Fałszywe świadectwo

Fałszywe świadectwo

Dodano:   /  Zmieniono: 
Salvador Allende nie był komunistycznym tyranem, lecz legalnie wybranym prezydentem Chile
Kilkunastu działaczy prawicy ogłosiło list otwarty do ambasady Wielkiej Brytanii, domagając się jak najszybszego zwolnienia generała Pinocheta. Obok osób o nic nikomu nie mówiących nazwiskach podpisali ten tekst ludzie poważni, znani z odpowiedzialnego i uczciwego uprawiania polityki. Kwestią ich sumienia pozostanie usprawiedliwianie zbrodniczych zachowań chilijskiej dyktatury, winnej kilku tysięcy morderstw politycznych oraz nagminnego, brutalnego znęcania się nad ludźmi. Chcą bronić takich metod - ich wolny wybór. Nie sposób jednak nie odnieść się do stylu, w jakim to czynią. A robią to, najłagodniej mówiąc, wbrew przykazaniu: nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Autorzy listu chwalą generała Pinocheta za "przeciwstawienie się marksistowskiej tyranii". Argumentują tak: "jako członkowie narodu, który w Jałcie skazano na życie w komunizmie, dobrze wiemy, co komunizm oznacza nie tylko dla swych przeciwników, ale dla wszystkich dziedzin i instytucji życia narodowego oraz dla zwykłych ludzi". W takim ujęciu rządy prezydenta Allende jawią się jako odmiana stalinowskiej dyktatury, przemocą narzuconej narodowi chilijskiemu. Tak naprawdę Salvador Allende nie był żadnym komunistycznym tyranem, lecz legalnie wybranym w wolnych wyborach prezydentem Chile. Sam był socjalistą, a do władzy wyniosło go porozumienie wyborcze skupiające socjalistów, radykałów, lewicowych chrześcijańskich demokratów i komunistów. Można go oskarżyć o wiele rzeczy, ale nie o działanie na niekorzyść "zwykłych ludzi". To jego rząd podniósł o 60 proc. najniższe płace oraz zaprowadził szerokie ustawodawstwo socjalne. Właśnie chcąc poprawić położenie milionów niezamożnych Chilijczyków, Allende naruszył interesy warstw posiadających i wielkich korporacji międzynarodowych. W efekcie w Chile doszło do ostrego kryzysu politycznego, zakończonego wojskowym zamachem stanu. Autorzy listu mówią o tym zamachu słowami dalekimi od prawdy. Prześcigają samego Pinocheta, który w swych wspomnieniach obszernie usprawiedliwia się, dlaczego złamał "lojalność wobec konstytucyjnej władzy". Można zrozumieć, że niektórzy z sygnatariuszy listu mają własne bolesne obrachunki z systemem komunistycznym. Nie sposób jednak pojąć, dlaczego za swoje krzywdy chcą się mścić, głosząc nieprawdę o prezydencie Allende. Czyż gwałty i zbrodnie polityczne nie powinny być piętnowane niezależnie od ideowych poglądów katów i ofiar?
Więcej możesz przeczytać w 51/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0