Chemia na mecie

Chemia na mecie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kolarz Knut Enemark zmarł w wieku 21 lat w wyniku nadużywania amfetaminy.
Rzucającego dyskiem Janosa Farago zabiły anaboliki. Zawał serca i śmierć Joachima Halupczoka były spowodowane stosowaniem erytropoetyny. Dramaty te nie zniechęcają jednak sportowców i ich opiekunów do stosowania dopingu. Nieustannie trwają zatem intensywne prace nad poszukiwaniem nowych preparatów, które jednak mają być nie tyle bezpieczniejsze, co trudniejsze do wykrycia. Obecnie niemal bezkarnie można stosować ludzki hormon wzrostu i przetaczanie krwi. Stan zdrowia sportowców nikogo nie interesuje.

Ponad połowa sportowców przyznała, że przyjęłaby substancję gwarantującą im zdobycie złotego medalu olimpijskiego, nawet gdyby było wiadomo, że grozi to poważnymi dolegliwościami zdrowotnymi. Badanie takie wśród sportowej elity przeprowadził kilka lat temu dr Robert Voy, były lekarz Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego, autor książki "Drugs, Sport and Politics".
- Dopóki sportowcy będą zarabiać ogromne pieniądze, dopóty będą stosować doping - uważa dr Krzysztof Chrostowski z Zakładu Badań Antydopingowych Instytutu Sportu. Doping zaczął być powszechnie stosowany po II wojnie światowej. Dziś preparaty poprawiające sprawność fizyczną i psychiczną stosują już nie tylko zawodowi sportowcy, lecz także ci, którzy uprawiają sport jedynie dla przyjemności.
Środki dopingujące dobiera się w zależności od uprawianej dyscypliny. Erytropoetyna jest popularna wśród kolarzy, biegaczy i pływaków. Po preparaty hamujące łaknienie sięgają dżudocy, bokserzy, ciężarowcy i gimnastyczki. Środki moczopędne, przyspieszające utratę wagi, zażywają wioślarze, gimnastycy i dżokeje. Beta-blokery, które pomagają pokonać stres, stosują najczęściej skoczkowie narciarscy, bobsleiści czy ścigający się na łodziach motorowych. Morfinę i inne narkotyczne środki przeciwbólowe biorą zawodnicy uczestniczący w zawodach mimo kontuzji. Testosteron przyjmują ciężarowcy.
Steroidy anaboliczno-androgenne, do których należy testosteron, są uznawane za cenny i skuteczny środek wspomagający. Zwiększają bowiem odporność psychiczną i powodują wzrost mięśni, poprawiając sprawność motoryczną. Dostępne są obecnie setki związków z tej grupy środków, z czego tylko nieco ponad sto zostało w sporcie zabronionych. Dobra opinia o tych związkach skłoniła badaczy do stworzenia zmodyfikowanej cząsteczki testosteronu. Zachowuje ona zdolność do budowy mięśni, ale formalnie nie ma związku z żadnym preparatem wymienionym na liście zakazanych środków. Nawet gdy jego obecność we krwi zostanie wykryta, to sportowca nie można ukarać, dopóki związek nie znajdzie się na odpowiedniej liście komisji antydopingowych.
Stare, sprawdzone anaboliki powszechnie stosują osoby, które chcą dobrze wyglądać, oraz początkujący sportowcy (czytaj: mało doświadczeni w stosowaniu dopingu). Młodzi chłopcy, często czternasto-, szesnastoletni, przyjmują te środki bez przerwy. Muszą ciągle zwiększać dawki lub stosować je w połączeniu z innymi lekami, np. diuretykami, środkami uspokajającymi lub hormonem wzrostu. Z obserwacji Zakładu Badań Antydopingowych Instytutu Sportu wynika, że w 1993 r. 70 proc. zawodników, którym udowodniono przyjmowanie steroidów anabolicznych, nie ukończyło 20 lat, a pozostali nie osiągnęli pełnoletności.
"Steroidy anaboliczno-androgenne można porównać do swego rodzaju bomby z opóźnionym zapłonem. Zmiany chorobowe przebiegają początkowo w sposób zamaskowany, a dolegliwości wydają się nie związane z dawniejszym używaniem tych środków" - czytamy w dokumencie Komisji ds. Przeciwdziałania Dopingowi w Sporcie. Anaboliki mogą wywoływać między innymi zawał serca, udary mózgu i raka prostaty. Przerwa w stosowaniu tych związków powoduje gwałtowny spadek stężenia androgenów we krwi, co objawia się depresją, bezsennością i prowadzi do myśli lub prób samobójczych. Nawet po zakończeniu kariery sportowej zawodnicy muszą nadal sięgać po te preparaty. Z anonimowej ankiety przeprowadzonej wśród 49 ciężarowców wynika, że 84 proc. z nich miało objawy uzależnienia, ponad połowa stosowała zwiększone dawki ze względu na "wewnętrzną potrzebę brania".
Niepożądane objawy występujące po zażyciu steroidów anaboliczno-androgennych skłoniły sportowców do poszukiwania nowych środków. Wybór padł na ludzki hormon wzrostu (hGH), który ma działanie podobne do anabolików: zwiększa masę mięśni, a zmniejsza objętość tkanki tłuszczowej. Zwykle jest stosowany w połączeniu z insulinopodobnym hormonem wzrostu (IGF-1). Moda na te preparaty wynika z tego, że hGH jest o wiele trudniejszy do wykrycia niż anaboliki. Testy trzeba przeprowadzić rano, gdyż wysiłek fizyczny zwiększa naturalną zawartość tego hormonu. W lipcu Międzynarodowy Komitet Olimpijski zdecydował, że wobec braku testów pozwalających wykryć syntetyczny ludzki hormon wzrostu, u lekkoatletów startujących w Sydney nie będzie on sprawdzany.
Podobnie jest ze wspomaganiem krwią. Dożylne podanie krwi lub preparatów krwiopochodnych ma zwiększać wytrzymałość fizyczną. Doping ten chętnie stosują zawodnicy dyscyplin wytrzymałościowych: biegacze długodystansowi, kolarze i narciarze. Ceną za zwiększenie sprawności są zaburzenia układu krążenia, nadciśnienie tętnicze i udar mózgu. Metoda ta jest zabroniona, ale nie opracowano wiarygodnych testów. Niekiedy przetoczenie krwi może jednak wyjść na jaw. Taki los spotkał fińskiego długodystansowca M. Vaino, któremu podano krew przed występem na igrzyskach w Los Angeles. Badania przeprowadzone po zakończeniu biegu wykazały obecność w jego krwi steroidów anabolicznych. Okazało się bowiem, że do przetoczenia użyto jego własnej, pobranej przed zawodami krwi, z której organizm nie zdążył jeszcze usunąć zażywanych wcześniej anabolików.
Coraz większe powodzenie ma erytropoetyna, która stymuluje wytwarzanie i dojrzewanie krwinek czerwonych w szpiku kostnym. Dzięki temu zwiększa się sprawność fizyczna i odporność na stres. Jej stosowanie ma zastąpić kłopotliwy zabieg przetaczania krwi. W dodatku współczesne preparaty są niemal identyczne z naturalnym hormonem ludzkim, a zatem niezmiernie trudne do wykrycia. Opracowano już "silniejszą" odmianę erytropoetyny, o przedłużonym efekcie działania. Nowy związek, podobnie jak jego starsza wersja, pobudza wytwarzanie krwinek czerwonych. Wystarczy go jednak wstrzykiwać tylko raz w tygodniu, zamiast trzy razy, jak czyniono to dotychczas. Nikt jednak nie bierze pod uwagę zagrożeń, jakie niesie z sobą ten rodzaj dopingu. Przyjmowanie erytropoetyny prowadzi do zakrzepów, zawału serca i udaru mózgu.
Ostatnio pojawiły się nowe rodzaje substytutów krwi. Jednym z nich jest hemopure. Składa się jedynie z superoczyszczonej, zmodyfikowanej wołowej hemoglobiny, która jest głównym składnikiem krwinek czerwonych, odpowiedzialnym za transport tlenu w organizmie. Na razie jest niemożliwy do wykrycia. Jego stosowanie wiąże się jednak z niebezpieczeństwem odrzucenia preparatu.
Prof. Gary I. Wadler z New York University zastanawia się na łamach "Time’a", czy zaczniemy wkrótce modyfikować geny w celu "produkowania" sportowych supergwiazd: odpornych na ból, silnych, wytrzymałych fizycznie i psychicznie. No cóż, technologia już jest i są pieniądze do zrobienia. Na razie nie ma jeszcze tylko systemu wykrywania genetycznie wyhodowanych mistrzów.
Więcej możesz przeczytać w 39/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0