Express McCain

Express McCain

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prawybory w "granitowym" stanie New Hampshire przyniosły przetasowanie wśród kandydatów na lokatora Białego Domu



Zapowiadana przez amerykańskie telewizyjne "gadające głowy" jako wyjątkowo przewidywalna i nieciekawa kampania przedwyborcza - nadal tylko o uzyskanie nominacji obu amerykańskich partii - po pierwszych prawyborach w New Hampshire nabrała nagle rumieńców. Ważne historycznie prawybory w tzw. granitowym stanie (nazywanym tak od licznych kamieniołomów, z których pochodzi budulec monumentalnych budynków rządowych w Waszyngtonie) nie tylko ograniczyły liczbę ubiegających się o nominację Partii Demokratycznej i Partii Republikańskiej, ale także zwiększyły stawkę kolejnej serii prawyborów, z których następne - Partii Republikańskiej- odbędą się już 19 lutego w Karolinie Południowej.
Ważnym testem - wyjątkowym w powojennej historii Stanów Zjednoczonych - będzie wtorek 7 marca, kiedy prawybory z udziałem teoretycznie około jednej trzeciej amerykańskiego elektoratu odbędą się równocześnie aż w jedenastu stanach. Już sama liczba prawyborów w tegorocznej kampanii prezydenckiej powoduje, że na nominacje kandydatów swoich partii będzie miała bezpośredni wpływ o wiele większa grupa wyborców niż kiedykolwiek w przeszłości. Znaczenie prawyborów, przeprowadzanych obecnie w 38 z 50 stanów amerykańskiej federacji, w stołecznym okręgu wyłączonym (District of Columbia) i w Puerto Rico, wzrosło w ciągu ostatnich 20 lat. Jeszcze w 1968 r. wiceprezydent Hubert H. Humphrey otrzymał nominację Partii Demokratycznej, nie biorąc udziału w żadnych prawyborach, ale od 1980 r. nie było już ani jednego kandydata i późniejszego prezydenta, który nie wygrałby większości prawyborów swojej partii.
New Hampshire odegrało w tym procesie rolę wyjątkową, bowiem od 1952 r. tylko jeden polityk uzyskał nominację swojej partii, mimo że nie wygrał prawyborów w tym stanie. Niespodzianka, jaką sprawił w 1992 r. Bill Clinton, i zmiany demograficzne, jakie dokonały się w Ameryce w ciągu dwóch dekad, powodują, że New Hampshire, zamieszkiwany głównie przez białych protestantów, zaczyna tracić znaczenie probierza powodzenia kandydatów wśród szeregowych członków partii. Prawybory służą jednak także wyłonieniu delegatów na konwencje partii. W New Hampshire "polała się pierwsza krew" w harcach przed listopadowymi wyborami prezydenckimi. Nic więc dziwnego, że po tym pierwszym sprawdzianie do niedawna zachowujący się wobec siebie kurtuazyjnie kandydaci zaczęli się obrzucać błotem i zaostrzyli retorykę. Kampania przedwyborcza z lokalnych pojedynków kandydatów nagle, dziewięć miesięcy przed wyborami prezydenckimi, stała się kampanią ogólnonarodową. Jeszcze na przełomie roku wydawało się, że nic nie przeszkodzi popieranym przez elity swoich partii George?owi Bushowi Jr., republikaninowi, gubernatorowi stanu Teksas, i Alowi Gore?owi, demokracie, wiceprezydentowi, w otrzymaniu nominacji podczas konwencji obu partii późnym latem i wczesną jesienią tego roku. Tymczasem George Bush Jr. przegrał w New Hampshire sromotnie z bohaterem wojny wietnamskiej i obecnym senatorem z Arizony Johnem McCainem (49 proc. głosów), uzyskując 31 proc głosów. Mniej dramatyczne wyniki przyniosły prawybory Partii Demokratycznej - Albert Gore potwierdził swoją pierwszoplanową pozycję na liście demokratów, ale zyskał zaledwie pięcioprocentową przewagę nad Billem Bradleyem, byłym senatorem i w przeszłości gwiazdorem ligi koszykówki NBA.
Prawybory w "granitowym" stanie potwierdziły coraz większe znaczenie w amerykańskiej polityce wyborców niezależnych. Prawo stanu New Hampshire pozwala im na głosowanie albo w prawyborach Partii Demokratycznej, albo Partii Republikańskiej, podczas gdy wyborcy zarejestrowani jako demokraci bądź republikanie są zobowiązani do głosowania w prawyborach swoich partii. Niezależni stanowią największą liczebnie grupę wyborców w New Hampshire i nic dziwnego, że o głosy tej grupy najbardziej walczyli nie mający poparcia elit swoich partii John McCain i Bill Bradley.
John McCain nieustannie wiecował w New Hampshire, przemierzył swoim wyborczym autobusem (z napisem "Straight Talk Express" - "Ekspres Mówiąc Wprost") w tym stanie ponad 35 tys. kilometrów, a nawet w przeddzień prawyborów pomagał mieszkańcom odśnieżać chodniki. Niezależnych wyborców McCain ujął postulatem przeprowadzenia radykalnej reformy obecnych zasad finansowania kampanii wyborczej, które powodują, że wielkie korporacje i grupy wpływów manipulują politykami i polityką, ignorując interesy obywateli. Takie stanowisko McCaina kłóci się z "katechizmem" czołówki GOP (popularna nazwa Partii Republikańskiej: Grand Old Party - "wielka stara partia"), która tradycyjnie stoi na stanowisku, że jednym z mierników wartości kandydata jest zdolność gromadzenia funduszy. McCain - w przeciwieństwie do innych kandydatów Partii Republikańskiej - opowiada się tylko za skromną redukcją podatków, a nadwyżkę budżetową, jaką rząd federalny osiągnął dzięki prawie dziewięciu latom wzrostu gospodarczego, w pierwszej kolejności zamierza przeznaczyć na ratowanie przed bankructwem federalnego systemu emerytalnego (social security) i spłatę długu narodowego. Tak jak większość republikanów McCain, który był jednym z wczesnych zwolenników przyjęcia Polski do NATO, opowiada się za silną obroną i utrzymaniem przez Amerykę roli supermocarstwa. Oczywiście, jego wspaniała karta podczas służby wojskowej i wojny wietnamskiej zjednała mu zwolenników wśród starszych Amerykanów oraz wśród kombatantów, którzy nie wybaczyli obecnemu prezydentowi, że wykręcał się od służby wojskowej w okresie wojny wietnamskiej i brał udział w antywojennych demonstracjach.
Po sukcesie w prawyborach Partii Republikańskiej McCain stwierdził, że jego zwycięstwo w New Hampshire jest "początkiem końca polityki naciągania prawdy, jaką prowadzą Al Gore i Bill Clinton". Jeśli jednak McCain poważnie myśli o otrzymaniu nominacji swojej partii, w której ma opinię indywidualisty, musi swój sukces z New Hampshire powtórzyć na bardziej konserwatywnym, słuchającym dyrektyw partyjnych bossów południu, gdzie przewagę miał dotychczas dysponujący świetną machiną organizacyjną i olbrzymim funduszem wyborczym George Bush Jr. Zdecydowane zwycięstwo McCaina w New Hampshire i ogólnokrajowy rozgłos osłabiły jednak pozycję George?a Busha Jr. Jak wykazał ostatni sondaż przeprowadzony przez tygodnik "Time" i sieć telewizyjną CNN w Karolinie Południowej, za Johnem McCainem opowiada się obecnie 44 proc. wyborców, a za George?em Bushem Jr. już tylko 40 proc. Przed wyborami w New Hampshire George Bush, który nosił się jak niekoronowany posiadacz nominacji swojej partii, miał poparcie 52 proc. wyborców w Karolinie Południowej, a McCain tylko 32 proc.
George Bush Jr., który nie ocknął się jeszcze z szoku po zwycięstwie McCaina, próbuje mu teraz odebrać opinię polityka niestereotypowego i uczciwego, outsidera w szeregach Partii Republikańskiej, oskarżając go o hipokryzję. "Musimy skończyć z tą waszyngtońską nowomową. McCain jest w Waszyngtonie wystarczająco długo, aby zostać przewodniczącym bardzo ważnej komisji (senator McCain jest przewodniczącym Senackiej Komisji Handlu - przyp. TZ). Bardzo umiejętnie używa tego stanowiska, aby pomóc swojej kampanii wyborczej" - mówi syn byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, w którego sztabie aż roi się od lobbystów i politycznych weteranów.
Wszyscy czterej główni kandydaci na lokatora Białego Domu są wytrawnymi politykami, ale przekonują wyborców, że nie mają wiele wspólnego z establishmentem. W najgorszej sytuacji jest Al Gore, ponieważ chociażby z racji funkcji wiceprezydenta nikomu nie jest w stanie wmówić, że nie ma nic wspólnego z "polityką po staremu"? a dodatkowo ciąży na nim balast "zmęczenia wyborców" urzędującym prezydentem i skandalami, których Bill Clinton był autorem. Jedynym podarunkiem, jaki Al Gore dostał od swojego szefa (oprócz dobrze naoliwionej maszyny do zbierania pieniędzy i głosów) jest świetny stan amerykańskiej gospodarki, co oczywiście Gore podkreśla przy każdej okazji, dając do zrozumienia, że to także jego zasługa. Na Gore?a głosują małżeństwa z dziećmi, osoby zarabiające poniżej 50 tys. dolarów, członkowie związków zawodowych, mniejszości rasowe - a więc tradycyjny elektorat Partii Demokratycznej. Na jego partyjnego konkurenta, Billa Bradleya, oddają głosy osoby zamożniejsze, lepiej wykształcone, które w decyzjach politycznych nie kierują się lojalnością wobec swojej partii. Nie wiadomo jednak, czy strategia Gore?a, polegająca na kontynuacji "starej treści z niezbyt nową twarzą", okaże się wystarczająco skuteczna, by zapewnić mu zwycięstwo w najważniejszym głosowaniu - w wyborach prezydenckich 7 listopada.


Więcej możesz przeczytać w 7/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0