Za chlebem

Za chlebem

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak Niemcy szukają pracy za granicą
"Jestem niemieckim gastarbeiterem" - dla wielu Polaków zdanie to wydaje się nieprawdopodobne. A jednak. Coraz więcej bezrobotnych Niemców szuka pracy w sąsiednich krajach, a nawet za oceanem. Gazeta "Bildzeitung" opisała niedawno przypadek 28-letniego Johna Severina, z zawodu stolarza, który w rodzinnym Düsseldorfie wysłał oferty do ponad 50 firm. Bezskutecznie. Nie pomógł mu również urząd pracy. Jeden z urzędników poradził mu prywatnie, żeby spróbował w Holandii. Severin pojechał do przygranicznej fabryki mebli kuchennych, która zatrudniła go "od zaraz". "Płacą mi dodatki za dojazd, obiad, a nawet kawę i ciastka. Jest znakomicie!" - pochwalił się dziennikarzowi "Bildzeitung". Fabryka zatrudnia 50 osób, w tym kilku Niemców. Według danych Europejskiego Urzędu Statystycznego w Luksemburgu, poza granicami RFN pracuje legalnie bez mała 200 tys. Niemców. Liczba zatrudnianych na czarno nie jest znana. Do pracy w Holandii dojeżdża ok. 35 tys. Niemców. Holandia kwitnie: może się pochwalić wzrostem gospodarczym na poziomie 3,3 proc. rocznie, czyli znacznie wyższym niż w RFN, co przekłada się na 450 tys. nowych miejsc pracy, które powstały w ostatnich latach. Holenderskie firmy potrzebują jeszcze ok. 100 tys. pracowników. "Sprowadźcie niemieckich bezrobotnych" - zaapelowała amsterdamska gazeta "Trouw". W pobliskim Krefeld i Münchengladbach bezskutecznie szuka pracy 130 tys. Niemców. Holendrzy zatrudniają przede wszystkim techników, tokarzy, ślusarzy, elektryków, operatorów maszyn, a nawet kierowców ciężarówek. Niemcy chętnie podejmują pracę w Holandii, mimo że przeciętne płace są tam o 20 proc. niższe od niemieckich. W znalezieniu pracodawców poza granicami pomagają Niemcom specjalni doradcy w urzędach zatrudnienia oraz kilka wyspecjalizowanych instytucji. W Centrali Pośrednictwa Pracy we Frankfurcie nad Menem (ZAV) można znaleźć oferty dla kilku tysięcy pracowników: od opiekunek do dziecka po specjalistów przetwarzania danych. Według raportu ZAV, w ubiegłym roku dzięki tej instytucji zatrudniło się za granicą ponad 6 tys. Niemców - o 10 proc. więcej niż w roku poprzednim. 25 proc. umów dotyczyło pracy w Azji i Oceanii, 13 proc. - w Afryce, 11 proc. - na Bliskim Wschodzie, 10 proc. - w Ameryce Północnej, 9,5 proc. - w Ameryce Środkowej i Południowej, a 6 proc. - w Europie Środkowej i Wschodniej. Najwięcej, bo 25,5 proc. Niemców znalazło pracę w krajach Europy Zachodniej. W Austrii zarabia na utrzymanie 25 tys. obywateli RFN, niewiele mniej we Francji i w Wielkiej Brytanii. Największą przeszkodą w znalezieniu zatrudnienia jest bariera językowa. Centrala ZAV opracowała 30 programów umożliwiających podjęcie pracy za granicą osobom o różnym poziomie wykształcenia i w różnym wieku. W ofertach zatrudnienia sezonowego i stałego można znaleźć zbieranie truskawek w Finlandii, opiekę nad niepełnosprawnymi w Szwajcarii, pracę w zagranicznych ośrodkach wypoczynkowych, hotelach, klubach, restauracjach bądź posady bileterów i pracowników obsługi technicznej w paryskim Dis- neylandzie, a nawet w Disney World w Orlando na Florydzie. ZAV zachęca: praca za granicą, nawet na podrzędnych stanowiskach, jest bardziej interesująca niż rozmowy w kolejkach w urzędach zatrudnienia. Niemieccy gastarbeiterzy z reguły chwalą atmosferę w firmach zagranicznych pracodawców. Coraz częściej zdarza się - jak w wypadku Holandii - że znajdują sobie mieszkania w pobliżu miejsca pracy i wraz z całym dobytkiem przenoszą się z Niemiec. Granice między większością państw UE praktycznie istnieją już tylko na mapach. W integracji różnojęzycznych społeczeństw i na wielonarodowym rynku pracy pomagają struktury euroregionów. W niemiecko-duńskim Szlezwiku-Holsztynie/Soenderjylland posad dla chętnych szuka m.in. Urząd Pracy we Flensburgu. Powodem kłopotów ze znalezieniem odpowiednich posad jest m.in. panujące w RFN przekonanie, że niemiecki jest dobrze znany w krajach sąsiednich. Tymczasem duńscy pracodawcy z reguły wymagają posługiwania się językiem duńskim. We Flensburgu istnieją dwie wyższe uczelnie, które organizują kursy językowe dla niemieckich gastarbeiterów. Z kolei urzędy pracy w miastach graniczących z Holandią refundują bezrobotnym koszty nauki niderlandzkiego. Norwegowie i Duńczycy, mający niemal dwukrotnie mniejsze bezrobocie niż Niemcy, chcieliby zatrudnić niemieckich lekarzy, inżynierów budownictwa, metalowców, rzemieślników, a nawet kosmetyczki i fryzjerów. Zatrudnianie Niemców przez zagranicznych pracodawców nie przebiega bezproblemowo. Wiosną tego roku na stanowisko szefa kliniki chirurgicznej w Zurychu przyjęto niemieckiego specjalistę Rainera Grüssnera, co wzbudziło energiczne protesty lokalnego świata lekarskiego i wzmogło waśnie między francusko- i niemieckojęzyczną społecznością Szwajcarii. Głównym konkurentem Grüssnera był Pierre Alain Clevien. Sprawa stała się na tyle głośna, że trafiła na łamy "Zürcher Tages-Anzeiger" i frankfurckiego "Przeglądu Gospodarczego". Ostatecznie zwyciężył Niemiec, ale - jak podały obie gazety - przyczyny konfliktu nie zostały usunięte. "Dziś zaczynamy poznawać problemy gastarbeiterów z innej strony..." - skomentował to wydarzenie jeden z niemieckich przedstawicieli European Employment Services (europejskiego "pośredniaka").

Więcej możesz przeczytać w 51/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0