Ukryta kamera

Ukryta kamera

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kobiety, od zawsze przekonywane, że agresja to cecha typowo męska, poszukiwały innej drogi do rozładowania stresu. Prawie każdego dnia zastanawiają się nad tym, jak zakamuflować gniew
Kobiety równie często jak mężczyźni inicjują w domowych pieleszach agresywne zachowania. Według Martina Fieberta, psychologa z California State University, hasło "przemoc w rodzinie" bynajmniej nie oznacza rzucenia patelnią o podłogę, lecz czyny kwalifikowane jako kryminalne. Ze statystyk FBI wynika, że kobiety są sprawczyniami aż 43,4 proc. morderstw dokonywanych na współmałżonku. I chociaż brzmi to niewiarygodnie, to w 1994 r. aż 55 proc. zabójstw własnych dzieci zostało popełnionych przez matki.
Przytoczone informacje położył mi na biurku redakcyjny kolega bez szowinistycznego komentarza: "Oto, jakie naprawdę są kobiety", ale ze słuszną uwagą, że warto by się sprawie przyjrzeć. Tego samego dnia trafiła w moje ręce arcyciekawa praca amerykańskiej autorki Dany Crowley Jack zatytułowana "Behind the Mask: Destruction and Creativity in Women’s Agression". Pani profesor, która na Uniwersytecie Harvarda zajmowała się m.in. badaniami nad depresją kobiet, tym razem przepytała na okoliczność agresji 60 Amerykanek między 17. a 75. rokiem życia. Pochodzą one z różnych grup społecznych, etnicznych i kulturowych. Łączy je jedno: nieradzenie sobie z agresją.
Ponad rok profesor Jack wypytywała je o to, jak sobie radzą z gniewem, jak go manifestują i wreszcie jak komunikują się z otoczeniem, które agresywną kobietę od zawsze starało się eliminować. "Zgłębiając wraz z tymi kobietami krainę agresji, odkryłam terytorium ich najstraszniejszych lęków, ale i niezgłębionych możliwości zmian własnych życiorysów, aktywności i siły przetrwania" - napisała we wstępie Jack. Nie ulega wątpliwości - co autorka swoją pracą udowadnia - że w społecznym byciu kobietą nie ma miejsca na podniesiony głos, wykrzywioną złością twarz, słowną groźbę, nie mówiąc o zaciśniętej dłoni.
Kobieta już z samej definicji powinna być miła, łagodna, spolegliwa, pokorna. Nie powinna w żadnym razie i w żadnych okolicznościach czynem ani słowem nadwyrężać męskiego autorytetu. Poza tym agresywna kobieta to, według kultury, w której żyjemy, skazana na odrzucenie, żałosna kopia mężczyzny. "On już taki jest wybuchowy" - tłumaczymy. "Ona jest niebezpieczną furiatką" - wyrokujemy. O kobiecie mówi się "żmija". O nim - co najwyżej, że jest cholerykiem.
Praca Jack to fascynująca, ale i przygnębiająca podróż po kobiecych losach, pełnych wrzasku, rękoczynów, znieważania, maltretowania, degradowania, gwałtu i ośmieszania. Z agresją bezpośrednią spotkała się każda z nich. Policjantka, która strzela do bandytów, a w domu nie podnosi głosu. Chirurg oskarżana o to, że podczas operacji wydaje polecenia, zamiast potulnie prosić o narzędzia. Była narkomanka, z którą sypiał tatuś, dając do wyboru radosny seks albo kulkę w łeb itd., itd.
W tej książce nie ma naukowych definicji, są natomiast próby dogłębnego przeanalizowania przeżyć bohaterek. Kobiety - od zawsze przekonywane, że agresja to cecha typowa dla mężczyzn - poszukiwały innej drogi do rozładowania stresu. Szybko poznały kulturowe normy. Błyskawicznie nauczyły się wtapiania w obowiązujące struktury. "Masz być chroniona przez mężczyznę, a nie sama się bronić" - wpaja się im przecież od dzieciństwa. "Po co ci więc agresja?". Kobieta prawie każdego dnia zastanawia się nad tym, jak zakamuflować gniew, jak - nie urażając nikogo - obronić godność, wrażliwość i własną interpretację rzeczywistości. Stale poszukuje tej tak trudnej do rozróżnienia granicy między stanowczością a agresją. W pracy żądają od niej, żeby była przebojowa i stanowcza. W domu ma być potulną żoną i kochającą matką, stanowczość zostawiając ojcu.
Ruch wyzwolenia kobiet namówił je do sięgnięcia po to, co do tej pory było męskie. Jak jednak tego dokonać bez agresji? Jak się na to odważyć? Dopóki do tego nie dojdzie, dopóty kobieta posiłkuje się różnymi formami agresji ukrytej: milczeniem, złośliwościami, intrygą, zbolałą miną albo wzrokiem, który mógłby zabić itd. Odmawiana przez nią każdego dnia modlitwa brzmi: "Nie mam prawa nikogo zranić i zawsze muszę być dobrą dziewczynką. Pierwszy stopień wtajemniczenia w kontrolowaniu agresji to mówienie tego, co się myśli. Zanim rzucę talerzem o ścianę, głośno oświadczę, że już nigdy nie pozwolę się uderzyć". Stąd już niedaleko do odkrycia w sobie umiejętności korzystania z pozytywnej agresji, czyli konsekwentnego nieprzyzwalania na degradowanie własnej osobowości. Do ochrony własnych interesów i sztuki negocjowania tego, co dla nas w życiu najważniejsze.
Przy okazji warto odnotować istnienie pojęcia "relaksującego się agresora": mężczyzna siedzi na kanapie, nogi trzyma na stole - agresor odpoczywa. Nie interesuje go ani przez chwilę, czy nie podgląda go ukryta kamera. Kobieta w takiej sytuacji trzyma nogi i ręce blisko siebie i stara się na kanapie zajmować jak najmniej miejsca. Zachowuje się tak, jakby zawsze była na podglądzie. W ukrytej kamerze...

Małgorzata Domagalik
Więcej możesz przeczytać w 37/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0