Akademia umiejętności

Akademia umiejętności

Dodano:   /  Zmieniono: 
Najlepszą szkołą demokracji są konserwatywne prywatne licea
Lekcje są za wcześnie i nie podoba mi się, że nauczyciel ma brodę" - stwierdziła jedna z amerykańskich uczennic, odpowiadając na pytanie, jak ocenia zajęcia szkolne. Skażone syndromem dyktatury uczniów były również polskie prywatne szkoły średnie, które zaczęły powstawać dziesięć lat temu. O ile niepubliczne podstawówki oferowały uczniom bezpieczeństwo i kameralność, a prywatne uczelnie nieograniczoną możliwość wyboru, o tyle społeczne licea nazbyt często były luksusowymi poczekalniami przed maturą. Dziś okazało się, że szanse na przetrwanie mają szkoły oferujące "nowy konserwatyzm": posiadające własny regulamin, obyczaje i tradycję, której długo w Polsce nie było.
- Od samego początku, czyli od założenia szkoły dziesięć lat temu, naszym celem było po prostu wychowanie uczniów na przyzwoitych ludzi. Kategoria "porządnego człowieka" z pewnością nie była kluczowym pojęciem komunizmu. W szkołach stawiano na bylejakość czy cwaniacką umiejętność "prześlizgiwania się". Dla nas synonimem porządnego człowieka był przedstawiciel przedwojennej inteligencji: z dobrze ugruntowaną wiedzą i określonymi nawykami - mówi prof. Aleksander Nalaskowski, dyrektor i założyciel Liceum Poltech w Toruniu, pierwszej prywatnej szkoły średniej. Można się z nią pożegnać nie tylko za palenie czy picie, ale także za notoryczne spóźnienia. Uczniom nie wolno żuć gumy, chłopcy nie noszą kolczyków. Karierę robi pojęcie wewnątrzsterowności - zorientowania na rozwój osobisty oraz kierowania się własnymi zasadami, nie zaś normami przejętymi z zewnątrz. Ważna jest akceptacja drugiego człowieka wykluczająca obojętność wobec tego, co w nim naganne. Zdaniem profesorów, dobrą szkołę można rozpoznać po tym, że nie popada ona w rutynę, a każdy dzień wygląda tak, jakby od nowa trzeba było o nią walczyć. Tęsknota za tradycją jest pragnieniem takiego ładu społecznego, w którym człowiek jest wolny, ale dzięki pewnym normom nie czuje się samotny - z takiego założenia wychodzili założyciele Gdańskiego Liceum Autonomicznego. Szkoła słynie z silnych rządów kobiet: mężowie pań, które kierują liceum, są zwykle nauczycielami. Było tak na przykład w wypadku Aleksandra Halla - zanim został posłem, uczył tu historii. Szkoła mieści się w wielkim budynku z czerwonej cegły, który wypatrzył ksiądz prałat Henryk Jankowski, prezes Gdańskiej Fundacji Oświatowej. W gabinecie dyrektora wisi jego portret. - Ksiądz odgrywa w naszej szkole rolę ojca - mówi Andrzej Walczak, obecny dyrektor szkoły. Prałat przynosi prezenty z okazji świąt, wspiera uczniów finansowo, tańczy na szkolnych uroczystościach, a następnego dnia prosi nauczycieli, by nie było klasówek. W szkole postawiono na indywidualizację programu nauczania. Dla grupy dziesięciu osób, które chcą się uczyć czegoś nowego, organizowane są zajęcia z filozofii, ekonomii, znajomości sztuki. Obecny prezydent Gdańska Paweł Adamowicz prowadził tu na przykład kilka lat temu lekcje z przedmiotu "państwo i prawo".
- Liceum bardziej rozwinęło moją osobowość niż studia. W drugiej klasie spędzałam w szkole - łącznie z zajęciami pozalekcyjnymi - 50 godzin tygodniowo. Był to czas tak intensywnego rozwoju intelektualnego, że potem studia wydawały mi się wręcz nudne - mówi Małgorzata Harasimiuk, absolwentka GLA, dziś studentka ekonomii Uniwersytetu Gdańskiego i koordynator ds. public relations AISEC. Liceum zasłynęło nie tylko z 40-minutowej przerwy, podczas której uczniowie popijali kawę, czy z tego, że po lekcjach chłopcy grali z matematykiem w pokera. Do tradycji szkoły należą także tzw. akcje sprawdzające, czyli rodzaj sesji egzaminacyjnych z poszczególnych przedmiotów. Podczas gdy młodzi Niemcy pytani o to, z czym kojarzy im się słowo "szkoła", odpowiadali - "z autorytetem", uczniowie GLA stwierdzali, że jest to synonim "przyjaźni", "obowiązku i pracy" oraz "ukierunkowania zawodowego".


Prywatne szkoły średnie zaczynają przypominać minipaństwa, gdzie władzę sprawują nauczyciele, rodzice i uczniowie

Nawyk ciężkiej, lecz dobrze zorganizowanej pracy starają się wyrobić w swoich uczniach nauczyciele III LO im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. - Wszyscy uczniowie muszą biegle opanować dwa języki obce oraz poznać obsługę komputera. Po dwóch latach mogą uczęszczać na zajęcia fakultatywne, na przykład z ekonomii bądź dziennikarstwa. W szkole stosowana jest metoda projektów, co oznacza wyraziste formułowanie problemów i poszukiwanie materiałów umożliwiających ich rozwiązanie - mówi Anna Okońska-Walkowicz, dyrektor liceum. Na przygotowanie uczniów do przyszłości stawia też I Prywatne Liceum w Poznaniu. - Przedmiotów ogólnokształcących uczymy po polsku i po angielsku. Nauka poprzedzona jest tzw. rokiem zerowym, podczas którego uczniowie mają 24 godziny angielskiego tygodniowo. Cykl kończy się egzaminem Cambridge - mówi Ryszard Matuszewski, dyrektor szkoły. Część uczniów zdaje międzynarodową maturę (na świecie przeprowadza ją 700 szkół średnich), co zobowiązuje nie tylko do bardziej intensywnej nauki, ale także do rozwijania zainteresowań pozaszkolnych niezależnie od tego, czy będzie to gra w tenisa czy śpiew w chórze. Prywatne szkoły średnie zaczynają przypominać minipaństwa, gdzie władzę sprawują nauczyciele, rodzice i uczniowie. - Wychowujemy ludzi, którzy powinni radzić sobie w systemie demokratycznym. Stworzyliśmy więc małą rzeczpospolitą z własną konstytucją, sądem i sejmem - twierdzi Krystyna Starczewska, dyrektor I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie. Starczewska, znana polonistka i uczestniczka obrad "okrągłego stołu", zasłynęła z niekonwencjonalnych metod prowadzenia lekcji. Podczas przerabiania "Teatrzyku ťZielona G꜍" Gałczyńskiego po klasie chodził pomalowany farbą gąsior, a na kółku filozoficznym zamiast rozpraw Engelsa czytano pisma św. Tomasza z Akwinu. Dziś jej szkoła słynie z żelaznych zasad: uczniom okazuje się duże zaufanie, ale gdy go nadużyją, ponoszą wszelkie konsekwencje, łącznie z wyrzuceniem ze szkoły. Ci, którzy chcą się uczyć, mogą wpłynąć na program poprzez zawężanie bądź rozszerzanie zakresu poszczególnych przedmiotów.
Metoda jest skuteczna: prawie wszyscy uczniowie dostają się na studia, a wielu zostaje olimpijczykami. - Mamy za sobą już dziewięć kadencji szkolnego sejmu. Niektóre bywały burzliwe: tworzyły się ugrupowania, sympatie, funkcjonowały dwie zwalczające się frakcje, a raz rząd podał się do dymisji. Nie uniknęliśmy także spraw sądowych. Obecnie toczy się na przykład proces o obrazę uczuć religijnych w związku z materiałem, który ukazał się w szkolnej gazecie - mówi Krystyna Starczewska. Pedagodzy są zgodni: szkoła średnia powinna być nie tylko kursem przygotowującym do matury, ale też nauką życia. - Wśród uczniów łatwo można wyróżnić przynajmniej kilka postaw - przekonuje prof. Nalaskowski, autor książki "Szanse szkoły z wyboru". Prymusi często preferują "drogę na skróty", przykładając się jedynie do przedmiotów, które mogą im się przydać na egzaminie wstępnym. Dla innych szkoła staje się ekwiwalentem prawdziwego życia: interesują się nie tylko nauką, ale też imprezami szkolnymi i tym, by zwaśniona para się pogodziła. Dla kolejnej grupy jest to miejsce rywalizacji, w której można błyszczeć i uzyskać przewagę nad innymi. Wokół takich liderów gromadzi się grupa "adoratorów" - dzięki temu ci ostatni podciągają się w nauce. Sporą grupę stanowią też "poszukiwacze wiedzy" - osoby wszechstronnie uzdolnione, z równym powodzeniem mogące marzyć o karierze podróżnika, jak i fizyka jądrowego. Nie protestują przeciwko dodatkowym zajęciom, a podczas wakacji domagają się na przykład kursu psychologii. Od szkoły oczekują jednak, że pomoże im zawęzić "renesansowe" aspiracje. Ostatnia grupa traktuje liceum jako rodzaj intymnej kryjówki. Czynią tak osoby ambitne, posłuszne i bardzo samokrytyczne. Najczęściej nie działają one na szkolnym forum, lecz odgrywają rolę inspiratorów i autorytetów. Do nich właśnie najczęściej kierowane jest pytanie: "Czy dobrze robię?". Ambicją dobrej szkoły jest to, by dać szansę rozwoju wszystkim uczniom. - Zaniedbywanie szkolnictwa średniego jest błędem. Ten okres ma kolosalne znaczenie w życiu młodego człowieka. Wtedy bowiem kształtuje się jego osobowość - uważa prof. Aleksander Nalaskowski. Młodzież niemal w sposób naturalny nasiąka konserwatyzmem. Idealna szkoła wyznaje więc zasadę, iż "uczyć trzeba tego, co się umie, a nie tego, czego się szuka". 
Więcej możesz przeczytać w 47/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0