Trzeźwe spojrzenie

Trzeźwe spojrzenie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prywatyzacja branży spirytusowej może się zakończyć klapą


Kilka lat temu szacowano, że państwo uzyska z prywatyzacji polskiego przemysłu spirytusowego co najmniej miliard dolarów. Dziś wiadomo, że jeśli nie zostaną uregulowane prawa do sprzedaży najbardziej znanych marek, przede wszystkim "Wyborowej", "Żubrówki", "Luksusowej", "Żytniej", "Poloneza" i "Krakusa", skarb państwa zarobi mniej niż połowę tej sumy.
Kłopoty Polmosów zaczęły się na początku lat 90., gdy sprywatyzowano ówczesną Centralę Handlu Zagranicznego Agros, która wcześniej była jedynym eksporterem polskich alkoholi i z tej przyczyny zarejestrowała za granicą większość liczących się marek wódki. W tym momencie warto sięgnąć do historii. W okresie międzywojennym nazwy wódek: "Luksusowa", "Wyborowa", "Żubrówka", były własnością Państwowego Monopolu Spirytusowego. W 1951 r. Polmosy pozbawiono praw do znaków towarowych, które przekazano centralom handlu zagranicznego i nadano im przywilej rejestrowania polskich marek za granicą. Niezgodne z prawem międzynarodowym decyzje próbowano odwołać w 1971 r. Wówczas Ministerstwo Handlu Zagranicznego nakazało centralom handlowym przerejestrować przejęte znaki na rzecz ich prawowitych właścicieli, czyli producentów. CHZ Agros tylko częściowo wykonała to polecenie i przerejestrowała nazwy jedynie w polskim Urzędzie Patentowym. Za granicą dalej występowała jako właściciel "starych" nazw i nadal rejestrowała nazwy nowych polskich wódek, których była eksporterem. Henryk Tomasik, dyrektor PPS Polmos w Warszawie, ocenia, że w latach 1971-1997 Agros zarejestrował bez zgody Polmosów ponad 120 nazw wódek będących ich własnością. - Uczynił to niezgodnie z prawem i w złej wierze - twierdzi Tomasik.
Obecnie prywatna spółka Agros pośredniczy w eksporcie wódki wyprodukowanej w państwowych Polmosach. Ponieważ jest formalnym właścicielem za granicą na przykład stylizowanego logo Polmos oraz umieszczanego na etykietach wizerunku husarza, może zablokować znaczną część eksportu polskich wódek. Dotyczyć to może także zupełnie nowych trunków, takich jak "Premium" lub "Victory", które sygnowane są znakami Polmosu. Częściowo zapewne z tej przyczyny w la- tach 90. wódki z Polski przestały się liczyć na zagranicznych rynkach. W wielu krajach doszło do wzajemnego zwalczania się różnych dostawców polskich alkoholi. Menedżerowie z Polmosów twierdzą, że na skutek działań Agrosu w latach 1998-1999 wartość eksportu wódek na przykład do Australii spadła do 24 tys. USD rocznie (w latach 1994-1997 szacowano ją na ponad 200 tys. USD rocznie). Do jeszcze większych strat doszło na innych rynkach.
Zwaśnione strony w żaden sposób nie potrafiły dojść do porozumienia. - To my mamy prawo do rejestracji znaków za granicą - powtarza Małgorzata Sędłak, rzecznik prasowy Agros Holding. Agros argumentuje, że to on poniósł znaczną część kosztów promowania polskich wódek poza krajem. Polmosy jednak przypominają, że w owym okresie obie firmy były państwowe i tak naprawdę to promocja odbywała się za pieniądze podatnika. Zresztą część środków przeznaczonych na promocję przepływała również przez kasy Polmosu. Dyrektorzy Polmosów twierdzą, że Agros pokrywał tylko 50-70 proc. kosztów promocji. Rekompensował to sobie zresztą, stosując wysokie marże, wielokrotnie wyższe od tych, jakie mogli ustalać producenci alkoholi na krajowym rynku. Prawdą jest również i to, że Agros nie odniósł właściwie żadnych sukcesów na obcych rynkach. Całe szczęście, że firmie tej nie udało się doprowadzić do stuprocentowego zmonopolizowania eksportu.
Spór pomiędzy obiema stronami trafił na wokandy kilku sądów. Agros - jak twierdzą jego reprezentan- ci - jest skłonny do ugody i chętnie pozbyłby się praw do większości znaków w zamian za dwie marki: "Wyborową" i "Żubrówkę". Tego z kolei nie chcą zaakceptować Pol- mosy, bo nazwy te są traktowane jak srebra rodowe całego przemysłu alkoholowego i mają największą wartość. Dziś sytuacja w polskim przemyśle spirytusowym jest zupełnie inna niż wówczas, gdy Agros miał monopol na rejestrowanie nazw wódek. W 1991 r. ogólnokrajowe, wielozakładowe przedsiębiorstwo Polmos zostało podzielone na 25 samodzielnych firm. W ubiegłym roku po wielu nieudanych próbach wreszcie pomiędzy poszczególne firmy podzielono tzw. polmosowskie marki. Za najbardziej cenne Pol- mosy musiały zapłacić po kilka milionów złotych. Potem okazało się jednak, że to, co otrzymały, jest w pewnym sensie równoznaczne z sienkiewiczowskimi Niderlandami - nie mogą same eksportować alkoholi, do których prawa kupiły. - To kuriozalna sytuacja, niemożliwa do zaakceptowania przez żadne przepisy prawa, szczególnie międzynarodowego - ocenia dyrektor Tomasik.
Zmieniła się również sytuacja w Agrosie. Obecnie aż 74 proc. głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy tej spółki należy do francuskiego koncernu Pernord Ricard, jednej z największych na świecie firm alkoholowych. - Zyskał on w ten sposób prawo do używania naszych marek - przyznaje Małgorzata Sędłak. W prospekcie emisyjnym Agros zaliczył je do swojego majątku. Według spółki, podniosło to cenę, jaką musieli zapłacić akcjonariusze przy jej prywatyzacji. Przedstawiciele Polmosów uważają jednak, że nie ma na to żadnego dowodu, a całą procedurę przeprowadzono po cichu, aby już wówczas nie wybuchł skandal. W okresie prywatyzacji central handlu zagranicznego ministrem współpracy gospodarczej z zagranicą był Andrzej Arendarski, dziś przewodniczący rady nadzorczej Agrosu. Zgodnie z obecnym stanem prawnym Pernord Ricard stał się - bez uczestniczenia w przetargu - właścicielem niemal połowy polskiego przemysłu spirytusowego, bo tak należy ocenić wartość znajdujących się we władaniu Agrosu marek. Francuski potentat nie kryje zamiaru przejęcia zagranicznej dystrybucji polmosowskich alkoholi. Jeśli jednak właścicielem wytwarzających je Polmosów (na przykład "Wyborową" produkuje się w Poznaniu, a "Żubrówkę" w Białymstoku) stanie się któryś z konkurentów francuskiej firmy, może dojść do wojny o znaki znacznie przekraczającej nasze granice. Chyba że Francuzi kupią najbardziej interesujące ich firmy. - Spór można rozwiązać na kilka sposobów - mówi Janusz Kujawiński, prezes Polmosu Poznań. - W rachubę wchodzi dalsza dystrybucja za pośrednictwem Agrosu, zapłata za korzystanie ze znaku albo odkupienie prawa do znaku. Liczymy na to, że Agros przystanie na odkupienie praw, gdyż obecna sytuacja nie jest korzystna również dla niego (m.in. ze względu na koszty procesów sądowych przeciw nieuczciwym eksporterom). Trudno jednak liczyć na to, że oddadzą prawo do eksportu "Wybo- rowej" czy "Żubrówki".
Polmosy próbowały w pełni odzyskać znaki towarowe również na drodze legislacyjnej. Służyć temu miała odpowiednia poprawka do projektu nowelizacji prawa własności przemysłowej, która jednak przepadła w komisji sejmowej. Agros utrzymuje, że jest gotów dojść do porozumienia z Ministerstwem Skarbu Państwa i nie będzie utrudniać mu prywatyzacji Polmosów. Na razie owa wola ma jedynie werbalny wymiar. Trzeźwe spojrzenie na sytuację podpowiada, że żadna ze stron nie zgodzi się na zbyt daleko idący kompromis i prywatyzacja branży spirytusowej zakończy się wielką klapą.

Więcej możesz przeczytać w 9/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0