Głos Miłosza

Głos Miłosza

Dodano:   /  Zmieniono: 
Do "Antologii osobistej" Miłosz wybrał to, co jest mu najbliższe
Zatoczyliśmy wielkie koło i możemy wrócić do podobnego odbioru poezji, jaki istniał w czasach Homera: do poezji mówionej. "Znak" wydał właśnie "Antologię osobistą" Czesława Miłosza razem z czterema kasetami, na których autor recytuje wybrane przez siebie wiersze, poematy i przekłady. Jesteśmy na nowo olśnieni tą poezją dzięki nowej formie przekazu. Zostajemy włączeni w krąg niemal magiczny, obcujemy z kimś, kto nam osobiście przekazuje swój odbiór świata, swoje myślenie i odczuwanie. Jakby zwierzał się z najgłębszych tajemnic. Liczy się tu wszystko: barwa głosu, niezrównany, wileński sposób wymawiania, zmiana tonu, która jest interpretacją. Niekiedy budzi się odruch sprzeciwu: ten wiersz słyszę w sobie inaczej! Dzieje się tak zwłaszcza przy utworach od lat znanych na pamięć, jak "Spotkanie", "Tak mało", "Dar", "Piosenka o końcu świata". Ich prostota kryje jednak w sobie dwuznaczności, celowe niedopowiedzenia. Na kasecie Miłosz między utworami mówi kilka zdań. Przed recytacją "Daru" uprzedza: "ťDarŤ, wiersz napisany w Berkeley w 1971 r. Z pozoru jest to wiersz najzupełniej pogodny, pogodzenia się z życiem, jakiegoś oderwania od wszelkich trosk. Ale - jak zauważyli niektórzy krytycy amerykańscy - tu jest całe zło XX w., tylko nie powiedziane, jakby ukryte za liniami". Przypomnijmy ten poetycki obraz: "Dzień taki szczęśliwy./ Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie./ Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium./ Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć./ Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć./ Co przydarzyło się złego, zapomniałem./ Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem./ Nie czułem w ciele żadnego bólu./ Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle". Zawsze czytałam ten wiersz jako dziękczynienie za dar życia. Rozumiałam, że czai się w nim wiedza o przemijaniu. Tym cenniejszy jest ten ziemski raj. Poeta utrwalił chwilę szczęścia, zapewne między innymi po to, byśmy takich chwil nie przegapiali. Powtarzałam sobie ten wiersz tonem jasnym, pogodnym. I nagle Miłosz powiedział mi go tonem ciemnawym, ostrożnym, niepewnym, jakby szedł po linie między szczęściem a nieszczęściem. Przeczytałam na nowo każde zdanie, każde słowo. I zdumiałam się: "Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć". Ależ to straszne, chociaż bywają takie chwile, kiedy wydaje się to ulgą. "Nie znałem nikogo, komu warto by zazdrościć" - jak to, a tym, którzy są od nas mądrzejsi, lepsi, bardziej kochani? Im także życie widocznie nie mija w słońcu. Może taki nasz los egzystencjalny, a może taka, nie sprzyjająca szczęściu epoka? Wszystko - jak w każdej sztuce - kryje się w niedopowiedzeniu. W samej tonacji Miłoszowego głosu usłyszałam dwuznaczność "daru". Podobnie nowym przeżyciem była mówiona przez autora "Piosenka o końcu świata". Pierwsze dwie strofy są obrazem takiej słodyczy życia, że prawie nie zauważamy, iż każda zaczyna się od słów: "W dzień końca świata". W trzeciej zwrotce z leciutką ironią i pobłażaniem mówi się o zawiedzionych, którzy "czekali błyskawic i gromów", "czekali znaków i archanielskich trąb". Dopóki życie trwa, dopóty "nikt nie wierzy, że staje się już". Tylko staruszek-ogrodnik, przewiązujący pomidory, informuje: "Innego końca świata nie będzie", powtarzając to z naciskiem dwa razy. Dla mnie te słowa brzmiały jak wołanie proroka, na jakiego stać nasze czasy. A Miłosz powtarza te zdania lekko jak niedbałą uwagę, która nie dotrze do zajętych życiem ludzi. Odbiorca może skonfrontować interpretację autorską z własną, ma przecież wszystkie te utwory w książce zatytułowanej "Antologia osobista". Ja znalazłam wiele wierszy, które zrozumiałam pełniej, gdy głos Miłosza nadał im ważne dla poety znaczenia. Znalazłam także zapomniane przez siebie utwory, na przykład piękny wiersz "O aniołach". Pamiętałam z niego tylko wielokrotnie cytowane ostatnie trzy linijki: "zaraz dzień/ jeszcze jeden/ zrób co możesz". A teraz odkryłam półmistyczny, półprzekorny dialog z aniołami: "Odjęto wam szaty białe,/ Skrzydła i nawet istnienie,/ Ja jednak wierzę wam, / Wysłańcy./ Tam gdzie na lewą stronę odwrócony świat,/ Ciężka tkanina haftowana w gwiazdy i zwierzęta,/ Spacerujecie oglądając prawdomówne ściegi". Ta druga strona świata - dla nas niepoznawalna, dla nich dostępna - to najkrótszy wykład o Tajemnicy, którą nazywamy Bogiem. A zakończenie utworu jest najkrótszym wykładem moralności. Miłosz do swojej "Antologii" wybrał to, co jemu jest najbliższe, ale liczył się również z potrzebami odbiorcy. Obcowanie z tym wydaniem jest przygodą. Można słuchać i jednocześnie czytać, żeby niczego nie uronić. Ja wolałam najpierw słuchać, a potem przeczytać. Najlepiej zaś słuchać po trochu, według swojej wewnętrznej potrzeby, zwłaszcza późnym wieczorem albo w nocy.


Więcej możesz przeczytać w 51/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0