Pamięć i nieodpowiedzialność

Pamięć i nieodpowiedzialność

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy robotnicy przymusowi III Rzeszy doczekają się wypłaty odszkodowań?
To koniec imprezy..." - stwierdził pełnomocnik rządu Niemiec Otto Lambsdorff na zakończenie konferencji prasowej, urządzonej po zawarciu porozumienia w sprawie odszkodowań dla niewolników III Rzeszy, które mają być wypłacone z funduszu Pamięć - Odpowiedzialność - Przyszłość. Hrabia mylił się, gdyż ten żenujący akt rozrachunku z przeszłością wciąż się nie może skończyć. Ponad 90 proc. firm korzystających z pracy więźniów uchyla się od spłaty moralnego długu.
Rząd Niemiec i przedsiębiorstwa mają przeznaczyć na odszkodowania po 5 mld DM. Spośród 220 tys. firm zatrudniających w czasie wojny przymusowych pracowników do funduszu przystąpiło na razie tylko 3,7 tys. zakładów. Zamiast uzgodnionej kwoty niemiecka gospodarka zebrała 3,2 mld DM. Bawarska Izba Przemysłowo-Handlowa (IHK) rozesłała listy do 12 tys. przedsiębiorców, ale do funduszu przystąpiło jedynie stu. Claus Hipp, przewodniczący IHK w Monachium, przyznał, że wielu w ogóle nie zareagowało, a jedna trzecia odpowiedzi była irytująca lub wręcz ubliżająca. Hipp sam wpłacił na konto 350 tys. DM, lecz nie znalazł naśladowców. "Listy można wyrzucić, a słuchawkę telefoniczną też trzeba kiedyś odłożyć" - stwierdził.
W całej Rzeszy przymusowo pracowało 7,6 mln osób, najwięcej Rosjan (2,8 mln) i Polaków (1,5 mln). Według różnych źródeł, w Europie Wschodniej żyje jeszcze 600-800 tys., a w USA 80-120 tys. byłych niewolników Hitlera. Helmut Kohl chciał się odciąć od zobowiązań z przeszłości. Gerhard Schröder ugiął się pod presją opinii publicznej, zbiorowych pozwów sądowych i groźby bojkotu niemieckich firm poza granicami. Powołany z jego inicjatywy fundusz ma zakończyć rozliczenia z okresem III Rzeszy.
Niektóre przedsiębiorstwa nie czekały na wynik ustaleń prawników i polityków. Volkswagen już w 1998 r. otworzył konto odszkodowań, wpłacając 20 mln DM, ale to przykład odosobniony. Wobec braku 1,8 mld DM pojawiają się żądania, by nazwy uchylających się od płacenia przedsiębiorstw podać do publicznej wiadomości. Do tej pory prasa wymieniała tylko firmy, którym dziękowano za wpłaty. Coraz więcej obywateli, zbulwersowanych postawą przedsiębiorców, zgłasza chęć przekazania prywatnych pieniędzy. Do redakcji "Süddeutsche Zeitung" zgłosiła się 45-letnia Niemka i przyniosła czek na 400 DM. Powiedziała, że należy do powojennego pokolenia i nie ma firmy, lecz chciałaby się przyczynić do zmazania hańby. Wolfgang Gibowski, rzecznik fundacji z ramienia przedsiębiorstw, otrzymał m.in. 50 marek z Eschede, od bezrobotnej matki dwojga dzieci. Ofiarodawczyni zaapelowała, by załogi opieszałych zakładów same zrobiły zbiórki pieniędzy. Do ogólnonarodowej kwesty namawia też niemiecki literat noblista Günter Grass.
Do funduszu odszkodowań dołączył ostatnio Kościół ewangelicki, przekazując 10 mln DM. Zdopingowało go do tego ujawnienie dokumentów z archiwów berlińskiej gminy Neukölln m.in. o zatrudnianiu robotników przymusowych przy grzebaniu zwłok. Ludzie ci zostali przysłani do pracy na życzenie Kościoła. Zachował się nawet list szefa obozu Gustava Wengera do władz z prośbą o zabranie schorowanych więźniów, gdyż "blokują miejsca zdolnym do pracy". Tylko w stolicy przymusowych robotników zatrudniało 26 gmin ewangelickich. Również biskup Karl Lehmann, przewodniczący Niemieckiej Konferencji Biskupów Kościoła katolickiego, przeznaczył 5 mln DM na odszkodowania i drugie tyle na inicjatywy pojednawcze po tym, jak telewizyjny magazyn "Monitor" ujawnił fakt zatrudniania Polaków w klasztorze Ettal. Kościół katolicki będzie jednak wypłacać pieniądze samodzielnie, na podstawie własnych dokumentów.
Przedsiębiorcy prywatni wydają się odporniejsi na naciski opinii publicznej. Przewodniczący niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej Hans Peter Stihl namawia do zwiększenia presji. Berlińska firma Lysoform wysłała do kooperantów ostrzeżenie, że jeśli nie przyłączą się do funduszu, zerwie z nimi współpracę. Tymczasem już w najbliższych tygodniach w USA sądy rozpoczną rozpatrywanie pierwszych z 55 zbiorowych skarg. Kłopoty z pozyskiwaniem pieniędzy, problemy organizacyjne, dyskusje na temat kształtów dokumentów oddalają wypłaty dla dawnych więźniów. Niektórzy z nich nie zrzekną się jednak indywidualnego dochodzenia swych praw. Ernst Müller, 83-letni mieszkaniec Berlina, były robotnik przymusowy, zapowiedział, że nie odbierze odszkodowania. Był więźniem KZ Theresienstadt i Mauthausen. Jak mówi, żadne wymuszone grosze nie zrekompensują mu wyrządzonych krzywd i śmierci najbliższych. 


Więcej możesz przeczytać w 37/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0