Prestiż na kredyt

Prestiż na kredyt

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polska klasa średnia zaczyna się upodabniać do amerykańskiej
Żyjemy w mieszkaniach w rzeczywistości należących do banków, jeździmy samochodami, które będą nasze dopiero za parę lat, i cieszymy się posiadaniem luksusowych przedmiotów, na które w gruncie rzeczy nas nie stać. Polacy pozbyli się zahamowań w zaciąganiu kredytów: w 1996 r. zadłużenie gospodarstw domowych wynosiło 11 mld zł, w tym roku (tylko w pierwszych trzech kwartałach) - 32 mld zł. Czy zaczynamy przypominać Amerykanów, dla których przynależność do klasy średniej coraz częściej nie wiąże się ze stanem konta, ale z możliwościami kredytowymi i limitem wydatków na karcie Visa? - W Stanach Zjednoczonych życie na kredyt datuje się od stu lat. W Polsce zaciągnięcie pożyczki często nie wynika z racjonalnej kalkulacji, lecz raczej ze spontanicznej radości konsumpcji. Ta postawa zakorzeniona jest w dawnej szlacheckiej zasadzie "zastaw się, a postaw się". Dziś wzbogacona jest ona regułą "jakoś to będzie" i przekonaniem, że gospodarka jest równie nieprzewidywalna jak historia, odkładanie radości życia na później nie ma więc sensu - mówi prof. Tomasz Goban-Klas, socjolog.
Przyjemność sprawia nam wciąż ostentacja, czym różnimy się np. od Niemców, którzy zamiast jeździć luksusowym samochodem, wolą kupić drogie meble czy sprzęt gospodarstwa domowego, mimo że niewiele osób będzie je widziało. - Polacy lubią się chwalić, a nie pochwalą się luksusowym domem z wypielęgnowanym trawnikiem, bo na to ich po prostu nie stać - mówi prof. Henryk Domański, socjolog z PAN. - Mimo dziesięciu lat gospodarki rynkowej pozostajemy nowicjuszami poruszającymi się po rynku nieco po omacku. Nie wiemy, co zrobić z masą atrakcyjnych, ale często niepotrzebnych rzeczy. Na wyobraźnię wielu młodych wyraźnie działa hasło: "Wpłacasz 100 złotych i odjeżdżasz własnym samochodem". Okazuje się, że często nie chodzi o zwykły dobrobyt, ale o zaspokajanie wyrafinowanych konsumpcyjnych pragnień - dodaje prof. Ireneusz Białecki, socjolog. Boom kredytowy nie jest niczym złym: powoduje ożywienie gospodarcze, a konieczność spłaty pożyczki narzuca pewne ekonomiczne zdyscyplinowanie. To właśnie niższa klasa zdolna jest do przekształcenia gospodarki, bowiem konieczność walki o wszystko pobudza ją do działania. Budowanie klasy średniej w Polsce w oparciu o społeczne instytucje kredytowe proponował kiedyś Stefan Bratkowski. Paradoks jednak polega na tym, że dla Po- laków idea solidarności (a także współpracy finansowej) staje się coraz bardziej abstrakcyjna. Stając się indywidualistami, wyznajemy zasadę "interesuje mnie tylko własne dobro" i wybieramy najwygodniejszą drogę, czyli kredyt z banku.
- System sprawia, że pożyczki przeznaczane są na tzw. dobra luksusowe. Gdyby łatwiej można było uzyskać np. kredyt na studia, wtedy być może zmienilibyśmy preferencje - mówi prof. Jacek Kurczewski, socjolog. Kredyty konsumpcyjne pełnią niekiedy funkcję zastępczą, często bowiem ludzie określani jako klasa średnia (inteligencja, drobni przedsiębiorcy) nie są w stanie zaciągnąć kredytu budowlanego. Pożyczki bierzemy po to, by zrealizować marzenia. W Stanach Zjednoczonych już 100 lat temu wydawano magazyn "The Shop Window", poświęcony temu, co można zobaczyć na wystawach sklepowych. Ich oglądanie "miało pobudzać zachłanność i pragnienie posiadania towarów na własność", a największą ambicją było naśladowanie bogatszych od siebie. Naśladowanie innych pozostawia ślad na wyciągach bankowych Amerykanów: zadłużenie przeciętnej rodziny z tytułu używania kart wynosi przynajmniej 5 tys. USD. Do tego dochodzą pożyczki na dom, samochód i kupno luksusowych towarów, a część Amerykanów zdecydowała się zadłużyć a conto własnej emerytury. Ten typ strategii zaczyna obowiązywać też w Polsce. Z danych CBOS wynika, że 86 proc. Polaków w ostatnim półroczu zaciągnęło pożyczkę lub kredyt. O ile kiedyś najpowszechniejszą strategią było zaciskanie pasa, czyli ograniczenie potrzeb lub podejmowanie dodatkowych zajęć, dziś wzrasta liczba korzystających z kredytów. Co piąty Polak korzysta z usług banku, reszta pożycza pieniądze od zakładu pracy, rodziny, przyjaciół i sąsiadów. Pokusa kredytowa jest duża, pożyczek udziela się szybko, łatwo i prawie wszystkim. Kilka lat temu banki, udzielając kredytów konsumpcyjnych, dokładnie sprawdzały potencjalnego klienta, dziś dostęp do bankowych pieniędzy stał się dużo łatwiejszy: kredyt można uzyskać w ciągu godziny, bez żyrantów i bez wiedzy współmałżonka. Dlaczego jeździć używanym samochodem, skoro bank przekonuje nas, że nowy jest w zasięgu ręki i nikt inny nie wahałby się po niego sięgnąć? Dlaczego być gorszym od innych, skoro można być podobnym? Część banków (np. Bank Śląski) prowadzi intensywne akcje promocyjne, wysyłając do swych byłych klientów propozycje kolejnych pożyczek, niepokojąc się, "dlaczego tak długo nie korzystali z przesyłanych ofert".
Ma to swoją przyczynę: okazuje się, że gospodarstwa domowe wywiązują się ze zobowiązań o wiele lepiej niż firmy. W wypadku tych ostatnich zagrożona jest spłata co ósmego kredytu, w wypadku osób prywatnych - jedynie co czternasty. Niestety, efektem boomu kredytowego jest też większa podaż pieniądza na rynku, przyczyniająca się do wzrostu cen. Może to zmusić Radę Polityki Pieniężnej do podwyżki podstawowych stóp procentowych. Gdyby do tego doszło, banki musiałyby podnieść oprocentowanie kredytów, co zmniejszyłoby możliwości ich spłaty przez klientów. - Problemy ze spłatą należności wobec banków powstają w wyniku ochłodzenia klimatu gospodarczego. Spadek popytu na nasze wyroby za granicą przyczynia się do zmniejszenia produkcji i wzrostu bezrobocia. W efekcie pogarsza się zarówno kondycja przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych - ocenia Maria Lubera z Głównego Inspektoratu Nadzoru Bankowego. Kredyt konsumpcyjny jest substytutem oszczędzania. Co drugi Polak deklaruje, że nie jest w stanie odłożyć ani grosza, prawie 40 proc. twierdzi zaś, że tylko od czasu do czasu udaje im się nie wydać wszystkiego. Na niską skłonność Polaków do oszczędzania wpływa też to, że banki obniżają rentowność lokat (różnica między oprocentowaniem wkładów a kredytów sięga 7-8 punktów i jest dwukrotnie wyższa niż w rozwiniętych gospodarkach) i pobierają większe prowizje za zlecenia. W ten sposób rekompensują sobie straty wynikające z niemożności podwyższenia stopy kredytów, wynikającej z bardzo silnej konkurencji. Banki udzielają wiele "łatwych" kredytów, lecz czy je na to stać? Już dziś mają problemy ze ściągnięciem od dłużników ponad 25 mld zł, a gospodarstwa domowe zalegają ze spłatą ponad miliarda złotych. Co jedenasta pożyczka jest zagrożona, a 6 proc. kwalifikuje się do kategorii kredytów "pod obserwacją".
- Najbardziej pogorszyła się jakość pożyczek ratalnych. Udział kredytów zagrożonych zwiększył się do 13 proc. - mówi Zofia Witek, dyrektor Biura Analiz Systemu Bankowego w NBP. - Gorsza jakość portfela kredytowego sprawia, że banki zmuszone są do tworzenia dodatkowych rezerw celowych, co wpływa na pogorszenie ich wyników finansowych. Jeśli liczba złych kredytów będzie rosła, grozi nam tzw. pętla zadłużenia. Pierwszy raz w pułapkę wpadły władze minionego systemu, które w latach 70. nazbyt chętnie korzystały ze szczodrości zachodnich banków i rządów. Do dziś spłacamy odsetki i raty liczone w setkach milionów dolarów rocznie, a nietrafnie zainwestowane pieniądze przyspieszyły upadek ancien régime?u. Po raz drugi problem złych kredytów pojawił się w pierwszych latach transformacji. W 1993 r. należności zagrożone stanowiły aż 31 proc. udzielanych pożyczek. Terapia szokowa i urealnienie oprocentowania kredytów doprowadziły wiele firm do bankructwa. W ten sposób najsłabsi wypadli z rynku, nie rozwiązany jednak został problem spłaty kredytów mieszkaniowych, a kilka banków musiało ogłosić bankructwo. Czy zatem Polskę stać na klasę średnią? Tak, o ile nie ulegnie temu, co Charles Wright Mills nazwał "paniką prestiżu". Dotyczy ona osób, którym wydaje się, że ich pozycja jest zagrożona i wymaga nieustannego podkreślania własnej odrębności od klas niższych: odpowiedniej marki samochodu czy wczasów w znanym uzdrowisku. Przedstawiciel klasy średniej wyraża przekonanie, że "pragnienie luksusu jest równie naturalną potrzebą jak kochanie kogoś". Jednocześnie jednak zdaje sobie sprawę, że troska o przyszłość nakazuje czasem ograniczenie konsumpcji, zaś zdobyty status nie jest dany raz na zawsze.


Więcej możesz przeczytać w 47/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0