Prywatna sprawiedliwość

Prywatna sprawiedliwość

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy czas już zalegalizować społeczne grupy samoobrony?
Mieczysław P., mieszkaniec łódzkiego osiedla Retkinia, wyszedł z więzienia po odsiedzeniu wyroku za niepłacenie alimentów. Dwa dni później został ciężko pobity. Zanim stracił przytomność, usłyszał: "Nie zaznasz spokoju pie... pedofilu". Policja odkryła potem ulotki, nalepione na drzewach i klatkach schodowych. Mieszkańców informowano, że Mieczysław P. jest pedofilem, którego wypuszczono z więzienia na przepustkę.
Autorką ulotek okazała się Halina P., była żona pobitego. Podobnie jak Halina P. postępuje coraz więcej osób, zirytowanych bezradnością organów ścigania, bezkarnością przestępców, tupetem niesolidnych dłużników. To dlatego jesteśmy gotowi na własną rękę organizować śledztwa, aresztować, inwestować w prywatne kampanie mające ostrzec innych przed bandytami, pomóc w ujęciu mordercy czy zdemaskować oszusta. Adeptom prywatnego wymiaru sprawiedliwości pomaga rozwój nowych technologii. Szczególnie Internet - dzięki anonimowości - stał się ostatnio miejscem, gdzie pojawiają się listy dłużników, pedofilów, recydywistów, złodziei.
Stowarzyszenie Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej publikuje na swoich stronach internetowych nazwiska skazanych zbrodniarzy. Warszawska kancelaria prawna Jachnicki & Partnerzy opublikowała w sieci wykaz dłużników zawierający wszystkie informacje niezbędne do ich identyfikacji. Liczył on ponad 300 pozycji i był systematycznie poszerzany. Obecnie strona jest czasowo niedostępna z powodu "aktualizacji i weryfikacji danych". Rzeczywistym powodem jej zniknięcia jest doniesienie o popełnieniu przestępstwa, które w tej sprawie złożył do prokuratury generalny inspektor ochrony danych osobowych. W serwisie sieciowym Zabrza anonimowy autor zamieścił informację, że 19 czerwca ok. 4.50 grasował złodziej, który okradał samochody. Następnie poinformował, że już następnego dnia będzie wiadomo, "kto jest tym złodziejaszkiem", po czym dopisał: "Marny jego los".
"Poszukiwany morderca. Zabił mi żonę, matkę dwojga dzieci. Odgrażał się, że jak wyjdzie, to nas pozabija. Jeśli go zobaczysz, powiadom policję" - napisał na ulotce rozklejanej w Kołobrzegu Kazimierz Wąsowicz, mąż zamordowanej Józefy. Plakaty zostały przedrukowane przez lokalne gazety. Policja przyznała, że opublikowanie wizerunku podejrzanego przyczyniło się do jego ujęcia. Sąd udowodnił winę siedemnastoletniemu zabójcy i skazał go na 25 lat więzienia. Kazimierz Wąsowicz za swoje działania odpowiedział jednak przed kolegium ds. wykroczeń.
Eugeniusz Kaczyński, właściciel systematycznie okradanego marketu Eden w Zam-browie, przed wejściem do swego sklepu postawił metalową klatkę z napisem: "Oczekiwanie na policję". Pomysł zapożyczył z Tajlandii. Chroniąc w ten sposób firmę, może jednak naruszyć obowiązujące prawo.
Wystawienie złodzieja na publiczne poniżenie również mogłoby się skończyć kłopotami sądowymi. Grozi to osobom, które odpowiedziały na ogłoszenie: "I ty możesz mieć własną klatkę dla złapanego złodzieja - cena 2 tys. zł netto". Pojawiło się ono w jednej z gazet. Zainteresowanych zakupem dwóch metrów kwadratowych prywatnego aresztu, wyposażonego w stolik i krzesło, nie brakowało. Producent wykonujący dotychczas klatki dla tancerek go-go, znalazł nowych odbiorców - wiosną sprzedano kilkaset klatek na złodziei.
Prywatny wymiar sprawiedliwości rodzi wątpliwości - czy mamy do czynienia z triumfem prawa, czy z zachętą do linczu? "Okradziono cię?! Możesz, a nawet powinieneś się zemścić. Państwo stoi nierządem. Aparat ścigania - bezsilny i skorumpowany. Pomóż sobie sam. Zabij któregoś z tych śmieci, bo on zabije kiedyś ciebie. Nie czekaj. Podpal mu mieszkanie, złam rękę, wybij oko. Zrób coś". Ulotkę tej treści (z nazwiskami i adresami dziesięciu osób) wydrukował radomski "komitet samoobrony". Kilku mieszkańców Supraśla najpierw pobiło kijem baseballowym ojca domniemanych sprawców włamań i gwałtu, później wywołało bójkę. Na końcu jednego z podejrzanych synów ciągnęli za samochodem. Teraz twierdzą, że gdyby nie informacje w mediach o samosądzie, policja nie wzięłaby się do roboty. Sprawy we własne ręce wzięli też mieszkańcy piętnastotysięcznego osiedla na warszawskiej Pradze. Przez trzy tygodnie prowadzili akcję "czyszczenia" osiedla.
Badania wskazują, że policja nie wie o 60 proc. popełnianych przestępstw. To między innymi efekt braku wiary obywateli w skuteczność działania policji i wymiaru sprawiedliwości. Z badań Rady Europy wynika, że jeszcze przed wprowadzeniem nowego kodeksu karnego w 1998 r. prowadziliśmy najbardziej liberalną politykę karania w Europie.
Istotnie, nowy kodeks karny złagodził dolegliwość kar. Gdy obowiązywał kodeks z 1969 r., w 14,8 proc. wyroków w sprawach o rozbój orzekano karę w zawieszeniu. Po nowelizacji prawa liczba warunkowych zawieszeń wykonania kary wzrosła trzykrotnie. W sprawach dotyczących gwałtu odnotowano ponad 40 proc. zawieszeń, a w wypadku gwałtów ze szczególnym okrucieństwem - ponad 16 proc. Kary bezwzględnego pozbawienia wolności zapadają w co dziesiątym wyroku. Tymczasem kara w zawieszeniu jest w praktyce fikcją. Do tego dochodzi niewydolny system nadzoru nad skazanymi. To dlatego coraz więcej pokrzywdzonych chce działać na własną rękę.
Inicjatywy obywateli organizujących się przeciw przestępcom nie są w Europie niczym nowym. Najnowszym tego przejawem są publikowane przez brytyjską i włoską prasę listy skazanych przez sądy pedofilów. W niemieckich landach sąsiedzka współpraca polega na wzajemnym pilnowaniu domów i obserwowaniu ulicy. Podobnie jest w Szwajcarii. Nikt jednak nie próbuje samemu wymierzać kary, a jedynie zawiadamia policję.
W USA zalegalizowano niektóre inicjatywy obywatelskie. Mieszkańców informuje się na przykład o wyjściu z więzienia lub wprowadzeniu się niebezpiecznego przestępcy. Biura kredytowe udostępniają dane o wiarygodności potencjalnych partnerów handlowych, ale wszystko odbywa się zgodnie z ustalonymi normami prawnymi.
W Polsce inicjatywy obywatelskie wynikają najczęściej z desperacji pokrzywdzonych, co wiąże się z działaniami pozaprawnymi i naraża ich na odpowiedzialność karną. Tak było z Grzegorzem Ch. z Kraśnika, który stanął przed kolegium za samowolne rozwieszanie listów gończych za mordercą córki. Po czterech latach oczekiwania na zakończenie śledztwa w kilkudziesięciu miejscach nakleił kserokopie zdjęcia domniemanego sprawcy. Naraził się tym samym na proces.
- Przedstawiciel społeczny uczestniczący w procesie karnym to najbardziej cywilizowany sposób brania spraw we własne ręce - radzi prof. Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Byłby to środek wystarczający, gdyby chodziło tylko o sprawy kończące się procesami. A co ze sprawami odwlekanymi latami czy przestępstwami, które trudno udowodnić? Co z zagrożeniem, jakie stanowią przestępcy wychodzący na wolność? Dlaczego bardziej mamy się liczyć z pedofilem czy recydywistą niż z jego potencjalnymi ofiarami?
Więcej możesz przeczytać w 36/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0