Gastpracownicy

Gastpracownicy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy latem ubiegłego roku w Szczecinie kilkunastu Niemców z Meklemburgii zaczęło sprawdzać oferty pracy w polskich firmach, ich pracownicy sądzili, że to Państwowa Inspekcja Pracy zastosowała podstęp, żeby znaleźć zatrudnionych na czarno. Okazało się jednak, że pracownicy z niemieckim paszportem rzeczywiście szukają w Polsce stałego zajęcia. Jeszcze pięć lat temu byłoby to niemożliwe: Niemcy - przyzwyczajeni do tysięcy Polaków szukających zarobku na niemieckich budowach i farmach - nie wyobrażali sobie, by mogli zarobkować za wschodnią granicą. Kiedy jednak u nas stopa bezrobocia spadła poniżej 10 proc., a wzrost gospodarczy był dwa razy szybszy niż u naszych zachodnich sąsiadów, którzy borykali się z wysokim bezrobociem, Niemcy zaczęli się rozglądać za pracą we Wrocławiu, Poznaniu, Szczecinie, Gdańsku, Opolu czy Zielonej Górze. W ten sposób zakończyło swój żywot obraźliwe określenie polnische Wirtschaft - używane jako synonim gospodarki, którą cechowały bałagan, niska jakość i kiepska wydajność. - Obywatele państw Unii Europejskiej nielegalnie podejmujący pracę w Polsce to zupełnie nowe zjawisko - mówi Robert Choma, wiceprezes Krajowego Urzędu Pracy. Okazuje się, że jeszcze przed wstąpieniem do UE staliśmy się jako kraj częścią "wspólnego rynku pracy".

Legalnie w naszym kraju pracuje ok. 2 tys. Niemców. Są to z reguły biznesmeni, inżynierowie, pracownicy nadzoru technicznego. Co zaskakujące, o wiele więcej obywateli RFN - Krajowy Urząd Pracy szacuje, że nawet ok. 60 tys. - zatrudnionych jest na czarno. Znajdują oni pracę w Polsce dlatego, że struktura bezrobocia jest u nas inna niż w Niemczech. W naszym kraju bez pracy pozostają raczej niewykwalifikowani robotnicy, absolwenci szkół zawodowych czy wręcz osoby bez jakiegokolwiek wykształcenia. Tymczasem za naszą zachodnią granicą bezrobocie ma raczej charakter regionalny, często obejmuje także specjalistów z różnych dziedzin. Wielu fachowców przyjeżdża zatem do Polski w ślad za niemieckim kapitałem. Osoby pracujące legalnie znajdują zatrudnienie w najbardziej rozwiniętych regionach - w województwie warszawskim (połowa), gdańskim, katowickim, krakowskim, poznańskim i szczecińskim. Obywatele Niemiec stanowią 12,4 proc. cudzoziemców legalnie pracujących w polskim przemyśle.


W Polsce pracuje na czarno około 60 tysięcy Niemców

- Są bardzo pożyteczni dla polskiej gospodarki, której brakuje fachowców wysokiej klasy oraz osób potrafiących poruszać się w gospodarce rynkowej. Jednak spora grupa - szacowana przez nas na 3 tys. osób - to specjaliści zatrudnieni w filiach niemieckich firm w ogóle nie starających się o zezwolenia na pracę. Wynika to zarówno z nieznajomości naszych przepisów, jak i pewnego "niedowładu" organizacyjnego - mówi prof. Antoni Rajkiewicz z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Na inny aspekt sprawy zwraca uwagę dr Sławomir Łodziński w ekspertyzie przygotowanej dla Biura Studiów i Ekspertyz Sejmu. Podkreśla on, że nasze regulacje prawne są bardzo sztywne i brakuje możliwości legalnego zatrudnienia cudzoziemców jako pracowników sezonowych. Według danych GUS, nielegalnie pracę znalazło u nas 150 tys. cudzoziemców. Zdaniem prof. Marka Okólskiego, kierownika Ośrodka Badań nad Migracjami Instytutu Studiów Społecznych UW, ich liczba może sięgać nawet pół miliona. Przed laty Państwowa Inspekcja Pracy "nakrywała" na tym procederze głównie obywateli państw WNP, ostatnio coraz częściej są to przybysze z Europy Zachodniej, szczególnie z Niemiec.
Do "wielkiej wsypy" doszło na początku września tego roku na budowie prowadzonej w Radomiu przez niemiecko-polską spółkę. Podczas kontroli PIP stwierdzono, że pracuje tam nie- legalnie 40 obcokrajowców - w większości Niemców. Z kolei w gminie Oława bez pozwolenia Wojewódzkiego Urzędu Pracy we Wrocławiu zatrudniono czterech niemieckich kombajnistów. Znamienne, że co roku PIP ujawnia zaledwie 50-60 Niemców pracujących w Polsce na czarno. - Z pewnością oficjalna statystyka nie oddaje rzeczywistych rozmiarów tego zjawiska. Zdaję sobie sprawę, że wykrywalność jest bardzo niska - przyznaje Maciej Kuczyński, wicedyrektor Departamentu Uchodźstwa i Migracji MSWiA.
Pierwszą kategorię pracujących w Polsce nielegalnie Niemców stanowią z reguły wykwalifikowani specjaliści - inżynierowie budowlani, chemicy, mechanicy, elektrycy - mieszkający we wschodnich landach, gdzie bezrobocie jest zdecydowanie wyższe niż w zachodniej części Niemiec i w Polsce. Szukają oni zajęcia w Polsce, gdyż ich miejsca w firmach w Niemczech zajmuje - w ślad za przejmowanymi przedsiębiorstwami - kadra techniczna z zachodnich landów. Ingo T., mieszkaniec Magdeburga, absolwent budownictwa ogólnego na tamtejszej politechnice, przez pół roku szukał pracy po tym, jak jego posadę zajął inżynier z Essen. Przypadek sprawił, że jego sąsiad, przesiedleniec z Mrągowa, przywiózł stołeczne wydanie "Gazety Wyborczej". Właśnie tam znalazł ofertę jednej z niemieckich firm działających w Warszawie. Oprócz dyplomu inżyniera budownictwa wymagano biegłej znajomości języka niemieckiego. - Wybrano mnie, gdyż poznałem już zachodnie standardy, czego polski inżynier musiałby się dopiero nauczyć - mówi Ingo T.
Spora grupa Niemców wykorzystuje różnice cen i odmienne realia ekonomiczne po obu stronach granicy na Odrze i Nysie. Rozpowszechnionym zjawiskiem jest obecnie "dorabianie" w Polsce przez niemieckich mechaników samochodowych. Zazwyczaj przekraczają oni granicę uszkodzonymi autami, a zlecone przez swoich klientów naprawy wykonują w polskich warsztatach, najczęściej należących do rodziny lub znajomych.
W poszukiwaniu pracy przyjeżdżają też w dużej grupie z RFN do Polski osoby, które w latach 70. i 80. wyemigrowały z naszego kraju i uzyskały niemieckie obywatelstwo. W Niemczech otrzymują tzw. socjal, zaś w Polsce - korzystając ze starych znajomości i układów - podejmują pracę na czarno, przez co nie tracą prawa do zasiłków. - Może to dotyczyć nawet 30 tys. osób - szacuje prof. Antoni Rajkiewicz. Typową przedstawicielką tej grupy jest Bożena R., która wyjechała z Opolszczyzny w 1984 r. W Niemczech pracowała tylko trzy lata. Obecnie otrzymuje zasiłek, a jednocześnie zajmuje się księgowością w niemieckiej firmie handlującej materiałami budowlanymi i armaturą. Zarabia ponad 3 tys. marek miesięcznie, gdyż dobrze zna miejscowe realia, wykorzystuje też kontakty rodzinne i towarzyskie.
Niemcy z polskim rodowodem, którzy przed laty wyjechali ze Szczecina i okolic, zazwyczaj sezonowo dorabiają w nadmorskich miejscowościach Pomorza Zachodniego.
- Przyjeżdżają głównie z Berlina, gdzie żyją na socjalu. Latem utrzymują się z drobnego handlu, ale przede wszystkim szukają zatrudnienia w branży hotelarskiej, nastawionej na obsługę zagranicznych turystów. Ich atutem jest dobra znajomość języka niemieckiego - mówi pracownik znanego hotelu w Między- zdrojach. Na takiej właśnie zasadzie pracuje urodzony w Szczecinie 42-letni Roman P. Wyjechał z Polski w 1980 r., teraz na stałe mieszka w Düsseldorfie. Tam dostaje zasiłek w wysokości 1300 marek. Latem przyjeżdża do Międzyzdrojów, gdzie pracuje w hotelowej recepcji. Mówi po niemiecku z ledwie zauważalnym polskim akcentem. - Pracuję w Polsce kilka miesięcy w roku.
Zarabiam przez ten czas "oficjalnie" ok. 10 tys. zł, do tego dochodzą opłaty za pracę przewodnika i tłumacza. Moim atutem jest nie tylko znajomość języka, ale także mentalności Niemców - mówi Roman P. Pieniądze, które można zarobić w Polsce - legalnie bądź na czarno - sprawiają, że w relacjach polsko-niemieckich zaczynają zanikać psychologiczne zaszłości, głównie niemieckie poczucie wyższości. Kończą się też powoli antyniemieckie fobie w naszym kraju. Rzadko dochodzi już do takich incydentów jak w Siedlisku w Zielonogórskiem, gdzie Niemiec produkujący ogrodowe krasnale wywiesił przed siedzibą firmy niemiecką flagę. Wywołało to liczne protesty: mieszkańcy zaczęli słać petycje do urzędu gminy. Ich zdaniem, czarno-czerwono-żółta flaga była znakiem tego, że Niemcy chcą wrócić na swoje dawne tereny. Po interwencji posła AWS Edwarda Daszkiewicza flaga zniknęła, a na jej miejscu pojawiła się żółta koszulka z napisem "śmieszne". Władze gminne stwierdziły, że dalej nie będą się już zajmować tą sprawą.
Więcej możesz przeczytać w 51/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0