MASA SPADKOWA

MASA SPADKOWA

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jakie problemy XX wiek pozostawia w spadku przyszłym pokoleniom
Na rysunku szwajcarskiego satyryka Jaser Arafat, obchodzący w 2029 r. setne urodziny, pyta: "Którą to właściwie mamy rundę rozmów pokojowych?". W natłoku codziennych wiadomości ostatnich dziesięcioleci mijającego wieku niektóre sprawy zdają się być wręcz "wieczne". Wprawdzie zgodnie z opinią Timothy?ego Gartona Asha "polityczny wiek XX" był krótszy niż kalendarzowe stulecie, ale powstałe w tym czasie problemy - zarówno polityczne, jak i cywilizacyjne - stały się spadkiem, z którym będą się musiały uporać pokolenia XXI w.
W rejestrze nie rozwiązanych problemów pozostałych po XX wieku są nawet konsekwencje I wojny światowej. Jednym narodom - jak choćby Polakom - otworzyła ona drogę do niepodległości, ale innym - na przykład Węgrom - przyniosła rozbiór, w wyniku którego trzecia część narodu żyje w państwach ościennych. Problemy etniczne, będące przyczyną krwawego rozpadu Jugosławii i wojen bałkańskich, tkwią korzeniami nawet w jeszcze dawniejszej historii Europy.
Wiele nie zabliźnionych ran pozostawiła II wojna światowa. Upłynęło co prawda z górą półwiecze od jej zakończenia, wciąż jednak powracają kwestie rozliczeń moralnych i materialnych. Jeszcze w tym roku toczyły się procesy zbrodniarzy wojennych - w październi- ku na 20 lat więzienia zo- stał skazany Dinko Sakić, komendant ustaszowskie- go obozu koncentracyjnego w Jasenovacu, a francuski przestępca wojenny Mau- rice Papon trafił za kraty dopiero po desperackiej próbie ucieczki do Szwajcarii. Emocje wywołuje też niemiecki "rachunek sumienia", czyli sprawa odszkodowań dla przymusowych robotników III Rzeszy. Kwestia zadośćuczynienia dla pozostającym przy życiu niewolników hitleryzmu przekształciła się w żenujący przetarg o to, czy suma odszkodowań ma wynieść 8 mld DM czy może 12 mld DM... Wstydliwe dziedzictwo wojny dotyczy nie tylko Niemiec. Pojawiają się wciąż nowe fakty. Pod przewodnictwem prof. Jean-Francoisa Bergiera pracuje komisja historyków badająca finansową rolę Szwajcarii w czasie II wojny światowej. Z zarzutów wykorzystywania swojej neutralności w czasie wojny do osiągania korzyści z nieczystych interesów z hitlerowcami niedawno musieli się tłumaczyć również Szwedzi.
Nie zakończono powojennych remanentów zwią- zanych z dziełami sztuki, ciągle odnajdywane są dobra kultury uznane już za bezpowrotnie zaginio- ne. W ich poszukiwaniach uczestniczą historycy sztuki, policja, a nawet tajne służby. Sprawa ta dotyczy głównie Polski, Rosji i Niemiec. Rosjanie nie garną się do zwrotu dzieł sztuki zagarniętych przez ZSRR w wyniku II wojny światowej zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. Nie wiemy, gdzie podziały się bezcenne eksponaty z muzeum Czartoryskich, z warszawskiego Muzeum Narodowego czy z Zamku Królewskiego. Na liście najcenniejszych obiektów muzealnych, na których odzyskanie liczy Polska, znajduje się ok. 200 pozycji. Można domniemywać, że niektóre dzieła sztuki mogą być przechowywane przez wciąż nie zidentyfikowanych "właścicieli", głównie w Niemczech. Na przykład Bayerische Staatsbibliothek w Monachium zakupiła na aukcji pontyfikał płocki z XII w., wywieziony w czasie wojny z Biblioteki Seminarium Duchownego w Płocku.
Kwestię "zdobyczy wojennych" rozwiązali rosyjscy deputowani do Dumy, uznając po prostu, że niemieckie dzieła sztuki pozostaną w Rosji jako częściowa rekompensata za zniszczenia wojenne. Niemcy tymczasem domagają się od Rosji oddania 1,2 mln obiektów muzealnych, w tym płócien Rembrandta, Rubensa, Botticellego, van Dycka, Goyi, Moneta, Breughla, Cranacha i Dürera, oraz setek tysięcy książek, manuskryptów, dokumentów i zbiorów numizmatycznych. Obie strony do dziś poszukują słynnej Bursztynowej Komnaty. Spór o dobra kultury ożywa także w innych częściach Europy. Pretensje pojawiają się na osi Paryż-Bonn. Francuzi też czują się ograbieni: podczas wojny Niemcy wywieźli ponad 100 tys. drogocennych dzieł, z których wróciło tylko 60 proc. Wiele cennych eksponatów, zwłaszcza zrabowanych Żydom, naziści sprzedali w Szwajcarii.
Spadkiem po XX-wiecznych wojnach i konfliktach są spory graniczne w różnych częściach świata. Od 1945 r. kością niezgody w stosunkach rosyjsko-japońskich jest kwestia południowych Kuryli czy - jak mówią Japończycy - Terytoriów Północnych. Spór toczy się o wyspy i o bogate łowiska na Pacyfiku w strefie ekonomicznej wokół nich. Przywódcy obu państw nadal nie mogą się porozumieć co do przyszłości tych spornych terytoriów. Konflikt kurylski to w znacznej mierze spór o pryncypia. Całkiem realna jest natomiast ostatnia "żelazna kurtyna" świata, czyli granica między oboma państwami koreańskimi. KRLD na początku nowego stulecia będzie ostatnim skansenem ortodoksyjnego komunizmu, który odcisnął tragiczne piętno na historii XX w. od NRD po Kambodżę. Pokolenie dzisiejszych czterdziestolatków "od zawsze" pamięta relacje z zamieszek i zamachów w Irlandii Północnej, w Kraju Basków czy kolejne kryzysy na Bliskim Wschodzie. Jedynie pierwszy z tych "wiecznych" tematów wiadomości ze świata zdaje się wraz z końcem stulecia schodzić z pierwszych stron gazet. Powodzenie rozmów pokojowych i przełamanie muru nienawiści w Ulsterze może rodzić nadzieję, że porozumienie jest możliwe nawet między najbardziej zaślepionymi przez nienawiść przeciwnikami.
Czy będzie ono jednak możliwe tam, gdzie głównym problemem jest nędza i deficyt demokracji? W drugiej połowie XX w. Trzeci Świat pożegnał się z epoką kolonialną, ale niepodległość nie okazała się panaceum na kłopoty. Jak długo będzie się toczyć krwawa wojna domowa na Sri Lance albo okrutne, niewiarygodnie barbarzyńskie "zapomniane wojny" w Afryce? W Angoli, w Sudanie, w Liberii z dala od kamer największych stacji telewizyjnych w beznadziejnych i niezrozumiałych dla ludzi z zewnątrz wojnach wciąż giną tysiące ludzi. Ale nawet dla nich pojawiło się światło nadziei: przykład dał Mozambik, jedyny kraj południa Afryki, w którym zapomniano już o niedawnej krwawej wojnie domowej, a tempo rozwoju i wzrostu zamożności budzi podziw sąsiadów. Nędza i wojny w państwach Trzeciego Świata wywołały pod koniec XX w. zjawisko nowej wędrówki ludów. Coraz więcej uchodźców szuka lepszego życia w Europie, a forsujący zieloną granicę Azjaci i Afrykanie to już nie tylko sezonowy problem polityczny. - Europa powinna się pogodzić z myślą o przyszłości z uchodźcami. Potencjał konfliktów etnicznych na świecie jest bowiem ogromny i nawet najnowocześniejsza generacja rakiet nie ułatwi nam rozwiązania wszystkich problemów - przestrzegała rok temu w Davos Sadako Ogata, Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców. Po świecie tuła się ponad 20 mln ludzi bez ojczyzny, przeważnie z niestabilnej Afryki Zachodniej. W wielu krajach rządzący obawiają się, że to właśnie napływ uchodźców grozi powstaniem kolejnych ognisk zapalnych i wybuchem bomb etnicznych. Nawet w zamożnej Euro- pie Zachodniej uciekinierzy przyczyniają się do wzmocnienia ksenofobii i prawicowego ekstremizmu. Niemiecki wywiad BND ostrzegał, że tylko w Rosji, na Białorusi i Ukrainie czeka na przerzut do Europy Zachodniej ok. 3 mln osób, w Turcji - milion ludzi. Potencjalnym źródłem uchodźców są wciąż Bałkany.
Niewiadomą pozostaje sytuacja polityczna w Rosji i w wielu republikach dawnego ZSRR. Jeszcze dziesięć lat temu wydawało się, że upadek komunizmu umożliwi szybki skok w nową epokę, a tymczasem pasmo lokalnych wojen - zwłaszcza w Czeczenii - kryzysy i brak mechanizmów, które pomogłyby państwom poradzieckim wydobyć się z zapaści, to nie najlepsza prognoza na przyszłość. Dla Polski członkostwo w NATO i zapewne niedługie w kategoriach historycznych przystąpienie do Unii Europejskiej oznacza, że mamy szansę się znaleźć w "lepszej połowie" Europy, ale perspektywa trwałego sąsiadowania z rozległą strefą niestabilności jest niepokojąca. Oprócz politycznego dziedzictwa mijającego stulecia świat boryka się także z bagażem problemów cywilizacyjnych, które po raz pierwszy mogą poważnie wpłynąć na bieg historii. Zaledwie rok przed końcem wieku urodził się sześciomiliardowy obywatel Ziemi. Najnowsze prognozy na szczęście nie mówią już o bombie demograficznej, ale wielkim problemem pozostają dysproporcje w rozwoju - era cywilizacji informatycznej, w którą na przełomie wieków wkracza ludzkość, jest rzeczywistością dla zaledwie 15-20 proc. mieszkańców planety. Tymczasem co trzeci człowiek zmaga się wciąż z najbardziej podstawowymi problemami egzystencji.
Wspólnym kłopotem zarówno bogatych, jak i biednych pozostanie ekologia. Cywilizacja końca XX w. produkuje ogromną ilość śmieci i zanieczyszczeń, z którymi tylko niewiele regionów świata potrafi sobie poradzić, a tymczasem skutki degradacji ekologicznej Ziemi dotykają wszystkich. Być może niektóre z nich - jak wysychanie rzek, efekt cieplarniany czy dziura ozonowa - są już nieodwracalne. Nadzieja w tym, że postęp technologiczny umożliwi znalezienie alternatywnych źródeł energii i rozwiązanie problemu zanieczyszczeń. W przeciwnym razie historia kolejnych pokoleń mieszkańców Ziemi może się stać historią naprawy tego, co nam udało się zepsuć.

Więcej możesz przeczytać w 52/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0