Pieniądze i medycyna

Pieniądze i medycyna

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wyrok Sądu Rejonowego w Słupcy nakazujący sprawcy pobicia zwrot kasie chorych kosztów leczenia ofiary zyskał natychmiast wielu zwolenników.
Uważają oni, że nareszcie widoczne są pozytywne efekty reformy służby zdrowia, bo znalazła się konkretna instytucja, która dba o każdą złotówkę ze składek przeznaczonych na opiekę zdrowotną. Nie bez znaczenia będzie też obciążanie chuliganów kosztami pobytu poszkodowanych w szpitalu, co prawdopodobnie okaże się bardziej skuteczne niż dotychczasowe kary sądowe. Czy wyrok ten nie stanie się jednak pretekstem dla kas chorych do ograniczenia naszego ustawowego prawa do bezpłatnego leczenia?
- Kasy chorych zostały zobowiązane przez ustawę do reprezentowania ubezpieczonych. Nakazuje ona także gospodarność. Dlatego będziemy ścigać wszystkie wypadki marnotrawstwa pieniędzy przeznaczonych na leczenie. Jakie to będą sprawy, w tej chwili jeszcze nie wiemy. Na pewno wystąpimy do sądów o zwrot kosztów leczenia ofiar innych pobić, a także poszkodowanych w kolizjach drogowych spowodowanych przez pijanych kierowców - wyjaśnia Alicja Stachowiak, rzeczniczka Wielkopolskiej Kasy Chorych. Co dziesiąty wypadek samochodowy powoduje nietrzeźwy kierowca. W ubiegłym roku w ich wyniku ranne zostały 8534 osoby. Przeważnie trafiały one na oddziały chirurgii, a tam średni koszt leczenia pacjenta wynosi 2500 zł. Budżet kas uszczuplony więc został o ponad 20 mln zł. Nie wiadomo, ile ofiar napadów i bójek wymagało hospitalizacji. Tylko do września tego roku takich spraw było ok. 13 tys. i prawie 16 tys. wypadków znęcania się w rodzinie.
Nieoficjalnie przedstawiciele kas chorych informują, że następne sprawy mogą dotyczyć właścicieli zakładów pracy, w których dochodzi do wypadków na skutek rażącego łamania przepisów BHP. Rozważane jest także wystąpienie z powództwem cywilnym wobec towarzystw ubezpieczeniowych o zwrot kosztów leczenia ofiar kolizji komunikacyjnych. Krzysztof Adamski, pełniący obowiązki okręgowego inspektora pracy w Bydgoszczy, zwraca uwagę, że inspekcja pracy nie ma uprawnień do obciążania kosztami hospitalizacji. Jeżeli jednak pracodawcy w procesie karnym udowodnione zostaną zaniedbania, może to stanowić podstawę do żądania naprawienia szkód w procesie cywilnym, a taką szkodą dla kas chorych jest koszt leczenia. W ubiegłym roku ok. 117 tys. osób odniosło różnego typu obrażenia podczas pracy i 77,5 tys. podróżnych zostało rannych w wypadkach samochodowych. Sprawę wyroku w Słupcy dokładnie analizują towarzystwa ubezpieczeniowe. Maria Hoszko, zastępca dyrektora Biura Ubezpieczeń Samochodowych Warta, sądzi, że pomysł obciążania ich kosztami leczenia ofiar wypadków drogowych jest dużym nieporozumieniem, bo doprowadzi do dwukrotnego płacenia za tę samą usługę medyczną - raz do kas i drugi raz w ramach składek ubezpieczeniowych. Jej zdaniem, sytuacja nie jest jeszcze przesądzona, bo wyrok jest nieprawomocny i dotyczy tylko pobicia. Gdyby kasom udało się uzyskać pozytywne orzeczenia także w sprawie ofiar kolizji komunikacyjnych, będą musiały wzrosnąć składki ubezpieczeniowe. Rzecznik PZU Adam Taukert uważa, że niemożliwe będzie obciążanie towarzystw kosztami leczenia uczestników wypadków, ponieważ OC obejmuje tylko odszkodowania w razie śmierci, uszkodzenia ciała i mienia, a także rozstroju zdrowia. Sądy mogą nakazać zwrot kosztów leczenia tylko wtedy, gdy nie w pełni pokrywa je podstawowe ubezpieczenie zdrowotne. Przy dużej liczbie takich dopłat konieczne stanie się podwyższenie składek.


Chuligani i piraci drogowi mogą być zmuszeni do zwrotu kosztów leczenia poszkodowanych

- Wyrok w Słupcy ma szansę się stać orędziem walki nie tylko z chuliganami czy piratami drogowymi, ale także z producentami żywności wywołującej ostre zatrucia i powinien wymusić poprawę warunków sanitarnych w wytwórniach i zakładach żywienia zbiorowego - przekonuje dr Feliks Jarocki, wojewódzki inspektor sanitarny z Olsztyna. Dostarczanie na rynek wyrobów zagrażających zdrowiu jest przestępstwem i sprawcy sądzeni są z artykułu 165 kodeksu karnego o stwarzaniu zagrożenia epidemiologicznego. Dokuczliwość tych kar jest jednak niewielka. Areszt orzekany jest z reguły w zawieszeniu, a grzywna zależy od sytuacji materialnej osoby odpowiedzialnej za zaniedbania i przeważnie nie przekracza 1500 zł. Czasem niewielkie zadośćuczynienia otrzymują poszkodowani. Tymczasem na leczenie 57 osób, które po zjedzeniu eklerków, rurek z kremem, napoleonek i bajaderek z salmonellą, wyprodukowanych przez cukiernika z Olsztyna, trafiły do szpitali w Lidzbarku Warmińskim, Pasłęku, Piszu i Ostródzie, kasa chorych wydała ponad 90 tys. zł i domaga się zwrotu tej sumy od producenta trujących wyrobów. Ponieważ nie chce on zapłacić dobrowolnie, sprawę rozstrzygnie sąd. Marek Załęski, dyrektor ds. medycznych Warmińsko-Mazurskiej Kasy Chorych, uważa, że nie można tolerować zwykłych zaniedbań i łamania przepisów sanitarnych i pozwalać, by niesolidni producenci żywności zmniejszali składkę przeznaczoną na leczenie nas wszystkich.
Ciastka z salmonellą sprzedawały w tym roku także cukiernie w Kudowie Zdroju, Wyżysku (woj. wielkopolskie), Mojęcicach (woj. dolnośląskie), Kurzętniku (woj. warmińsko-mazurskie), a także centrum handlowe w Krakowie. Przyczyną masowych zatruć uczestników festiwalu harcerskiego w Kielcach oraz wielu przyjęć weselnych i komunijnych były też potrawy przygotowane w hotelu w Świnoujściu, przedszkolu w Zatorze (woj. małopolskie), zakładzie mięsnym w miejscowości Lniano (woj. kujawsko-pomorskie), wytwórni garmażeryjnej w Tomaszowie Mazowieckim. Jeszcze nie wiadomo, ile osób w tym roku przeszło zatrucia pokarmowe, w ubiegłym roku było ich ponad 30 tys., z czego połowa wymagała leczenia szpitalnego. Ponieważ średni koszt kuracji na oddziale zakaźnym wynosi 1300 zł, zaniedbania producentów żywności są przyczyną uszczuplenia rocznych składek z funduszu ubezpieczenia zdrowotnego o 20 mln zł.
Problem jest jednak bardziej złożony. Henryk Misiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Białymstoku, uważa, że wyrok sądu w Słupcy może zostać wykorzystany ze szkodą dla pacjenta i szpitala. W każdej chwili kasy mogą podjąć decyzję, że nie będą płacić za ofiary pobić lub wypadków drogowych, i zrzucić obowiązek ściągania pieniędzy od sprawców na szpitale, tak jak dzieje się teraz w wypadku osób wymagających leczenia szpitalnego, ale nie ubezpieczonych. Prof. Cezary Włodarczyk, dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego Collegium Medicum UJ w Krakowie, rozumie postawę kas chorych cierpiących na brak pieniędzy, ale precedensowy wyrok w Słupcy uznaje za kontrowersyjny. Może on bowiem być wykorzystywany także przeciwko pacjentom. Wystarczy, że chory uznany zostanie za współwinnego szkody (na przykład zbyt późno zgłosi się na operację lub nie weźmie pod uwagę wszystkich zaleceń lekarza, co spowoduje wzrost kosztów leczenia), by kasy żądały od niego dopłaty. Zdaniem Cezarego Włodarczyka, źle się stało, że ustawa o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym nie określa jasno pozycji kas chorych, nie podaje też wyraźnie, kto za co odpowiada w systemie ochrony zdrowia. Nie jest dobrze, jeśli orzeczenia sądów są wykorzystywane do ustalenia modelowych rozwiązań systemu. Częste angażowanie sądów w takie sprawy zwiększa ogólny koszt działania systemu ochrony zdrowia. A pieniądze te mogłyby być wykorzystane ze znacznie większym pożytkiem dla pacjenta. Wiceminister zdrowia Andrzej Ryś jest optymistą. Uważa, że ani ograniczanie ustawowego prawa obywateli do bezpłatnego leczenia, ani zrzucanie płatności za opiekę nad ofiarami wypadków na szpitale nie może nastąpić, bo ustawa o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym właśnie kasy wyznaczyła na ubezpieczyciela i zobowiązała do pokrywania kosztów leczenia. Inne działanie będzie niezgodne z prawem. W takim wypadku ma obowiązek wkroczyć Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Społecznych. Łamanie prawa przez kasy uniemożliwią także niezawisłe sądy, ponieważ tylko na podstawie ich wyroków mogą się one domagać zwrotu pieniędzy za leczenie ofiar. Jego zdaniem, kasy chorych, występując o zwrot kosztów leczenia poszkodowanych, działają w interesie wszystkich, bo ograniczając marnotrawstwo pieniędzy, zwiększą sumy przeznaczone na leczenie. Nie boi się ograniczenia takich praw również dr Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów "Primum non nocere". Chciałby jednak, by kasy kosztami leczenia obciążały także lekarzy, którzy z powodu błędów w sztuce doprowadzili do pogorszenia stanu zdrowia pacjentów. Może to wymusiłoby na medykach większą rzetelność i konieczność stałego dokształcania.
W jakim kierunku pójdą kasy chorych? Czy zarzucą sądy wnioskami o zwrot kosztów leczenia? Czy w pogoni za pieniędzmi będą wykorzystywać swoją monopolistyczną pozycję, działając na szkodę ubezpieczonych? Na te pytania nie ma jeszcze odpowiedzi. Ale jedno jest pewne. Potrzebne są przepisy jasno określające, kto za co płaci w systemie ochrony zdrowia. Wyrok wydany w Słupcy pokazuje też, że potrzebny jest rzecznik praw pacjenta o uprawnieniach podobnych do rzecznika praw obywatelskich.
Więcej możesz przeczytać w 48/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0