Biało-czarny telewizor

Biało-czarny telewizor

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji jest szkodliwa dla rynku mediów - uważają prywatni nadawcy radiowi i telewizyjni. Marek Markiewicz, poseł AWS, były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, nazwał propozycję wprowadzenia ograniczeń w nadawaniu reklam przez stacje komercyjne "rekordem świata", nie tając, że dziedzina, w której został on pobity, leży na przeciwnym biegunie rozsądku.
Nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji jest szkodliwa dla rynku mediów - uważają prywatni nadawcy radiowi i telewizyjni. Marek Markiewicz, poseł AWS, były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, nazwał propozycję wprowadzenia ograniczeń w nadawaniu reklam przez stacje komercyjne "rekordem świata", nie tając, że dziedzina, w której został on pobity, leży na przeciwnym biegunie rozsądku. Z nowych regulacji nie są też zadowoleni nadawcy publiczni, gdyż projekt nowelizacji nie zagwarantował im skuteczniejszego egzekwowania abonamentu, za to dopuszcza możliwość odwoływania rad nadzorczych publicznej telewizji i radia przed upływem kadencji.
Fachowcy świata mediów zgodnie nazywają tę nowelizację "horrorem legislacyjnym". - Istota legislacji powinna polegać na wyprzedzaniu ledwie pojawiających się rozwiązań, a co najmniej nadążaniu za nimi - uważa mecenas Józef Birka z telewizji Polsat. Tymczasem kolejna w ciągu sześciu lat - i naj- poważniejsza z dotychczasowych - zmiana ustawy o radiofonii i telewizji nie tylko nie reguluje nowych zjawisk w eterze - nie wspomniano np. ani słowa o platformach cyfrowych i kanałach tematycznych - ale nawet próbuje cofnąć czas. Utrzymuje anachroniczne "kwoty krajowe", określające obowiązkowy udział produktów polskich w programach telewizyjnych, ustanawia trzeci podmiot państwowy "właściwy w sprawach mediów" - ministra skarbu państwa, sprawującego do tej pory jedynie funkcje właścicielskie (choć dwa dotychczasowe podmioty - KRRiTV i minister łącznoś- ci - nie potrafiły z sobą współpracować), wprowadza też niejasną kategorię treści "mogących zagrozić" rozwojowi dzieci i młodzieży, tłumi zasady konkurencji. Parlament nie zgodził się natomiast na podniesienie bariery udziału kapitału zagranicznego w spółkach radiowo-telewizyjnych z 33 proc. do 49 proc., choć - zdaniem znawców rynku mediów - utrzymanie obecnej granicy może spowodować odpływ inwestorów zagranicznych. "Zaletą" nowych przepisów jest natomiast to, że ustawodawca chce zrezygnować z pozorowania apolityczności mediów publicznych, w tym pozorów apolityczności jej strażnika - KRRiTV. Zdaniem Bolesława Sulika, zapis o możliwości przedterminowego odwoływania rad nadzorczych mediów publicznych może być wykorzystywany w rozgrywkach politycznych w większym stopniu niż obecnie. Ustawa nowelizacyjna nadaje ogromne kompetencje przewodniczącemu KRRiTV: będzie to de facto funkcja "komisarza" mediów, nie tylko publicznych. W kuluarach mówi się wprost, że przygotowano ją "pod Marka Jurka", murowanego kandydata AWS na to stanowisko. Poprawki wprowadzone do projektu ustawy przez Senat są jeszcze poważniejsze. Senatorowie chcieliby, aby można było odwoływać członka rady programowej telewizji "na wniosek ugrupowania parlamentarnego, które go desygnowało" i pominąć prezydenta przy ocenie działalności krajowej rady. Do jej odwołania mają wystarczyć obie izby parlamentu, z wiadomą większością. Polityczna motywacja tego zapisu - przy obecnej obsadzie pałacu prezydenckiego - jest przejrzysta. Jeśli jednak w 2000 r. prezydentem zostanie - przypuśćmy - Marian Krzaklewski, można iść o zakład, że dzisiejsza większość w obliczu wyborów parlamentarnych w 2001 r. za- raz zmieni ten zapis na poprzedni.
Mimo przestróg znawców prawa, ustawa ma wprowadzić nieobecną do tej pory kategorię "nadawcy społecznego", którym może być "stowarzyszenie, fundacja, kościół, związek wyznaniowy, kościelna lub wyznaniowa osoba prawna". Ów nadawca uzyska koncesję "poza kolejką" i za darmo. Gołym okiem można tu dostrzec wytrych: deklarując, że jest się "nadawcą społecznym", łatwo otrzymać uprzywilejowaną koncesję, by nadawać program komercyjny. Jedyną karą będzie konieczność uiszczenia opłaty koncesyjnej (bez odsetek, nie przewidzianych w ustawie) po długotrwałych, jak można się spodziewać, korowodach, w których trzeba będzie udowodnić złą wolę nadawcy.
- Jeśli Polska myśli o wstąpieniu do Unii Europejskiej, niezbędne jest zharmonizowanie polskiego prawa medialnego z prawem europejskim i stworzenie spójnego systemu legislacyjnego z prawem autorskim, ustawą o łączności i innymi przepisa- mi - uważa mecenas Birka. Nowe prawo powinno chronić media przed apetytami polityków i woluntaryzmem urzędników, tymczasem nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji idzie w przeciwnym kierunku. Dlatego prywatni nadawcy, w których biją nowe restrykcje - m.in. zakaz przerywania filmów reklamami, zakaz reklamy piwa bezalkoholowego, ograniczenia w sponsoringu, zakaz nabywania wyłącznych praw do transmisji sportowych czy "kwoty krajowe" - wspólnie występują przeciw nowelizacji, przygotowując własny projekt. Ostro konkurujące z sobą stacje, takie jak Radio Zet i RMF FM czy TVN i Nasza TV, tworzą dziś wspólny front z Polsatem, Agorą, Canal Plus, Telewizją Dolnośląską i liczącym kilkadziesiąt anten Konwentem Lokalnych Komercyjnych Stacji Radiowych. Po zlekceważeniu ich stanowiska przez Senat zamierzają zaapelować do prezydenta, by nie podpisywał ustawy. W ten sposób rządząca większość znów przysporzy punktów prezydentowi Kwaśniewskiemu. Nadawcy myślą też o niecodziennej formie protestu. Był w mediach dzień bez polskiej muzyki, być może doczekamy się dnia bez polskich polityków. 

Więcej możesz przeczytać w 51/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0