Spojrzenie z zewnątrz

Spojrzenie z zewnątrz

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy pięć lat temu komuś na seminarium w Paryżu przyszłoby do głowy, żeby się interesować, jaką doktrynę europejską ma Polska albo jaką może proponować politykę wschodnią?
Paryski Ośrodek Studiów i Badań Międzynarodowych (CERI) zorganizował niedawno seminarium na temat integracji Polski z Unią Europejską. Debata - w której wzięli udział naukowcy, pracownicy rozmaitych francuskich ministerstw odpowiedzialni w swoich resortach za problemy integracji europejskiej, a także dziennikarze - toczyła się wokół ekspertyzy przygotowanej przez Yves?a Zlotowskiego. Wśród uwag natury ogólnej Zlotowski położył nacisk na to, że Polska nie jest w swoim postępowaniu dogmatyczna czy ideologiczna. Można ją wręcz określić jako skrajnie pragmatyczną. Ponadto podkreślił, że w Polsce traktuje się przystąpienie do UE jako przesądzone, co spowodowało widoczną mobilizację polskiej administracji na rozmaitych szczeblach. Poczucie, że nie ma alternatywy wobec wejścia do UE, wywołało jednak poważne skutki uboczne: ci, którzy już dziś mogą przewidywać, że na owym procesie nie wygrają, czują się wykluczeni z głównego nurtu życia kraju, co rodzi dodatkowe napięcia. Znany politolog Georges Mink stwierdził w dyskusji, że w pewnym sensie "szczęście" Polski polega na tym, iż ma SLD i OPZZ, które kanalizują energię tej części ludności i pozwalają zachować pokój społeczny między zwycięzcami a zwyciężonymi, między wygrywającymi i przegrywającymi.
Uwagę Zlotowskiego zwróciły także kłopoty władz z mówieniem o konkretach i dokładnych implikacjach przystąpienia Polski do unii. Dostrzegł w tym niebezpieczeństwo wskazywania na UE jako na zewnętrzną i niezależną od woli polskich władz przyczynę reform - zwłaszcza tych najbardziej bolesnych i najmniej popularnych. Obecna na seminarium Agnieszka Drop, dyrektor gabinetu głównego negocjatora Polski z UE, replikowała, że rząd postrzega integrację europejską raczej jako uwieńczenie zmian zaczętych w 1989 r. - i że właśnie udało się uniknąć wrażenia, iż przyczyny reform tkwią za granicą, bo wszyscy wiedzą, że podjęli je sami Polacy, zanim jeszcze mogli marzyć o wejściu do unii.
Wątpliwości jest po stronie UE ciągle dużo, ale niektóre pojawiające się w dyskusji pytania świadczą o tym, że wchodzimy już w fazę niepokojów, jakie wywołuje sytuacja w niektórych krajach unii, kiedy coś im akurat nie wychodzi, a ich opinia publiczna robi się bardziej eurosceptyczna. Nie wiadomo, kiedy Polska znajdzie się w UE - ale wiadomo, że kiedy już się znajdzie, będzie należeć do większych krajów członkowskich, a jej położenie geograficzne może tylko zwiększyć jej znaczenie. Wspomniany już Georges Mink nawoływał w związku z tym, żeby już postrzegać Polskę jako element przyszłej wizji geopolitycznej Europy, gdyż po przystąpieniu do unii może ją ona - jak to ujął - "zarazić" swoim spojrzeniem na Europę Wschodnią i wywrzeć wpływ na sformułowanie nowej unijnej Ostpolitik. Pytano - chciałoby się rzec, tradycyjnie - także o to, jak Polska chce pogodzić z integracją europejską swoją proamerykańskość. Tradycyjnie i - nie ukrywajmy - już trochę nudno, bo przecież wiadomo, że Polska nie dlatego stara się o członkostwo UE, żeby następnie knuć coś po cichu z Amerykanami przeciwko unii, wbrew swoim oczywistym interesom jako kraju członkowskiego. Ale cóż, obawa przed hegemonią amerykańską jest we Francji silna i bywa, że zbyt mocno przysłania niektóre inne aspekty sytuacji w Europie i na świecie. Polska znacznie bardziej obawia się hegemonii rosyjskiej, ewentualnie chińskiej, więc i jej punkt widzenia jest nieco inny.
Kolejny - oprócz pozycji geopolitycznej Polski - "strategiczny" temat poruszany w dyskusji to niepewność co do kształtu polskiej doktryny europejskiej. Czy takowa w ogóle istnieje? Jak będzie w niej określony stosunek do koncepcji Europy jako federacji, konfederacji lub Europy ojczyzn? Jaki będzie w praktyce stosunek Polski do konieczności tzw. transferu suwerenności w niektórych dziedzinach na piętro europejskie? Pytania te są przenikliwe i uzasadnione, ale - mówiąc brutalnie - czy ktoś potrafi wskazać choć jedno państwo obecnej unii, w którego doktrynie europejskiej jest jednoznacznie rozstrzygnięta kwestia przyszłego kształtu zjednoczonej Europy? To jest sprawa delikatna i nikt nie chce jej stawiać na ostrzu noża, żeby nie wywoływać gigantycznej i zupełnie niepotrzebnej awantury. Co do zaś "transferu suwerenności" - sprawa jest jasna. Przystępując do unii, Polska musi przyjąć - tak jak wszystkie kraje członkowskie - zasady przewidziane przez traktaty z Maastricht i Amsterdamu. Gdyby Polska była pełnoprawnym członkiem EWG w chwili uchwalania tych traktatów, mogłaby mieć wpływ na ich ewentualny inny kształt lub wynegocjować sobie specjalne warunki. Jednakże Gomułka, Gierek ani Jaruzelski jakoś tam Polski nie wprowadzili, więc będzie ona mieć wpływ dopiero na przyszłe traktaty.
Niezależnie jednak od takich czy innych pytań - zwróćmy uwagę, jak dalece świadczą one o zmianie pozycji Polski w miarę jej zbliżania się do Unii Europejskiej. Czy jeszcze pięć lat temu komuś na seminarium w Paryżu przyszłoby do głowy, żeby się interesować, jaką doktrynę europejską ma Polska albo jaką może proponować politykę wschodnią? 

Więcej możesz przeczytać w 46/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0