Archiwum Pamięci Narodowej

Archiwum Pamięci Narodowej

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przekazywanie archiwalnych dokumentów rodzinom pomordowanych nadaje sens naszej pracy. Będziemy się starali odnaleźć i poznać historię każdego zaginionego Polaka
W archiwach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji znajduje się ponad 450 tys. stron dokumentów dotyczących losów Polaków pomordowanych w Związku Radzieckim. Są to przejęte przez sowieckie służby specjalne teczki osobowe polskich policjantów, funkcjonariuszy Straży Granicznej, Korpusu Ochrony Pogranicza, żołnierzy i zwykłych obywateli. Znajdują się tu także akta spraw prowadzonych przez NKWD - rozkazy aresztowania, protokoły przesłuchań, wyroki oraz protokoły ich wykonania. Tysiące kartek, zdjęć, dokumentów, w których zapisany jest los Polaków rzuconych wyrokami historii w ręce oprawców z NKWD. To tak zgrabnie brzmi: mamy 450 tys. stron dokumentów. Kiedy jednak zdamy sobie sprawę, że każda z tych stron jest fragmentem czyjegoś życia, tragedii bliskich, chcielibyśmy także, aby mogły one sprawić radość z odnalezienia historii własnej rodziny.

W chwili, gdy polski rząd rozpoczynał poszukiwanie dokumentów pomordowanych na Wschodzie, nikt nie zdawał sobie sprawy, jak wielkiego trudu wymagać będzie rekonstrukcja losów ludzi zaginionych. Archiwiści MSWiA przekopywali się przez zasoby archiwalne Rosji, Litwy, Białorusi, Ukrainy. Poszukiwali każdego polskiego śladu w teczkach od lat zamkniętych i niedostępnych dla nikogo. Archiwa przemówiły do nas zupełnie nieznanymi, niespodziewanymi faktami. Za wschodnią granicą odnaleźliśmy przedwojenną dokumentację osobową policji z Poznania, Łodzi i ze Śląska. A że sowiecki aparat terroru starał się być bardzo dokładny, w aktach tych z napisem sowierszenno siekrietno niejednokrotnie poznajemy dalsze losy ludzi, o których dziś mówią tylko pożółkłe kartki. Prawo wglądu do teczek mają przede wszystkim rodziny osób zaginionych - ich dzieci i wnuki. Ci, którzy co roku we Wszystkich Świętych zapalają znicze na symbolicznych mogiłach poległych. Rekonstrukcja losów ludzi zaginionych to zajęcie bardzo żmudne, często też nie wiadomo, czym ta praca się zakończy. Wielką pomocą służą nam archiwiści z państw, gdzie poszukujemy interesujących nas materiałów. Szczególnie dobrze układa nam się współpraca z Ukraińcami, którzy nie tylko zwracają nam archiwa dotyczące Polaków, ale także przekazują depozyty wielu zaginionych. Przekazywanie dokumentów rodzinom pomordowanych nadaje sens naszej pracy. Nic nie jest w stanie zastąpić satysfakcji z tego, że ktoś po raz pierwszy w życiu dostaje do ręki przedwojenne zdjęcie ojca, listy, które miał przy sobie w momencie aresztowania. Kiedy w ubiegłym tygodniu MSWiA już po raz kolejny udostępniło skompletowane teczki czterdziestu osób, znów okazało się, jak wielka jest potrzeba poznania losów zaginionych. Tylko jednego dnia, w niedzielę 6 grudnia, ponad sto pięćdziesiąt osób przyszło na ulicę Batorego w poszukiwaniu wiadomości o swoich bliskich. Często przyjeżdżali z bardzo daleka, żeby usłyszeć, że - nieste- ty - nic jeszcze nie wiemy, ale będziemy poszukiwać. Udało się nam też odtworzyć losy wielu osób. Jednocześnie cały czas mamy świadomość czekającej nas ogromnej pracy. Tylko w ciągu czterech dni do MSWiA dotarło 700 listów z pytaniami o zaginionych. Są dni, kiedy do archiwum przychodzi 200-400 listów. Nie zliczę telefonów w tej sprawie. W ciągu jednego tylko tygodnia skontaktowało się z nami w sumie ponad półtora tysiąca osób! To pokazuje, jak wielka jest społeczna potrzeba odnalezienia i ujawnienia tych danych. Niekiedy, szperając w dokumentach, archiwiści natykają się na historie zupełnie niesamowite, które mogłyby posłużyć za gotowy scenariusz filmowy. W archiwach przywiezionych z Ukrainy jest na przykład zapisana tragiczna historia ośmioosobowego zastępu harcerskiego z Tarnopola. Tworzyli go chłopcy w wieku 14-15 lat. Zostali złapani w październiku 1939 r. na zbieraniu broni z pobojowisk kampanii wrześniowej. Po krótkim "śledztwie" rozstrzelano ich. Dokumenty tej zbrodni znajdują się teraz w Centralnym Archiwum. W archiwach MSWiA jest też bardzo ciekawy zbiór materiałów dotyczących 880 żołnierzy generała Andersa, którzy walczyli pod Monte Cassino. Dopiero praca archiwistów ujawniła prawdę o żołnierzach, którzy przeszli szlak bojowy 2 Korpusu Polskiego, by wrócić potem do Rosji Sowieckiej do zostawionych tam rodzin. Ich Polska to był Nowogródek, Łuck, Wilno, Lwów. Wrócili do bliskich. Wrócili, ufając, że jakoś to będzie. Dopiero z białoruskich archiwów dowiedzieliśmy się o ich losach. W nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1951 r. przed domy wszystkich - podkreślam - wszystkich, którzy wrócili do swych rodzin, podjechały samochody z enkawudzistami. Siłą wywlekano całe rodziny, by deportować je do obwodu irkuckiego na Syberii. Niektóre z nich powróciły z zesłania, inne już nigdy nie zobaczyły swojej ojczyzny. Moi archiwiści natrafili na te dokumenty dzięki pomocy białoruskiego historyka i archiwisty Władimira Adamuszki. Co ciekawe (wspomina o tym przygotowywana teraz do druku przez MSWiA książka "Spod Monte Cassino na Sybir"), było nieomal regułą, że deportowani na Sybir żołnierze gwoli zachowania polskości żenili swoje dzieci we własnym środowisku. Nawet takie dane zawierają odnajdywane archiwa. To kopalnia wiedzy historycznej, która w konsekwencji przyczynia się - wiele lat po tamtych tragicznych wydarzeniach - do odnalezienia setek, jeśli nie tysięcy ludzi. Dlatego też mogę dziś zapewnić, że będziemy się starali odnaleźć i poznać historię każdego zaginionego Polaka. Przywrócić rodzinom ich własną historię i tożsamość.
Więcej możesz przeczytać w 51/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0