Baczność! Cieszyć się!

Baczność! Cieszyć się!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Różnica między Yossarianem a dzisiejszymi przypadkami podpadającymi pod paragraf 22 polega na tym, że Yossarian próbował udowodnić, iż jest wariatem, a dzisiaj wszyscy próbują udowodnić, że są normalni
Jesteśmy między zjazdem "Solidarności" a kongresem SLD, między rocznicą wprowadzenia stanu wojennego a rocznicą zjednoczenia ruchu robotniczego i wcale nie jest mi świątecznie. Ma być świątecznie, ale im bardziej przekonują, że ma być świątecznie, tym mniej świątecznie jest. Jak w paragrafie 22. Nie będzie o świętach. Będzie o paragrafie 22. Słynny tytułowy paragraf 22 zmarłego właśnie Josepha Hellera uniemożliwiał Yossarianowi wykpienie się od lotów bojowych niepoczytalnością. Paragraf stwierdzał, że troska o własne życie w obliczu realnego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Wariat może być zwolniony z lotów. Wystarczy, że o to poprosi. Ale jeśli prosi, znaczy to, że nie jest wariatem i jego prośbę trzeba odrzucić. Paragraf ilustruje absurd, ale podpada pod niego wiele z tego, co widzimy. Słyszymy na przykład, że Borys Jelcyn nie jest w pełni sił umysłowych, czyli mówiąc prościej - jest wariatem. Fakt, entuzjastyczne poparcie dla wszystkiego, co wyrabiają rosyjskie wojska w Czeczenii, nie jest najlepszym świadectwem normalności. Ale pomyślmy dłużej. To, co robią Rosjanie w Czeczenii, jest nieludzkie, ale coś tak nieludzkiego może popierać tylko człowiek. A jeśli robi to na zimno, to znaczy, że nie jest wariatem, tylko potworem. Nie może być zresztą wariatem, bo trzeba by go zamknąć. A na dodatek nie można by go potępić. Nie jest więc wariatem. Poza tym Jelcyn jest trochę jak Yossarian, który "był pewien swoich racji, gdyż jak wyjaśniał, o ile wie, nigdy się nie myli". Czy Rosjanie mogą dostrzec, że to, co robią w Czeczenii, to zbrodnia? Jeśli to robią, to znaczy, że są ślepcami, a jeśli są ślepcami, nie mogą tego dostrzec. Dokładnie jak w "Paragrafie 22". Jak ktoś może dostrzec, że ma muszki w oczach, skoro ma muszki w oczach.
W polityce, nie tylko rosyjskiej, człowiek aż nurza się w oparach absurdu. Choćby wybory. Przecież żeby w nich startować i rezygnować z prywatności oraz narażać się na oplucie, trzeba być chyba wariatem. Ale jeśli już się kandyduje, przestaje się nim być. Gdyby się nadal było wariatem i gdyby wszyscy kandydaci byli wariatami, wariatami byliby także ci, którzy na nich głosują, a wtedy wybory nie miałyby sensu. Kampania prezydencka jeszcze się u nas nie zaczęła, a kandydaci już kopią się po goleniach. Ale to nic, w Ameryce jest jeszcze brutalniej. O gubernatorze Bushu mówią, że jak na kandydata do Białego Domu ma za małe IQ. Wiceprezydentowi Gore?owi zarzucają, że jest sztywny jak kij od szczotki, a przecież wiadomo, że prezydent musi być elastyczny. Z kolei demokracie Billowi Bradleyowi już wykryli problemy z sercem. Ale najgorzej ma republikański senator John McCain, syn i wnuk admirałów, przez pięć lat więzień Wietnamczyków. W niewoli McCain nie skorzystał nawet z oferty Wietnamczyków, by wyjść na wolność, a stawiał im się tak bardzo, że połamali mu kończyny. Teraz ludzie Busha (i nie tylko) rozpuszczają o nim plotkę, że od czasów Wietnamu jest nadpobudliwy w stopniu być może graniczącym z szaleństwem. Okazuje się, że to, co go ocaliło, może być teraz jego przekleństwem. McCain potrafił stawić opór, bo był nadpobudliwy. Dzięki temu nie zwariował. Ale broniąc się przed szaleństwem, stał się jeszcze bardziej nadpobudliwy. Obronił się więc przed wariactwem dzięki czemuś, co teraz stanowi dowód, że zwariował.
Problem z obłędem polega na tym, że jest on zaraźliwy. Najlepiej wiedział to Yossarian, który mówił, że "z całego szpitala tylko nasza sala jest normalna. Wszyscy oprócz nas to wariaci. Możliwe, że to w ogóle jest jedyna normalna sala na całym świecie". Różnica między Yossarianem a dzisiejszymi przypadkami podpadającymi pod paragraf 22 polega na tym, że Yossarian próbował udowodnić, iż jest wariatem, a dzisiaj wszyscy próbują udowodnić, że są normalni. Ale nie jest to takie proste. Ostatnio naczelny lekarz Stanów Zjednoczonych powiedział, że co piąty Amerykanin ma poważne problemy psychiczne. Nie mylę się, co piąty, a nawet więcej, bo 22 proc. Psychozy maniakalno-depresyjne, depresje, fobie są powszechne jak grypa. Czy u nas jest wiele lepiej? Pewnie niewiele. Ale jasne, że nikt nie wychodzi na ulicę i nie krzyczy: "Wariat jestem!". Żona wiceprezydenta Gore?a, Tipper, przyznała się, że cierpiała na depresje, i nawet w tolerancyjnej Ameryce zaczęto się zastanawiać, czy nie zaszkodzi to mężowi. No dobra, dosyć o wariatach, przed nami czas bożonarodzeniowej refleksji, rodzinnych spotkań i łamania się opłatkiem. Wielu się oczywiście w święta smuci, ale skąd mają wiedzieć, że to czas radości, skoro są smutni. Co nam wszystkim w tym świątecznym czasie doradzić? Niektórzy jak Dunbar z "Paragrafu 22" mogą leżeć na wznak, bez ruchu i pracować nad przedłużeniem sobie życia poprzez uprawianie nudy. Ale to rada dla nielicznych. Inni muszą się wziąć w garść. Jak powiedziałby jeden z bohaterów Hellera, wszystko jest dobrowolne. Jestem ostatnim człowiekiem na świecie, który kazałby się wam bawić pod przymusem. Ale każdy natychmiast ma się cieszyć ze świąt. To jest rozkaz.
Więcej możesz przeczytać w 52/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0