Szansa Bożego Narodzenia

Szansa Bożego Narodzenia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wychowawcom z Szansy marzy się zamknięcie wszystkich domów dziecka
zieci zapatrzone w scenę. Ich rówieśnicy przebrani za rycerzy i księżniczki z zapałem przedstawiają bajkę o walce dobra i zła. - Taki spektakl więcej nauczy maluchy o współpracy w grupie, tolerancji, motywacji do działania niż wiele godzin terapii z psychologiem - ocenia Maria Kolankiewicz, założycielka Towarzystwa Rozwijania Aktywności Dzieci Szansa, dyrektor Domu Małego Dziecka w Warszawie.
Wychowawcy z Szansy od dziewięciu lat mają takie samo marzenie - zamknięcie domów dziecka. Dlatego tworzą programy rodzinnej opieki zastępczej. Szukają przyszłych rodziców, przygotowują ich do nowej roli, wspierają w codziennych trudnych chwilach. Organizują kolejne ośrodki, świetlice, miejsca, gdzie dzieci są u siebie. Opieka nad nimi w środowisku jest kilkanaście razy tańsza niż tworzenie kolejnych formalnych instytucji - przekonują.
- W ośrodkach Szansy funkcjonują pracownie działań twórczych: teatralna, muzyczna, sportowa. Spotykają się w nich zarówno dzieci osierocone, jak i te, które praca rodziców skazuje na samotność. Zaczynają się identyfikować z konkretnym działaniem, a nie nalepką "dom dziecka" - mówi Jarosław Pleta, prezes Szansy. Uczą się odpowiedzialności. Po raz pierwszy w życiu nie przeszkadzają nikomu i stają się potrzebne, jak podczas zorganizowanych w Polsce międzynarodowych zawodów sportowych dzieci niepełnosprawnych Gry bez Granic. Podopieczni Szansy spędzili kilka dni na przystosowaniu drogi w lesie do potrzeb dzieci na wózkach. Urządzili happening, drogę oznaczyli setkami świeczek, przygotowali wspólne śpiewanie i pieczenie kiełbasy na ognisku. Na zakończenie był wystawny bankiet i dyskoteka. A dla dzieci liczyła się właśnie ta wspólna przygoda w lesie.
Pozytywiści Szansy nie mieszczą się w ramach przepisów. Towarzystwo na początku miało się zajmować tylko młodzieżą opuszczającą domy dziecka i dziećmi z rodzin patologicznych. Teraz już myśli o wszystkich: dzieciach ze wsi, z miasta, z zaburzeniami mowy lub ruchu, nierzadko "trudnych wychowawczo" lub "nieprzystosowanych". Po dziewięciu latach działalności towarzystwo prowadzi jedenaście ośrodków w całym kraju. Codziennie przebywa w nich ponad siedemset dzieci. - W Polsce jest cała rzesza wspaniałych ludzi ze świetnymi pomysłami, którzy walczą z bzdurnymi przepisami i obojętnością otoczenia - twierdzi Maria Kolankiewicz. - Dajemy im wsparcie, wymieniamy się doświadczeniami, upowszechniamy inicjatywy. Piszemy programy i uczymy wychowawców różnych form pracy z dziećmi. Na co dzień dziećmi zajmuje się wyszkolona grupa pedagogów, ale w wielu działaniach pomagają wolontariusze. Zdarza się, że młodzi ludzie dzwonią do telefonu zaufania Szansy po radę we własnych sprawach. Po kilku rozmowach czy spotkaniach z psychologami część z nich zostaje, by wspierać innych. Wykorzystują własne doświadczenie życiowe do pomocy dzieciom w podobnej sytuacji. Niektórzy studiują potem psychologię czy resocjalizację. - W Szansie chcemy zainteresować dzieci innym światem, a nie tylko mówić im, że picie jest złe - dodaje Małgorzata Jezierska, założycielka Ośrodka Pomocy Dziecku i Rodzinie w Nowinach. - Dzieci mają naturalne zapotrzebowanie na przygodę. Jeśli zabraknie pozytywnych możliwości, łatwo przewidzieć konsekwencje - mówi Maria Kolankiewicz. - W Polsce wciąż mniej czasu poświęca się na profilaktykę (kojarzoną zazwyczaj z pokazywaniem filmów i pogadankami), a więcej na zwalczanie efektów.
Jak większość "pozytywistów końca wieku" Szansa działa w ciszy, borykając się z nieustannym brakiem pieniędzy. Czasami pojawiają się fundusze z MEN lub gminy, dla których wspieranie lokalnych organizacji pozarządowych jest bardziej opłacalne niż tworzenie wyspecjalizowanych placówek obarczonych etatami i biurokracją.
Ośrodek w gminie Leoncin w pobliżu Puszczy Kampinoskiej pierwszą siedzibę miał w domu prywatnym - teatr w salonie, muzyka w ogrodzie, stos kanapek w kuchni. Kiedy okazało się, że zajęcia Szansy angażują coraz więcej dzieci, udostępniono im remizę, potem pokój w szkole. Teraz do dwóch ośrodków w Głusku i Nowinach przychodzi 230 dzieci. Dla nich świat to już coś więcej niż tylko wieczorny spacer wzdłuż szosy.


Więcej możesz przeczytać w 51/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Autor: