Import bez granic

Import bez granic

Dodano:   /  Zmieniono: 
Połowa towarów powszechnego użytku trafiających do Polski z zagranicy pochodzi z przemytu
Co trzecia butelka alkoholu, co trzecia paczka papierosów, co druga para dżinsów, co trzecie buty sportowe, co drugie opakowanie wody toaletowej, które można kupić w naszym kraju, zostały nielegalnie przywiezione lub wyprodukowane z przemyconych surowców. Połowa towarów powszechnego użytku trafiających do Polski pochodzi z przemytu. Procederem tym trudnią się największe gangi, legalnie działający importerzy, firmy krzaki, stowarzyszenia, wspólnoty religijne, tzw. mrówki oraz przeciętni ludzie. Najbardziej efektywną metodą przemytu nie jest jednak nielegalne sprowadzanie towarów z zagranicy, lecz fikcyjny eksport i reeksport. Towar powinien być wysłany za granicę, ale nigdy tam nie trafia. Niczym się więc nie różni od kontrabandy. Jeśli przyjąć, że służby celne i organy ścigania wykrywają tylko dziesiątą część przemytu (taki wskaźnik przyjmuje się na przykład w opracowaniach OECD), wartość nielegalnie sprowadzonych do Polski lub fikcyjnie wyeksportowanych towarów przekracza 40 mld zł rocznie.
W lutym tego roku w Gdyni wykryto przemyt dwóch kontenerów spirytusu wartego 4,7 mln zł. Tuż przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia w Świecku zatrzymano dwie ciężarówki, które oficjalnie przewoziły gips.
W rzeczywistości znajdowało się w nich 52 tys. litrów spirytusu wartego na rynku ponad 2 mln zł. W 1999 r. dwunastokrotnie "nakrywano" przemytników próbujących przeszmuglować ponad milion papierosów. W Świecku kartony z papierosami znaleziono pomiędzy workami z granulatem chemicznym, w Hrebennem - za drewnianymi konstrukcjami budowlanymi, a w Kukurykach - pod zwojami tkaniny bawełnianej.
Na przemycie skarb państwa traci co najmniej 5 mld zł rocznie. Traci zresztą dwukrotnie: po raz pierwszy, gdy do budżetu nie wpływają opłaty celne i akcyza, po raz drugi, kiedy państwo zwraca podatek VAT za fikcyjny eksport. Za rozmiary przemytu w największym stopniu odpowiedzialne jest jednak samo państwo. Wszędzie na świecie proceder ten zaczyna być uprawiany na większą skalę wtedy, gdy wzrasta cło, a przede wszystkim akcyza. Fiskus łudzi się, że zwiększając stawki celne i akcyzę, zapewnia budżetowi większe wpływy. Jest wręcz przeciwnie. Po 1970 r. w Kanadzie przez ponad 20 lat podnoszono cło i akcyzę na papierosy. W tym czasie eksport papierosów z tego kraju wzrósł trzydziestosześciokrotnie, lecz kanadyjskich wyrobów tytoniowych nie można było kupić w sąsiednich Stanach Zjednoczonych, dokąd miały trafiać. Zostawały w Kanadzie, gdzie sprzedawano je po niższych cenach. Kiedy kilka lat temu radykalnie obniżono cło i akcyzę na papierosy, fikcyjny eksport się załamał, a jednocześnie ponaddwukrotnie wzrosły wpływy budżetowe z tytułu akcyzy na wyroby tytoniowe.
- Z wykonywanych przez nas analiz budżetowych wynika, że podwyżki akcyzy na alkohol i papierosy wcale nie przynoszą budżetowi większych dochodów - potwierdza prof. Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. - Jedyne, do czego te podwyżki na pewno się przyczyniają, to do rozwoju zjawisk patologicznych. Po pierwsze - zniechęcają do zakupów w Polsce (sam zaopatruję barek podczas wyjazdów zagranicznych). Po drugie - mają wpływ na wzrost przemytu. Widać to na każdym przejściu granicznym między Polską a Niemcami. W Polsce akcyza na alkohol jest znacznie wyższa niż w Niemczech, opłaca się więc kupić tam wyroby spirytusowe i przewieźć je nielegalnie przez granicę.
Przed ostatnią podwyżką akcyzy na wyroby spirytusowe Ministerstwo Finansów otrzymało analizę przyczyn spadku dochodów budżetowych po poprzednich podwyżkach, przygotowaną przez Generalny Inspektorat Celny. Autorzy raportu odradzali ministrowi podnoszenie akcyzy. "Jedynie zmniejszenie różnic między 'legalną' i 'nielegalną' ceną wódki może w dłuższym czasie doprowadzić do ograniczenia przemytu. W przeciwnym wypadku podwyżka stawki akcyzy będzie 'przejmowana' przez kolejne grupy przestępcze" - napisano w raporcie. Mimo to akcyzę podniesiono: po raz pierwszy w marcu, po raz drugi - w sierpniu.
Najwięcej można zarobić na przemycie spirytusu. - Zyski są w tym wypadku porównywalne z handlem narkotykami - tłumaczy podinspektor Dariusz Nowak z Wojewódzkiej Komendy Policji w Krakowie. Na Zachodzie litr spirytusu kosztuje 1,50 zł, w Polsce - 14-16 zł. Policjanci szacują, że w latach 1998-1999 tylko z Francji i Włoch nielegalnie przywieziono do naszego kraju 10 mln litrów spirytusu. Skarb państwa stracił na tym ponad 600 mln zł.
Polskie gangi i firmy kupują spirytus w destylarniach francuskich, włoskich i portugalskich. Przeważnie towar legalnie opuszcza Unię Europejską, a eksporter otrzymuje zwrot podatku VAT. Do Polski ciężarówki wypełnione beczkami z alkoholem wjeżdżają już nielegalnie. Zwykle przekraczają granicę na małych przejściach, na przykład w Sieniawie czy Kudowie-Słonem, choć nie omijają też Kołbaskowa czy Świecka. "Żaden przemyt tego rodzaju nie odbywa się bez wiedzy i 'nadzoru' celników i straży granicznej. Nie tylko polskich, ale także niemieckich, czeskich, słowackich, ukraińskich. Gdy dochodzi do takiej 'międzynarodowej' współpracy, wykrycie przemytu jest już niemożliwe" - napisali autorzy raportu przygotowanego dla ministra finansów. Transporty składają się zazwyczaj z dwóch, trzech ciężarówek, które wjeżdżają do Polski bez adnotacji w ewidencji granicznej. Niektórzy przemytnicy pokazują na granicy sfałszowane dokumenty celne i handlowe. Część transportów zgłasza się na zachodnich przejściach granicznych jako towary przewożone w tranzycie, przeznaczone dla odbiorców w Rosji, na Ukrainie, Białorusi, Litwie.
W praktyce w Polsce nie można sprawdzić, czy towar dotarł za wschodnią granicę. Nie wiadomo nawet, co konkretna polska firma sprowadziła z zagranicy. Generalny Inspektorat Celny nie ma bowiem dostępu do baz danych Głównego Urzędu Ceł. Urzędnicy tego ostatniego często przez dwa miesiące przygotowują odpowiedź na pytania GIC. Powód - brak centralnej ewidencji celnej.
Papierosy trafiają do nas najczęściej z Litwy, Ukrainy i Dalekiego Wschodu. Niektóre tamtejsze fabryki produkują wyroby z polskimi napisami i znakami akcyzy. W maju tego roku funkcjonariusze GIC odkryli 140 tys. kartonów tak spreparowanych papierosów (West i Golden American) w magazynie w Łomiankach. Przemycono je z Litwy.
- Przemyt nie jest tak dużym zagrożeniem dla budżetu jak oszustwa celne, polegające na zaniżaniu wartości towaru, ukrywaniu kraju jego pochodzenia, stosowaniu fikcyjnych taryf - mówi Bogdan Piec, szef departamentu analiz GIC.
Importerzy tkanin uszczuplają wpływy z ceł, zgłaszając jako syntetyczne (obowiązuje na nie niższe cło) tkaniny bawełniane. Odzież dla dorosłych "udaje" ubrania dla dzieci do jedenastego roku życia, bo te ostatnie objęte są siedmioprocentową stawką VAT. Oszustwa celne ujawniane są w trzech czwartych transakcji dotyczących importu tekstyliów i obuwia (głównie z Turcji, Chin i krajów Dalekiego Wschodu). Zdarzało się, że koszula kosztowała - według deklaracji celnej - 70 gr, czyli mniej niż wart był materiał, z którego została uszyta. Aby ten proceder ograniczyć, wzorem Francji wprowadzono w ubiegłym roku tzw. ceny minimalne na określone towary - nie mogą być one niższe od określonych w taryfikatorze, a towar taki może być odprawiany tylko na wytypowanych przejściach granicznych.
Przeciętnemu obywatelowi przemyt najczęściej kojarzy się z działalnością tzw. mrówek, czyli ludzi wielokrotnie przekraczających granicę i przenoszących niewielkie partie towarów. "Mrówki" działają na własny rachunek, ale także zaopatrują hurtowników, którzy wykładają pieniądze na zakupy i płacą stałą stawkę za każde przekroczenie granicy. Procederem tym trudni się większość mieszkańców przygranicznych miejscowości. Często jest to ich podstawowe źródło utrzymania. Przenoszą głównie alkohol i papierosy, ale także kosmetyki, cukier, podzespoły do komputerów, sprzęt fotograficzny. Zbigniew Bujak, szef GUC, zamierza przemyt organizowany przez "mrówki" zlikwidować jednym posunięciem - prawo przenoszenia niewielkiej partii towarów bez cła miałyby tylko osoby, które za granicą spędziły przynajmniej dobę.
Towary przenoszone przez "mrówki" stanowią jednak nie więcej niż 5 proc. przemytu. Niewiele więcej przywożą do Polski cudzoziemcy i nasi rodacy wracający z zagranicy. Towary przemycane są w skrytkach przygotowanych w samochodach osobowych, autobusach i pociągach. Część drobnego przemytu odbywa się za wiedzą celników - za opłatę w wysokości 50-100 DM.
Spirytus przewozi się najczęściej w specjalnie przerobionych zbiornikach na paliwo. Niedawno na przejściu granicznym w Kuźnicy Białostockiej zatrzymano Białorusina, który w zbiorniku o pojemności 60 litrów miał jedynie 5 litrów benzyny. Resztę wypełniał spirytus w plastikowych woreczkach. Papierosy przewożone są najczęściej w różnych zakamarkach nadwozi samochodowych, pod tapicerką siedzeń i w skrytkach pod sufitami wagonów.
W ostatnich kilkunastu miesiącach udało się w znaczący sposób uszczelnić nasze granice. Nowoczesne wyposażenie, które otrzymały urzędy celne i straż graniczna, pomagają walczyć przede wszystkim z drobnym przemytem. Nowoczesny sprzęt to jednak za mało, by poradzić sobie ze zorganizowanymi grupami działającymi na masową skalę, by zwalczać fikcyjny eksport. Przemyt, który dla legalnie działających firm jest formą dumpingu i nieuczciwej konkurencji, będzie u nas kwitł dopóty, dopóki nie znikną różnice zamożności między Polską a jej sąsiadami. Rósł będzie również wtedy, gdy będą wzrastały stawki akcyzy. Przemytu nie zlikwiduje się prawdopodobnie nigdy, chodzi jednak o to, by przynajmniej nie był on wyższy od oficjalnego importu. Wówczas bowiem państwo przestaje mieć wpływ na bilans handlowy, czyli wielkość deficytu.
Więcej możesz przeczytać w 37/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0