Z czego się śmiejecie

Z czego się śmiejecie

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Potrzebna jest całkowita rekonstrukcja rządu, łącznie ze zmianą na stanowisku premiera. Tu potrzeba męskich decyzji

Zostałem przez Tadeusza Drozdę (dyżurnego satyryka kraju) okrzyknięty najdowcipniejszym politykiem roku 1999. Ma to wszelkie cechy nieporozumienia. Zwykłem po prostu walić prawdę prosto z mostu. Może czasem na skróty i pewnie dlatego niektórych to śmieszy. Ale można zapytać: Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.


A ponieważ czas jest politycznie nabrzmiały, przyjmijcie, proszę, kolejną porcję prawd. Pierwsza sprawa to sprawa uznania rosyjskich dyplomatów za persona non grata. Powszechnie wiadomo, że wielu dyplomatów jest na dwu etatach. Wydalenie ich z kraju ma wtedy sens, gdy równolegle rozbije się siatkę ich krajowych informatorów. Dyplomaci opuścili naszą ojczyznę, a o aresztowaniach wśród Polaków jakoś nie słychać. Wszyscy byli tego świadomi, że dojdzie do retorsyjnego wydalenia naszych dyplomatów z Moskwy. Następuje to w proporcji 1:1. Ale to nie znaczy, że obie strony tracą tyle samo. Ambasada Rzeczypospolitej w stolicy federacji ma mniej liczną obsadę niż jej rosyjski odpowiednik w Warszawie. Straty nasze będą zatem dotkliwsze niż wschodnich sąsiadów. Świat wywiadów rządzi się specjalnymi prawami - rozpoznanych szpiegów się nie usuwa (szczególnie gdy pracują pod dyplomatycznym przykryciem), lecz kontroluje się napływające do nich informacje. Znanego przecież łatwiej kontrolować. Wydalenie dyplomatów rosyjskich to przyznanie się polskich służb specjalnych do klęski, do tego, że nie mogły lub nie potrafiły objąć ich właściwym nadzorem.
Kolejnym problemem jest wybór szefa Instytutu Pamięci Narodowej, który bez szefa działać nie może. Uruchomienie IPN jest może nawet ważniejsze od lustracji - to tam właśnie kryje się prawda o przeszłości. Partyjność prof. Chwalby nie jest problemem. W partii było około dwóch milionów osób, a i w obecnym rządzie znajdują się ludzie, którzy mieli legitymacje PZPR. Nawet nie jest problemem to, że pan profesor zataił ten fakt. Problemem jest to, że oświadczył, iż wstąpił do partii, aby otrzymać pracę na uczelni. Pokazał tym samym, że jest podatny na polityczny szantaż, a to na tym stanowisku jest dyskwalifikujące. Swoją drogą zdumiewa (i zatrważa), że osoby wysuwające go na to stanowisko nic o jego przynależności partyjnej nie wiedziały. Przecież to nie był fakt utajniony, a takie małe środowisko jak wydział uniwersytecki znało się nawzajem i "na wylot", wiedziało o wszystkich swych grzeszkach i słabościach. Oznacza to, że rezerwy kadrowe AWS są na wyczerpaniu i akcja sięga po ludzi niedostatecznie sprawdzonych.
Przechodząc do tego ugrupowania, trzeba stwierdzić, że kryzys rządowy (jakim była próba odwołania ministra Wąsacza, o czym pisałem w poprzednim felietonie) został zażegnany, ale nie rozwiązany. Oznacza to, że układ rządzący trwa w kryzysie, wierząc w lecznicze działanie czasu. Dziwna to wiara - czas pozwala zapomnieć o zawiedzionej miłości, lecz nie pozwala zapomnieć o złym rządzie. Czas to tylko potęguje. Notowania rządu i czołowego w nim ugrupowania będą dalej spadać. Aby to przewidzieć, nie trzeba być ani prorokiem, ani socjologiem. W Akcji Wyborczej Solidarność trwa bowiem kryzys przywództwa. W rządzie natomiast mamy do czynienia z zanikiem konstytucyjnej odpowiedzialności ministrów, zablokowaniem mechanizmów rządzenia i rozmyciem odpowiedzialności. Działa bowiem zasada koalicyjnego podziału worka łupów. Jeżeli minister jest z jednego członu koalicji, to sekretarz stanu z innego. Podsekretarze stanu są z różnych ugrupowań tworzących koalicje w koalicji, jaką jest AWS. Jeżeli dodać jeszcze, że jeden dyrektor departamentu jest znajomym tego, a inny owego, to widać wyraźnie, że taki układ nie może działać, nie tracąc energii na wewnętrzne spory. Cała ta sieć powiązań tworzy taką strukturę, co do której na wierzchołkach władzy istnieje obawa, że gdy się wyjmie jeden element, to runie cała konstrukcja. Myślą więc tak: mimo że konstrukcja wadliwa, niech trwa, choćby się miała chwiać coraz bardziej. Nie tędy droga! To myślenie samobójcze - tu potrzebna jest całkowita rekonstrukcja rządu, łącznie ze zmianą na stanowisku premiera. Tu potrzeba męskich decyzji. Skąd jednak wziąć prawdziwych mężczyzn, skoro tak mało kobiet jest w polityce.
Kiedy przeczytacie ten tekst, to nie śmiejcie się, bo z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.
Więcej możesz przeczytać w 7/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1