Wspomnienie

Wspomnienie

Funkcjonował przed wojną slogan: cukier krzepi. Nie wiem, czy to nadal prawda, ale wiem, że Zakrzewski krzepił na pewno

Zamierzałem napisać o Unii Europejskiej i jej stosunku do Austrii. O sprawie Haidera i o oburzeniu demokratycznych instytucji na demokratyczne wybory. Porównywanie sprawy Haidera ze sprawą Hitlera wydaje mi się grubym uproszczeniem. Nie sądzę, że istnieje niebezpieczeństwo dokonania przez Austriaków anszlusu Republiki Federalnej Niemiec. Kiedy w Polsce doszli do władzy postkomuniści (komunizm nie był też najlepszym ustrojem - ociekał krwią tak jak faszyzm), nikt nie podnosił larum. Histeryczna reakcja unii wydaje się niewłaściwa i naruszająca suwerenność naddunajskiego kraju.

Zamierzałem napisać o mojej korespondencji z przewodniczącym Marianem Krzaklewskim. O przyczynach i głębokości kryzysu drążącego szeroko pojęty obóz rządzący w Polsce i propozycjach wiodących do jego naprawy. Nie widzę tu woli zmiany, nie widzę woli naprawy.
Zamierzałem o tym napisać, bo są to sprawy ważne, ale istnieje sprawa ważniejsza, taka, która ma niekwestionowane pierwszeństwo nad innymi. Odszedł mianowicie od nas - do lepszego świata - Andrzej Zakrzewski. Pożegnanie przyjaciela powinno mieć pierwszeństwo przed wszystkimi innymi sprawami.
Pan Andrzej był moim przyjacielem o rzadko spotykanej lojalności. Żartowaliśmy, że jest naszym "ministrem od historii". Rzeczywiście był naszym nauczycielem, wskazującym, jak historię szanować i jak ją tworzyć. On organizował obchody pięćdziesiątych rocznic powstania w getcie, powstania warszawskiego czy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu. W tych uroczystościach chodziło nie tylko o uświetnienie przeszłości, ale o rozwiązywanie problemów teraźniejszości. Poprzez historię dążył do uzyskania dla Polski należnego jej miejsca w europejskiej rodzinie narodów. Szczególnie nadawał się do misji drażliwych - dbał o stosunki polsko-żydowskie, mediował z emigracją, rozmawiał w moim imieniu z płk. Kuklińskim. Jego takt i delikatność pozwalały mu mieć więcej przyjaciół niż wrogów, co w polityce jest cnotą rzadką. Nie mogłem osobiście pożegnać go na cmentarzu Powązkowskim. Byłem wtedy chory, przykuty do łóżka, więc reprezentowała mnie żona. Tak się składa, że wyręcza mnie ona przy wyjątkowo ważnych okazjach: odbierała za mnie Nobla, żegnała ode mnie Przyjaciela. Wystosowałem tylko list do Małgosi, córki Andrzeja, której estyma dla Ojca była porównywalna z moją. O zasługach pana Andrzeja pisać będą przyszli historycy. Może któryś z nich napisze monografię tej postaci, tak jak on sam napisał o Wincentym Witosie. Jego książkę z dedykacją przekazałem wśród innych wotów na Jasną Górę. Nie będę wymieniał je- go zasług, bo raz - lista jest długa, a dwa - boję się pominąć którąkolwiek. Do podsumowania ludzkiego dorobku potrzebny jest dystans, do pamięci o Człowieku dystans jest zbyteczny. Chcę natomiast wspomnieć o pewnej cesze, która może ujść uwagi badaczy, bo dostępna była tylko dla osób mających przywilej osobistego obcowania z Andrzejem.
Był to człowiek ogromnego poczucia humoru i pogody ducha. Potrafił celnym dowcipem rozładowywać stresowe sytuacje, potrafił zarażać swoim optymizmem, zachowywać pogodę ducha tam, gdzie inni ją tracili. Funkcjonował przed wojną slogan: cukier krzepi. Nie wiem, czy to nadal prawda, wiem natomiast, że Zakrzewski krzepił na pewno. To był wspaniały człowiek na ciężkie czasy. Na każde czasy. Charakterystyczny wydaje mi się sposób, w jaki odszedł. Przez bez mała trzy miesiące kierował resortem ze szpitalnego łóżka. Choroba nowotworowa nie jest łaskawa dla pacjentów. Parę dni przed śmiercią zwołał konferencję w Radziejowicach, na której ogłosił powstanie Instytutu imienia Adama Mickiewicza. To było nadanie nowego kształtu problemowi dbałości o kulturę i jej promocję za granicą. To był jego pomysł na reorganizację resortu i sposób promocji Polski za granicą. Wiedział, że nie wytrzyma takiego wysiłku. Podjął go jednak. Był na posterunku do końca. Cześć jego pamięci!


Okładka tygodnika WPROST: 9/2000
Więcej możesz przeczytać w 9/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0