasek! Rosnące ujemne saldo bilansu płatniczego, niemałe zadłużenie polskich firm za granicą i czekające nas obecnie znacznie wyższe spłaty zadłużenia zagranicznego jeszcze z epoki Gierka - to nie fraszka. Obserwujemy dziś wyraźny rozziew między szybko rosnącym spożyciem (w tym roku wydamy 3 mld dolarów tylko na import samochodów), finansowanym rosnącym deficytem bilansu handlowego, a rzeczywistą wydajnością i konkurencyjnością gospodarki. Czas sobie powiedzieć, że spożycie rośnie za szybko, że kontynuacja dotychczasowych proporcji jest groźna dla gospodarki, że trzeba się będzie zdobyć na niepopularne posunięcia sprowadzające nas na ziemię, a bilanse gospodarki do równowagi.
Czyżbyśmy chcieli sprawić Łukaszence przyjemność i potwierdzić trafność jego ocen?
Więcej możesz przeczytać w 51/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0