Chłodzenie zimnego

Chłodzenie zimnego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Doświadczenie uczy, że obniżanie podatków od firm i grup o wyższych dochodach sprzyja oszczędnościom i inwestycjom
Gdy piszę ten komentarz, trwa batalia podatkowa. W tej batalii rację ostatnią ma Balcerowicz. Doświadczenia wielu krajów uczą, że obniżanie podatków od firm i grup o wyższych dochodach sprzyja oszczędnościom i inwestycjom, sprzyja więc wzrostowi gospodarczemu i tworzeniu większej liczby miejsc pracy. Ataki opozycji są laniem krokodylich łez nad najniższą grupą podatkową. To przecież koalicja SLD i PSL po objęciu władzy podniosła podatki tej grupie i dopiero obecna ekipa je obniża. Do toku sprawy podatkowej można mieć wiele zastrzeżeń i ja je od dawna mam, ale idea jest słuszna i na czasie. Mam nadzieję, że prezydentowi nie zadrży ręka pod wpływem lamentów nad losem biednych, których ta zmiana nie dotyka, a może im pomóc.
Dobrze też, że wynaleziono "Asa Kracika". Ma rację poseł Unii Wolności, że opozycja powinna móc przedstawić swe stanowisko, ale nie może blokować pracy legislacyjnej większości. Byłoby źle, gdyby na obstrukcyjne działania posła Manickiego nie znaleziono sposobu. To by oznaczało, że wraca liberum veto. Nie ma więc racji Ewa Milewicz, pisząc, że ten chwyt koalicji to groźny precedens. Nie, to jest odtrutka na obstrukcjonistów, na tych, którzy właśnie zamieniają prace parlamentarne w zgrywę.
Teraz o gospodarce. Spowolniony wzrost, wysoki popyt wewnętrzny wynikający ze wzrostu dochodów i kredytów, rosnąca inflacja i deficyt na rachunku obrotów bieżących to zjawiska cechujące sytuację pod koniec roku. Wysoki wzrost popytu przeczy tezie, że gospodarka jest nadal schładzana. Teza o schładzaniu to już nie błąd w ocenie, lecz kłamstwo świadomie wykorzystywane z lewa i z prawa do politycznych egzorcyzmów nad Balcerowiczem. Tymczasem schładzanie gospodarki, rozpoczęte w połowie 1997 r., kiedy podniesiono stopy procentowe, skończyło się w połowie roku 1998, kiedy zaczęto je obniżać. Niestety, pobudzanie nie idzie w szybszy wzrost, ani nawet w gwizdek. Idzie w inflację i równocześnie w deficyt handlu zagranicznego. Wyjaśniam to następująco - polski rynek jest dziś rozbity na dwa segmenty: na rynek dóbr przemysłowych i na rynek artykułów rolnych. Pierwszy jest prawie otwarty, drugi jest mocno przymknięty, a ostatnio jeszcze mocniej w związku z podniesieniem ceł. Wzrost popytu zmienia strukturę sprzedawanych na rynku krajowym dóbr przemysłowych na korzyść importu, bo Polacy wolą dobra zagraniczne niż krajowe, a import wchodzi bez ograniczeń. Na tym rynku skutkiem rosnącego popytu nie jest więc szybszy wzrost produkcji przemysłowej, lecz napływ importu. Prowadzi to do rosnącego deficytu w handlu zagranicznym. Ten sam wzrost popytu na rynku rolnym zamkniętym, a więc niezdolnym do elastycznego dostosowania podaży do popytu, stymuluje wzrost cen żywności, a żywność decyduje o wysokości inflacji. Mamy więc do czynienia z dysproporcją między możliwościami gospodarki a popytem. Popyt musi być zatem przyhamowany, co oznacza, że dopiero teraz po raz pierwszy od 1997 r. gospodarkę trzeba schładzać. I Rada Polityki Pieniężnej pewnie to zrobi, jeśli nie teraz, to za miesiąc. Ograniczanie popytu to normalny w pewnych sytuacjach zabieg. Tym, co niepokoi naprawdę, jest fakt, że obecnie gospodarka musi być hamowana przy niskim tempie wzrostu w skali roku, podczas gdy jeszcze kilka lat temu wytrzymywała tempo wzrostu o jakieś trzy punkty procentowe wyższe.
Na koniec krótka sprawa interwencyjna - przyjdź wreszcie ustawo o ochronie języka polskiego, biczu na angloidiotyzmy i ochroń nas od chodzenia na filmy do "Silver Screen cinemas", jak ma się nazywać kino powstałe na miejscu "Moskwy". Szanowni czytelnicy, ten, kto tę nazwę wymyślił, ma was za takich wschodnioeuropejskich prymitywów, którym parę angielskich słów potrafi przysłonić nawet szmelc, jeśli będą go tam "dawali". No, bo można nie iść do "Srebrnego Ekranu", ale jak Polak może nie iść do "Silver Screen cinemas"? Nie sposób! Może jednak nie chodźcie, aż zmienią nazwę na swojską, a ja już składam publiczny donos, że naruszono ustawę o ochronie polszczyzny.
Więcej możesz przeczytać w 48/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0