Bruksela za zamkniętymi drzwiami

Bruksela za zamkniętymi drzwiami

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak pracuje armia urzędników, która zadecyduje o przyjęciu Polski do Unii Europejskiej
Negocjacje między Polską a Unią Europejską toczą się od dwudziestu miesięcy, ale nadal są na etapie "papierkowym". Obie strony piszą setki stron dokumentów, którymi wymieniają się podczas kolejnych rund rokowań. - Taktyka UE polega raczej na stawianiu nam kolejnych pytań, domaganiu się dodatkowych uzasadnień i wyjaśnień, niż na konkretnej dyskusji i wymianie argumentów - mówi Jan Truszczyński, ambasador Polski przy Unii Europejskiej. Czym więc zajmuje się armia urzędników? Jak wygląda ich dzień i miejsce pracy?

W Komisji Europejskiej w negocjacje z szóstką kandydatów zaangażowanych jest ok. 200 osób. Wkrótce przybędzie kolejnych stu urzędników. Już trzy dni po zatwierdzeniu nowej Komisji Europejskiej Günter Verheugen, komisarz ds. rozszerzenia UE, zajął się gruntowną reorganizacją podlegającej mu machiny urzędniczej. Za wdrożenie tej reformy odpowiedzialny jest dotychczasowy szef unijnych negocjatorów - Nikolaus van der Pas. 56-letni van der Pas, były rzecznik prasowy Komisji Europejskiej, był zaufanym człowiekiem poprzedniego przewodniczącego KE Jacquesa Santera i jednym z najbardziej wpływowych brukselskich urzędników. Dał się już poznać jako wytrawny negocjator podczas poprzedniego procesu rozszerzenia UE. W latach 1992-1995 był odpowiedzialny z ramienia Komisji Europejskiej za przebieg rokowań w sprawie członkostwa ze Szwecją. Jego najsilniejszą bronią jest perfekcyjna znajomość europejskiego ustawodawstwa.
Podstawą reorganizacji komórki podlegającej Verheugenowi była skomplikowana fuzja Grupy Zadaniowej ds. Rozszerzenia z Dyrekcją Generalną IA, zajmującą się strategią przedczłonkowską i funduszami pomocowymi. W ten sposób powstała Dyrekcja Generalna ds. Rozszerzenia, która oprócz negocjacji dodatkowo nadzoruje strategię przedakcesyjną, fundusz PHARE i realizację postanowień Układu Stowarzyszeniowego. Liczy ok. 200 pracowników i ma się powiększyć (docelowo) do 270 osób. Gdy rozpoczną się negocjacje z szóstką kolejnych kandydatów, rozrośnie się do 300 osób. Van der Pas, który wcześniej stał na czele 45-osobowej Grupy Zadaniowej, został pierwszym szefem nowej dyrekcji.
We wrześniu tego roku wprowadził się do przestronnego gabinetu na czwartym piętrze w budynku Charlemagne przy Rue de la Loi 170, w centrum europejskiej dzielnicy w Brukseli. Za ścianą urzęduje jego bezpośredni przełożony, Günter Verheugen. Usytuowanie gabinetów komisarzy w budynkach, w których znajdują się podlegające im dyrekcje generalne, jest nowością w Komisji Europejskiej. To część reorganizacji unijnej biurokracji zapoczątkowanej przez Prodiego. Zatrudniająca 15 tys. osób Komisja Europejska to największa z unijnych instytucji. Podzielona jest na 26 dyrekcji generalnych (DG) i 15 wyspecjalizowanych służb. Każdą dyrekcją kieruje dyrektor generalny, będący tam najwyższym rangą urzędnikiem, podlegającym jednemu z 20 komisarzy.
Dotychczas komisarze i członkowie ich gabinetów pracowali we wspólnym biurowcu Breydel w centrum dzielnicy europejskiej w Brukseli, a reszta podlegających im urzędników - w innych, często dość odległych rejonach miasta. Z jednej strony miało to ułatwić konsultacje przed posiedzeniami kolegium, z drugiej - utrudnić naciski poszczególnych rządów na "swoich" komisarzy. W tym samym budynku urzęduje jeszcze dwóch innych komisarzy - Pascal Lamy (handel) i Chris Patten (stosunki zewnętrzne). Wprawdzie wśród innych biurowców Charlemagne wyróżnia się oryginalną architekturą wykorzystującą zielone szkło i aluminium, ale wnętrze nie wzbudza zachwytu. Nie różnią się wystrojem dyrekcje Verheugena, Lamy?ego czy Pattena. Wszędzie są te same długie, pokryte błękitną wykładziną korytarze, szare ściany i drzwi. Dostępu do nich strzegą strażnicy. Wejść można jedynie po wcześniejszym umówieniu się i wypełnieniu specjalnego formularza i zostawieniu dokumentu tożsamości.
Nikolaus van der Pas jest jedynym negocjatorem, który wprowadził się do Charle- magne. Pozostali urzędnicy z byłej Grupy Zadaniowej nadal pracują w betonowym biurowcu przy Rue de Mot 24, oddalonym o 15 minut drogi od Charlemagne. Tam też znajduje się siedziba unijnego sztabu urzędników prowadzących rokowania z naszym krajem - Grupa ds. Polski. Od początku na jej czele stoi Fran˜oise Gaudenzi-Aubier, z pochodzenia Francuzka, która w Komisji Europejskiej zaczęła pracować w 1961 r. Cieszy się ona opinią twardego i sprawnego negocjatora. Zaangażowana była w rokowania na temat członkostwa z Hiszpanią i Portugalią, a także z Austrią, Finlandią i Szwecją. Sześcioosobowej grupie pod kierownictwem dyrektor Gaudenzi przydzielono kilka pokoi na czwartym piętrze budynku przy Rue de Mot. Do czasu reorganizacji Komisji Europejskiej w skład zespołu oprócz Gaudenzi wchodziło trzech pracowników odpowiedzialnych za merytoryczny przebieg negocjacji, czyli Szwed Sven-Olov Carlsson, Niemiec Peter Dröll i Austriaczka Ulrike Braun, oraz dwie sekretarki. W październiku grupę wzmocniło osiem osób - trzech Brytyjczyków, dwóch Niemców, Belgijka, Francuzka i Szwedka. Trójka z nich to urzędnicy ministerialni na czasowych kontraktach w Komisji Europejskiej. - Dokonując selekcji kandydatów, dużą uwagę zwracaliśmy na ich wiedzę: znajomość unijnych instytucji, naszego dorobku prawnego i kraju, z którym negocjują - przypomina van der Pas. - Niezbędne były także pewne cechy osobowościowe, jak wyobraźnia czy otwartość na problematykę rozszerzenia. Wymagałem również doświadczenia negocjacyjnego i menedżerskiego. "Swoich" ludzi wybrała także sama Gaudenzi, ale i tak każdy z nich musiał odbyć rozmowę z van der Pasem. - Zależało mi na tym, by moją grupę tworzyli najlepsi specjaliści. Z każdym kandydatem długo rozmawiałem, żeby się przekonać, czy spełnia wszystkie wyznaczone przeze mnie kryteria. Zazwyczaj okazywało się, że wstępna selekcja dokonana przez panią Gaudenzi była niezwykle trafna - przyznaje van der Pas.
- Bardzo zależało mi na pracy w tym zespole - mówi Sven-Olov Carlsson. - Nie udało się za pierwszym razem, lecz jeden z urzędników, który przeszedł wstępną selekcję, zrezygnował i wtedy otrzymałem drugą szansę. Carlsson z dumą mówi o swoim doświadczeniu negocjacyjnym, które zdobył sześć lat temu podczas rokowań Szwecji z UE. Pracował wówczas w resorcie spraw zagranicznych. Dobrze poznał Polskę, pracując w szwedzkim przedstawicielstwie w Warszawie. W zespole Fran˜oise Gaudenzi odpowiedzialny jest także za sprawy energii. Peter Dröll specjalizuje się w ochronie środowiska, a Ulrike Braun zajmuje się kolejnym newralgicznym dla Polski zagadnieniem - rolnictwem.
Trzy miesiące minęły od czasu reorganizacji komisji, a Grupa ds. Polski nadal urzęduje w dwóch różnych biurowcach - negocjatorzy przy Rue de Mot, a dawni urzędnicy w Charlemagne. Dzieli ich 15 minut drogi. - To nie jest duża odległość, lecz każde wyjście niepotrzebnie zabiera sporo czasu, dlatego najczęściej porozumiewamy się za pomocą telefonu i e-maila. Z niecierpliwością czekam na chwilę, kiedy wszyscy będziemy razem pracować - mówi Sven-Olov Carlsson. A obowiązków jest coraz więcej. Zakończono prace dotyczące tylko najłatwiejszych tematów. - Przed nami najbardziej skomplikowane sprawy: rolnictwo, ochrona środowiska, swobodny przepływ kapitału - mówi Szwed.

Jak wygląda dzień pracy głównego negocjatora Unii Europejskiej? Przychodzi do biura o 8.15. Najpierw przegląda pocztę internetową. - Dostaję bardzo dużo e-maili od moich współpracowników i początek każdego dnia poświęcam na ich czytanie i pisanie odpowiedzi. Trzy razy w tygodniu o 8.45 w pokoju obok dyrektorskiego gabinetu odbywa się "burza mózgów", w której uczestniczą wszyscy negocjatorzy i dwóch dyrektorów koordynujących program PHARE i strategię przedakcesyjną. Razem dziewięć osób. - Po rozpoczęciu rokowań z kolejną szóstką kierownictwo poszerzy się do piętnastu osób. To maksymalna liczba, by grupa mogła pracować efektywnie - przewiduje Nikolaus van der Pas. Około 9.15 przystępuje do przeglądania dokumentów. Jest ich bardzo dużo. Później spotyka się z ambasadorami państw członkowskich i ambasadorami krajów, z którymi prowadzone są negocjacje. Musi ich na bieżąco informować o podjętych działaniach. Jego dzień pracy trwa zwykle do godziny 20. lub 21. Ponadto wiele podróżuje. Dopiero przez ostatnie dwa miesiące rzadziej wyruszał z Brukseli, gdyż jego głównym zadaniem było organizowanie dyrekcji generalnej. Co najmniej raz w tygod- niu zbierają się najbliżsi współpracownicy komisarza Verheugena (gabinet polityczny, dyrektor generalny i dyrektorzy departamentów). - Oprócz uczestniczenia w tych regularnych spotkaniach codziennie kontaktuję się z komisarzem. Jego gabinet jest za ścianą. Gdy pojawia się problem wymagający konsultacji, od razu może być rozwiązany w bezpośredniej rozmowie. Oszczędzamy w ten sposób mnóstwo czasu - mówi van der Pas.
Każda grupa odpowiedzialna jest nie tylko za negocjacje z danym krajem, lecz także koordynuje rokowania prowadzone w pewnych zagadnieniach z wszystkimi kandydatami. Na przykład Gaudenzi jest główną negocjatorką UE z Polską i jednocześnie koordynuje rozmowy całego zespołu negocjacyjnego w czterech dziedzinach: ochronie środowiska, energii, badaniach oraz edukacji. Takie rozwiązanie gwarantuje lepszą współpracę poszczególnych zespołów krajowych w wypracowywaniu wspólnych stanowisk negocjacyjnych i - co się z tym wiąże - większą skuteczność rozmów. Dotychczas w ciągu jednego półrocza odbywały się zwykle dwie, trzy rundy spotkań głównych negocjatorów i jedna ministrów spraw zagranicznych. Ostatnie takie spotkanie w Brukseli, na które przybył minister Bronisław Geremek, trwało niecałą godzinę. Stronę unijną reprezentowała szefowa fińskiej dyplomacji Tarja Halonen i komisarz UE Günter Verheugen. Po kurtuazyjnych przemówieniach wymieniono dokumenty i pisemne zapytania. Ambasador Truszczyński nie przewiduje, aby w najbliższych miesiącach coś się zmieniło w urzędniczej brukselskiej machinie. - Na spektakularne posiedzenia negocjatorów, na których przedstawiciele unii jasno deklarują, co przyjmują, a co odrzucają, na jakie okresy przejściowe (i jak długie) się zgadzają, a jakie odrzucają, przyjdzie nam jeszcze poczekać. Najkrócej do drugiej połowy 2000 r.
Wkrótce w Brukseli zmieni się główny negocjator. Miejsce van der Pasa zajmie Eneko Landaburu z Kraju Basków, który dotychczas zajmował się funduszami strukturalnymi unii. Dlaczego Günter Verheugen pozbywa się zdolnego urzędnika? Powodem jest niemieckie obywatelstwo van der Pasa. Okazuje się, że w urzędniczej strukturze ważniejsze jest utrzymanie narodowego parytetu niż kompetencje. Nowy przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi postawił sprawę jasno: dyrektorami generalnymi nie mogą być urzędnicy tej samej narodowości co komisarz. - Legitymuję się tym samym paszportem co Günter Verheugen i muszę odejść z tego stanowiska. Aczkolwiek z dużym żalem. Mocno zaangażowałem się w negocjacje - przyznaje van der Pas. - Zostawiam jednak mojemu następcy zreformowany i dobrze funkcjonujący zespół.
Więcej możesz przeczytać w 52/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0